Reklama

Reklama

Przeciwnicy szczepień po zakażeniu koronawirusem "nawracają się". "Refleksja przychodzi za późno"

Szpitalne oddziały covidowe zapełniają się błyskawicznie. Jak wskazują lekarze, większość pacjentów to osoby niezaszczepione. - Kiedy tylko zachorowali, zaczęli obiecywać sobie i innym pacjentom, że jak tylko wyjdą ze szpitala i będą już mogli, to się zaszczepią. A dlaczego? Bo już wiedzą, co to znaczy chorować na koronawirusa – mówi Interii Sebastian Jankiewicz, dyrektor SP ZOZ w Radziejowie. Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc z Łodzi dodaje: - Ta refleksja przychodzi za późno.

Polska odnotowuje kolejne rekordy zakażeń koronawirusem. Piątek to 5706 nowych, potwierdzonych przypadków COVID-19. To wzrost o 106 proc. w stosunku do ubiegłego tygodnia.

W szpitalach są 4264 osoby, w tym 353 to pacjenci podłączeni do respiratorów. Nawet 90 proc. hospitalizowanych osób to ci, którzy nie przyjęli szczepionki przeciw COVID-19.

Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc z Łodzi, przyznaje: - Pierwsza myśl: "popełniłem błąd, mogłem się zaszczepić", następuje już w momencie zachorowania. Niedawno dzwoniła do mnie dwójka ludzi w średnim wieku, są zakażeni, niezaszczepieni i boją się, że trafią do szpitala. Pytali mnie, jakie są leki na COVID-19. Odpowiadam im, że nie ma, bo jakby były, to przecież byśmy wszystkim rozdali. I tu jest panika, co mamy robić, a ja wtedy pytam, czemu się nie zaszczepili. Myśleli, że to zbędne, że ich to nie dotknie.

Reklama

- Podkreślamy od kilku miesięcy, że to właśnie takie osoby trafiają do szpitali - mówi Karauda.

Obiecują, że zaszczepią się jak najszybciej

Sebastian Jankiewicz, dyrektor SP ZOZ w Radziejowie sam niedawno zaraził się koronawirusem. Przez jakiś czas przebywał na oddziale covidowym razem z pacjentami, którzy się nie szczepili. - Byłem oczywiście zaszczepiony, dzięki czemu przechodziłem zakażenie znacznie łagodniej. Obserwowałem pacjentów, którzy nie byli zaszczepieni i wymagali intensywnej tlenoterapii. Rozmawiałem z nimi - jako dyrektor szpitala, ale również jako pacjent, który nie rozumie, dlaczego ludzie nie chcą się szczepić - opowiada Jankiewicz.

- Szczepionka w ich ocenie za szybko została wyprodukowana, nie ufali, że jest ona skuteczna, nie stosowali środków ochrony i nie chcieli brać udziału w wymazach diagnostycznych. Kiedy tylko zachorowali, zaczęli obiecywać sobie i innym pacjentom, że jak tylko wyjdą ze szpitala i będą już mogli, to się zaszczepią. A dlaczego? Bo już wiedzą, co to znaczy chorować na koronawirusa - relacjonuje dyrektor.

"Każdy się nawraca"

Tacy pacjenci często borykają się z pocovidowymi powikłaniami. Wówczas trafiają na oddziały chorób płuc. W takim właśnie pracuje Tomasz Karauda. - Wszystkie te osoby, absolutnie co do jednej, żałują, że nie przyjęły szczepionki przeciw COVID-19 i często o tym mówią. I to już nie jest jakaś krótka myśl, to jest ogromne ubolewanie. W naszym oddziale każdy się nawraca i staje się orędownikiem szczepień. Kiedy pacjenci widzą, jak wyglądają ich płuca, gdy czują, jak każdy ruch sprawia im problem, chcą cofnąć czas. Tym bardziej, że nie mają pewności, że wrócą kiedykolwiek do poprzedniej formy. Mają strach w oczach - opowiada lekarz.

Co więcej, pacjenci po przechorowaniu COVID-19, którzy trafiają do oddziału chorób płuc, muszą pokonać kolejne zagrożenie, szpitalną florę bakteryjną. - Jeżeli ktoś ledwo oddycha i na to nałoży się zapalenie płuc wywołane przez bakterie, które są w szpitalu, to ciężko go uratować. My te osoby tracimy. Nie z powodu samego COVID-19, a z powodu powikłań, których oczywiście by nie było, gdyby się zaszczepili - mówi Tomasz Karauda.

"Nie uczą się na błędach innych"

- Co ciekawe, ta tendencja - niezaszczepionych, którzy po zachorowaniu są zwolennikami szczepień - utrzymuje się już od pewnego czasu. Ludzie nie uczą się na błędach innych, muszą sami ten swój błąd popełnić. Do momentu, w którym ich samych nie dotknie choroba, oni zdania nie zmieniają - mówi jeszcze Sebastian Jankiewicz.

Tomasz Karauda ocenia: - Ta refleksja o popełnionym błędzie przychodzi niestety za późno. Szczepienia są dostępne od wielu miesięcy. Ludzie uczą się na swoich błędach. I to jest dobre, o ile dotyczy tylko nas. W przypadku COVID-19 pociągamy inne osoby ze sobą. CDC ujawniło kolejne badanie, które wykazało, że osoba niezaszczepiona sześciokrotnie bardziej jest narażona na zakażenie i jedenastokrotnie częściej umiera. Te liczby powinny przemówić do społeczeństwa.

- Zbyt wiele osób chce przechorować w domu, ukryć to zakażenie, nie widzi sensu w szczepieniu. Tak nie wygramy z pandemią. Z mojego doświadczenia wynika, że każdy, kto przeszedł koronawirusa, chce się zaszczepić. Apeluję, abyśmy to jednak robili zanim dojdzie do zakażenia - podsumowuje Sebastian Jankiewicz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje