Reklama

Reklama

Stan wyjątkowy. Pytamy samorządowców o tę decyzję. I reakcje mieszkańców

Stan wyjątkowy w 183 miejscowościach na granicy polsko-białoruskiej został już wprowadzony. Włodarze gmin, na których obszarze leżą te miejscowości, w rozmowie z Interią nie chcą jednoznacznie oceniać tej decyzji. Jedni przyznają, że już wcześniej czuli się bezpiecznie dzięki stałej obecności straży granicznej na ich terenach. Drudzy zauważają, że sytuacja na granicy budzi pewne obawy wśród mieszkańców. Wszyscy nasi rozmówcy liczą natomiast, że 30 dni wystarczy na rozwiązanie kryzysu.

W 183 miejscowościach na terenie województw podlaskiego i lubelskiego został wprowadzony trwający 30 dni stan wyjątkowy. Wiąże się to z ograniczeniami.

Obowiązuje zakaz przebywania na obszarze objętym stanem wyjątkowym przez całą dobę osób, które tam nie mieszkają. Na tych terenach zawieszono też możliwość organizowania zgromadzeń publicznych, imprez masowych, artystycznych i rozrywkowych. Nie można też fotografować ani filmować obiektów i obszarów obejmujących infrastrukturę graniczną, w tym również wizerunków funkcjonariusz Straży Granicznej, policji i żołnierzy WP. Ograniczony został również dostęp do informacji o działaniach prowadzonych na obszarze objętym stanem wyjątkowym związanych z ochroną granicy państwowej oraz zapobieganiem i przeciwdziałaniem nielegalnej migracji.

Reklama

"Bezpiecznie czuliśmy się też przed stanem wyjątkowym"

Wiesław Kulesza, wieloletni wójt gminy Gródek, nie chce wprost oceniać decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. W tej gminie objął on dziewięć wsi.

- Nie brałem udziału we wprowadzaniu decyzji o stanie wyjątkowym, więc trudno jest mi ją ocenić. Poinformowano nas, że są przesłanki i pewne działania przy granicy muszą być podejmowane płynniej. Ale czy to słuszne, nie wiem. Będziemy się do tego przyzwyczajać. Ważne, by wszystko szło w kierunku rozwiązania problemu przy granicy. Mam nadzieję, że to się stanie w ciągu najbliższych 30 dni - mówi Interii.

Podkreśla, że przy terenie granicznym gminy płynie rzeka Świsłacz. - Jest u nas w związku z tym spokojniej, jeżeli chodzi o jej przekraczalność. Bezpiecznie czuliśmy się też wcześniej, bo straż graniczna jest na co dzień obecna w naszych przygranicznych miejscowościach. Mieszkańcy są do tego przyzwyczajeni i czują dzięki temu spokój - wyznaje Wiesław Kulesza.

- Pojawiają się jednak pytania mieszkańców, co to będzie, jak to będzie funkcjonowało. Widzą też, że większa jest obecność służb mundurowych. Nie słyszałem jednak, aby obawiali się tej nowej sytuacji. Wyjaśniamy wszelkie wątpliwości i mamy nadzieję, że nie będzie to wpływało na ich codzienne życie - podsumował wójt gminy Gródek.

Czyta też: Stan wyjątkowy to akcja spektakularna

Stan wyjątkowy. Jak będzie w praktyce?

Konrad Sikora, zastępca burmistrza Michałowa (10 wsi tej gminy Michałowo znajduje się pod restrykcjami stanu wyjątkowego) ocenia natomiast: - Na stan wiedzy, który mam dzisiaj, ten krok dotyczący wprowadzenia stanu wyjątkowego nie był konieczny.

Jednocześnie przyznaje, że wśród mieszkańców panuje niepokój związany z sytuacją na granicy. - Uchodźcy tę granicę przekraczają. Mieszkańcy zwracali się do nas, aby oświetlenie uliczne w tych przygranicznych wsiach działało całą dobę. Dzięki temu zwiększało się ich poczucie bezpieczeństwa - opowiada wiceburmistrz Michałowa. Podobnie jak nasz poprzedni rozmówca zauważa, że w przygranicznych wsiach od zawsze stacjonuje straż graniczna.

Podkreśla, że na pewno przez stan wyjątkowy ucierpią okoliczne kwatery agroturystyczne. - Właściciele muszą odwoływać rezerwacje. Rząd zbiera informacje, jakiego rzędu straty poniosą, ale nie wiadomo, czy otrzymają z tego tytułu jakąkolwiek rekompensatę - dodaje.

- To jest pierwszy dzień. Czekamy na to, co się będzie działo dalej. Pracujemy na żywym organizmie. Na część pytań nie znamy też odpowiedzi. Z jednej strony mówi się, że na mszę w niedzielę można pojechać, ale czy te osoby będą kontrolowane? Co z autobusem szkolnym, czy będzie on też zatrzymywany i kontrolowany? Myślę, że to wszystko wyjdzie w praktyce - podsumowuje.

"Oby 30 dni stanu wyjątkowego wystarczyło"

Leszek Chwedczuk, wójt gminy Janów Podlaski, w której 10 sołectw objętych jest stanem wyjątkowym, również nie chce oceniać "decyzji, których nie podejmował".

- Trudno mówić na razie o obawach, więcej jest pytań co do zasad funkcjonowania tego stanu wyjątkowego. Naszym zadaniem jest zamieszczanie informacji na stronie internetowej gminy i w sołectwach, aby każdy wiedział, jakie ograniczenia obowiązują - mówi Interii wójt Chwedczuk.

Tu również pas graniczny znajduje się wzdłuż rzeki, Bug. - Ona jest naturalną przeszkodą. Przy okazji wysokie poziomy wody nas dodatkowo chronią. Nie mieliśmy do tej pory sygnałów o przekroczeniach granicy na naszym terenie, więc tych obaw związanych z kryzysem migracyjnym nie było - dodaje.

- Zobaczymy, jak to będzie funkcjonowało. Najważniejsze, abyśmy mogli szybko wrócić do normalności. Liczymy, że te 30 dni to będzie wystarczający czas, aby uporządkować sprawy na granicy - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje