Reklama

Reklama

Protest rezydentów. Kilka tysięcy lekarzy nie przyszło do pracy. "Mamy dosyć"

Co najmniej 3000 lekarzy rezydentów nie przyszło w poniedziałek do pracy. "Z największym żalem" opuszczają swoich pacjentów, "by ratować własne zdrowie, w oczekiwaniu na długo wyczekiwaną reformę ochrony zdrowia i poprawę warunków pracy". Lekarze rezydenci zaczynają protest, który nazywają tygodniem zdrowia. Może on jednak potrwać dłużej niż tydzień.

Reklama

"Pomimo apeli, sugestii, pism i zapytań, Ministerstwo Zdrowia nie przygotowało nas do kolejnej - trzeciej już fali pandemii COVID-19. Po raz kolejny szpitale pękają w szwach, koordynatorzy nie mają narzędzi do wykonywania swojej pracy, karetki jeżdżą od szpitala do szpitala, by czekać na podjazdach, SORy są oblężone, oddziały pełne, a procedury i przyjęcia planowe wstrzymane. Po raz wtóry niewydolny, niedofinansowany od lat system upada pod naporem pandemii COVID-19, a lekarze zostają z tym sami, bez jakiegokolwiek wsparcia rządu" - informuje Porozumienie Rezydentów w poniedziałkowym wpisie na Facebooku.

"Mamy dosyć" - piszą młodzi lekarze. 

Zamieszanie wokół PES

Reklama

Lekarze rezydenci swój protest zapowiadali w lutym. Już wówczas zwracali uwagę na niedofinansowanie systemu ochrony zdrowia. Rozpoczęli akcję odkładania funduszy na ewentualny strajk. Nie mówili o konkretnej dacie, ale przyznawali, że akcja rozpocznie się w 2021 roku. - Podjęliśmy decyzję o proteście szybciej, niż myśleliśmy. To przez działania resortu zdrowia związane z egzaminami PES, przez które emocje lekarzy sięgnęły zenitu - mówił Interii przewodniczący Porozumienia Rezydentów Piotr Pisula. 

Chodzi o Państwowe Egzaminy Specjalizacyjne. Minister Adam Niedzielski po apelach środowiska, by egzamin w części ustnej odwołać, podjął decyzję, by zarówno część ustną jak i pisemną przesunąć o dwa miesiące, co nie spodobało się młodym lekarzom - nadal zamiast leczyć musieliby skupić się na nauce. Ostatecznie wycofano się z tej decyzji i zaproponowano nowy kompromis: egzaminy odbędą się wiosną z możliwością przełożenia ich na jesień. 

- To cały czas oznacza, że zamiast zastanowić się nad rozwiązaniem, które uwolniłoby kadrę zasilającą szpitale w szczytowym momencie epidemii, minister robi wszystko, żeby tak się nie stało - tłumaczy Piotr Pisula.

Co najmniej 3 tys. protestujących

Lekarze od dziś biorą zwolnienia lekarskie i nie przychodzą do pracy. - Przewidujemy, że akcja ta trwać będzie minimum tydzień. To jednak wstępne założenia i wszystko jeszcze może się zmienić - mówił w środę Interii Piotr Pisula, przewodniczący Porozumienia Rezydentów. Wówczas udział w akcji zapowiedziało 2000 młodych lekarzy. Jak udało nam się dowiedzieć, na dziś zadeklarowało się ich już 3000, ale jak podkreśla Porozumienie Rezydentów, nie wszyscy, którzy dołączyli, deklarowali swój udział, więc rzeczywista liczba protestujących może być wyższa.


"Nie chcemy opuszczać potrzebujących, ale też nie możemy już tak dłużej pracować, utrzymując na własnych barkach cały system, bez jakiejkolwiek pomocy rządu. Przepraszamy Was pacjenci, ale jest to heroizm jakiego nie powinno się od kogokolwiek wymagać. To już zbyt wiele. Ile można nie spać? Ile śmierci oglądać każdego dnia?" - podkreślają lekarze.

Oczekują "stanowczych działań Ministerstwa Zdrowia". "Tylko od tych działań będzie zależało, czy i kiedy lekarze wrócą do pracy. Mamy nadzieję, że rząd nie każe pacjentom czekać dłużej niż tydzień" - podsumowują.

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje