Reklama

Reklama

Protest w warszawskim pogotowiu. Nawet połowa karetek ma status "niegotowy"

Przez pięć najbliższych dni warszawskie pogotowie będzie mieć znacznie mniej rąk do pracy. Protestują ratownicy medyczni i pielęgniarki, bo mimo próśb nie otrzymali podwyżek, o które wnioskowali. - Z informacji, które do mnie docierają, ponad połowa zespołów ratownictwa medycznego na terenie Warszawy i rejonu operacyjnego firmy "Meditrans" jest nieobsadzona - mówi Interii ratownik medyczny warszawskiego pogotowia. Rzecznik prasowy stacji uspokaja: mimo protestu każdy mieszkaniec, który będzie potrzebował pomocy, na pewno ją uzyska.

Pod koniec lipca niemal 400 pracowników Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" SP ZOZ w Warszawie wystosowało pismo do dyrekcji. Domagali się podwyżek i polepszenia warunków pracy.

- Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. W związku z brakiem jakiejkolwiek woli rozmowy zostaliśmy zmuszeni do tego, by zaostrzyć nasze działania - mówi Interii Michał Gościński, ratownik medyczny z WSPRiT "Meditrans".

Reklama

Na czym polega protest? Kontraktowi pracownicy pogotowia określili swoją dyspozycyjność, ale dopiero od 6 września. Oznacza to, że w dniach 1-5 września nie przyjdą do pracy. - Wyrobimy godziny, które mamy zakontraktowane, ale zaczniemy pracować dopiero na początku przyszłego tygodnia. Takie działania podjęła większość personelu, który podpisał się pod petycją do dyrekcji, a było to 395 osób - tłumaczy ratownik medyczny.

Dziesiątki karetek ze statusem "niegotowy"

Każdego dnia w "Meditrans" jest dostępnych 80 wyjeżdżających zespołów ratownictwa medycznego.

- Z informacji, które do mnie docierają, ponad połowa zespołów ratownictwa medycznego na terenie Warszawy i rejonu operacyjnego firmy "Meditrans" jest nieobsadzona - mówi nam Gościński. Karetki mają status "niegotowy".

W ocenie naszego rozmówcy ta liczba będzie się prawdopodobnie zwiększać. - Z powodu obłożenia wezwaniami dyżury są i będą niezwykle intensywne. Nasi koledzy pracujący na innych formach zatrudnienia mogą niebawem złożyć zwolnienia L4, bo będą musieli zadbać o swoje zdrowie w związku z przepracowaniem - ocenia ratownik medyczny.

Rzecznik stacji pogotowia ratunkowego Piotr Owczarski potwierdził w rozmowie z polsatnews.pl, że część personelu medycznego nie przyszła dziś do pracy. Dodał, że "nie wpływa to na obsługę zgłoszeń w Warszawie i ościennych miejscowościach". - Ci pracownicy, którzy przyszli dziś do pracy, będą mieli więcej zadań i będą mieli mniej czasu na odpoczynek - powiedział Owczarski.

Warto zaznaczyć, że warszawskie pogotowie przyjmuje około 500 zgłoszeń w ciągu doby.

Co dalej?

Michał Gościński zapowiada, że jeżeli oczekiwania z petycji nie zostaną do 6 września spełnione, sytuacja powtórzy się w październiku. A już we wrześniu ratownicy medyczni mogą zacząć masowo składać wypowiedzenia.

Przypomnijmy: ratownicy medyczni zaproponowali stawki na poziomie 60 zł za godzinę pracy, 10 zł dodatku za godzinę za pełnienie roli kierownika zespołu oraz dodatkowe 10 zł za godzinę za dyżur na dwuosobowym zespole. Są to kwoty brutto.

W petycji personel medyczny podkreślał, że na kontrakcie stawka godzinowa wynosi obecnie 22-26 zł brutto.

Brakuje pieniędzy

Rzecznik prasowy "Meditrans" poinformował, że popiera postulaty ratowników medycznych, ale stacja pogotowia z każdym rokiem "staje się coraz biedniejsza". - Od kilku lat dysponujemy takim samym budżetem, a wraz z rosnącą inflacją i cenami np. prądu i gazu, tych pieniędzy jest coraz mniej - powiedział Piotr Owczarski w rozmowie z polsatnews.pl.

I dodał, ze na samą walkę z pandemią "Meditrans" wydał 43 mln złotych. Wymieniono też ponad połowę karetek, co kosztowało 22 mln zł. - Pandemia wydrenowała nasz budżet - przyznał Owczarski.

- Dyrekcja utrzymuje, że nie ma z czego dać nam podwyżek - komentuje Michał Gościński. Ratownik medyczny twierdzi, że nie jest to prawda. - Wystarczy spojrzeć w sprawozdanie finansowe dostępne w biurze informacji publicznej, z którego wynika, że za rok 2019 firma zanotowała ponad 3 mln zysku, a za rok 2020 ponad 6 mln i to są kwoty netto. Dla nas to w ogóle absurdalna sytuacja, że pogotowie zarabia. Jeśli tak się dzieje, to te pieniądze trzeba zainwestować w personel - komentuje ratownik medyczny.

"Odbije się to na pacjentach"

- Oczywiście, że ta cała sytuacja odbije się na pacjentach - mówi jeszcze Michał Gościński.

- Nie jest to dla nas komfortowe. W tym zawodzie pracują idealiści, osoby, które są tu z powołania. Gdyby tak nie było, to byśmy w ogóle w pogotowiu nie pracowali. My zostaliśmy zmuszeni do takiego kroku. Nie jesteśmy bohaterami, jesteśmy szarymi ludźmi, którzy chcą żyć na poziomie adekwatnym do wykonywanego zawodu, ponoszonej odpowiedzialności i zagrożenia, które podejmujemy codziennie na każdym dyżurze - podsumowuje.

Dziękuje też za wsparcie pacjentów: - Docierają do nas informacje o połączeniach na numer alarmowy 999 z wyrazami poparcia i zrozumienia naszej akcji. Bardzo za to dziękujemy.

Minister zdrowia Adam Niedzielski pytany w środę podczas konferencji prasowej w Wejherowie o sytuację warszawskiego pogotowia zapewnił, że "stabilność systemu" zostanie utrzymana. Dodał również, że w razie braków - nie tylko w Warszawie - angażowani do pracy będą ratownicy medyczni ze straży pożarnej.

- Bezpieczeństwo pacjentów będzie zagwarantowane - podkreślił minister.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama