Reklama

Reklama

Problemy w punktach szczepień. "Trzeci tydzień zamieszania"

- Już dawno nikt takiego bałaganu nie zrobił nam w POZ - mówi Interii dr Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny z Lublina, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego. Szczepionki nie zawsze dojeżdżają na umówiony dzień, a lekarze przekonują, że dowiadują się o tym zbyt późno. Muszą wówczas zmieniać terminy szczepień. - Efekt może być taki, że wielu seniorów nie pojawi się na szczepieniu - zauważa nasz rozmówca. Agencja Rezerw Materiałowych przyznaje, że przesunięcia mogą się zdarzać. Zapewnia też, że problem jest "nieustannie minimalizowany".

Reklama

Trwa trzeci tydzień szczepień w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej. - I trzeci tydzień zamieszania - ocenia w rozmowie z Interią dr Tomasz Zieliński.

Reklama

- Mamy z jednej strony obiektywne problemy, czyli zmniejszone dostawy szczepionek od producentów. Z drugiej - chaos w zarządzaniu informacją o tym, kiedy dana szczepionka dotrze do punktu szczepień. My dostajemy tę wiadomość zbyt późno i nie zawsze jest ona wiarygodna - stwierdza dr Zieliński.

"Szczepionki jednak nie będzie"

Podaje przykład swojej przychodni. - W piątek po godzinie 14 otrzymałem smsa potwierdzającego - szczepionka dotrze w poniedziałek. W związku z tym potwierdziliśmy pacjentom, że mogą na umówione w poniedziałek wizyty przyjść. Po czym w sobotę rano przychodzi kolejny sms, że szczepionki jednak w poniedziałek nie będzie, będzie we wtorek. W sobotę nie pracujemy, więc nie mam nawet dostępu do danych tych pacjentów. Dopiero w poniedziałek pielęgniarki obdzwoniły ich przekładając termin na wtorek - wyjaśnia lekarz.

W podobnym tonie wypowiada się inny lekarz rodzinny pracujący w łódzkiej przychodni. W jego placówce problem ten pojawił się w ubiegłym tygodniu. - Przychodnie poinformowano dopiero w piątek o godz. 18, że w poniedziałek dostawa nie dotrze. Przesuwaliśmy pacjentów na wtorek. Na szczęście udało się wszystkich zaszczepić, ale było to pewne wyzwanie - mówi nam lekarz Maciej Pawłowski.

- To jest duży problem, bo my tak naprawdę nie wiemy, na kiedy tych pacjentów umówić - kontynuuje dr Tomasz Zieliński. - To są starsi ludzie, seniorzy, dla których w ogóle wybranie się do przychodni jest dużym przedsięwzięciem. Często potrzebują pomocy bliskich - ich dzieci biorą wolne w pracy, by zawieźć ich na te szczepienie - przypomina nasz rozmówca. W jego ocenie efekt może być taki, że wielu seniorów nie pojawi się na zmienionym w ostatniej chwili terminie szczepienia.

Nawarstwianie się pacjentów

- Kolejna sprawa jest taka, że jeśli przekładamy pacjentom pierwszą dawkę, to później, za trzy tygodnie, przesuwa im się też druga dawka. A my na wtedy mamy już zarejestrowane inne osoby - zauważa dr Tomasz Zieliński. - Pacjenci nawarstwiają się. Staniemy na głowie i wszystkich zaszczepimy, ale to utrudnia naszą pracę - podkreśla.

Wskazuje na jeszcze jeden problem - krótki termin ważności szczepionki. - Mamy pięć dni na ich zużycie, ale to pięć dni liczone od momentu wyjęcia ich z zamrażarki. Jeśli jadą do nas dwa, trzy dni, zostaje nam znacznie mniej czasu na to, by nimi szczepić. W ubiegłym tygodniu szczepionka, która przyszła w środę (a miała przyjść w poniedziałek - red.), ważna była tylko do piątku rano. Nie można więc było pacjentów przesunąć na piątek - szczepić wszystkich z jednego tygodnia musieliśmy w dwa dni - wspomina lekarz.


- Sam rząd przyznał, że 15 proc. punktów szczepień nie dostało w poniedziałek szczepionki. To ponad tysiąc placówek będących w sytuacji, którą opisuję - podkreśla nasz rozmówca.

ARM: Olbrzymi proces logistyczny

Dr Tomasz Zieliński ocenia, że błędna komunikacja leży po stronie Agencji Rezerw Materiałowych, która zarządza wysyłką.

Spytaliśmy więc ARM, z czego to wynika. W odpowiedzi instytucja przyznała, że "punktowe przesunięcia w terminie dostaw przy operacjach logistycznych o takiej skali mogą się zdarzać". "Tym bardziej, że ze względu na opóźnienia w dostawie szczepionek przez producenta, zmuszeni jesteśmy na bieżąco aktualizować harmonogram i terminy dystrybucji" - czytamy w wiadomości od ARM.

"Prosimy pamiętać, iż dystrybucja szczepionek jest olbrzymim procesem logistycznym z ponad sześcioma tysiącami punktów do obsłużenia. Transport i dystrybucja są działaniami wrażliwymi na wiele czynników, powodujących wydłużenie czasu dostawy, które nieustannie minimalizujemy" - dodano. Zapewniono nas też, że ARM jest w stałym kontakcie z punktami szczepień, które "są każdorazowo informowane przez kuriera o zbliżającej się godzinie dostawy".

Akcesoria bez szczepionki, strzykawki bez igieł

Nasz rozmówca w kontekście dystrybucji szczepionek mówi o jeszcze jednym problemie. - Hurtownie potrafią namieszać - koleżanka dostała raz przesyłkę z samymi akcesoriami do szczepienia, bez szczepionki. Inna przychodnia dostała strzykawki, ale nie dostała igieł. Jeszcze w innej placówce dostali pudełko, w którym miały być maseczki, a w środku było puste - wymienia dr Tomasz Zieliński.

- To pokazuje chaos, jaki panuje w tej całej około szczepiennej logistyce - stwierdza wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.

- Nie wiemy, co będzie dalej. Przyszły tydzień może wyglądać podobnie. Później powinno być już lepiej, bo dostawy szczepionek od producentów mają być większe, więc może i logistyka ulegnie pozytywnej zmianie. Wierzę, że będzie dobrze, ale to wszystko męczy i drażni. Chcielibyśmy sprężyć się, szczepić ludzi zgodnie z harmonogramem, bo im więcej się nas zaszczepi, tym lepiej. Niestety jest to na ten moment utrudnione - podsumowuje dr Tomasz Zieliński.

Spytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, czy znany jest im problem, który wynika z nagłych zmian terminów dostaw szczepionek do punktów szczepień. Chcieliśmy się również dowiedzieć, czy resort wie, ilu seniorów nie pojawiło się na szczepieniu, mimo zapisania się na nie. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje