Reklama

Reklama

Powrót do szkół już za miesiąc. MEiN publikuje wytyczne, nauczyciele i eksperci krytykują. "Wysoce rozczarowujące"

Czy szkoły są gotowe na wrzesień? Dyrektorzy, eksperci i nauczyciele obawiają się, że nie. W rozmowie z Interią oceniają, że ministerstwo ponownie przekazuje te same wytyczne, które nie zdały egzaminu w ubiegłym roku szkolnym. - Rząd nie próbuje w żaden sposób dostosować systemu edukacyjnego, żeby dało się optymalnie pracować i uniknąć zdalnego nauczania. Minister Czarnek całkowicie lekceważy kryzys pandemiczny i zamiast pracować nad rozwiązaniami przeciwdziałającymi dalszym skutkom kryzysu w oświacie, szykuje regulacje prawne, które pozwalają kontrolować i upartyjniać szkoły - mówi nauczycielka Anna Schmidt-Fic z inicjatywy "Protest z Wykrzyknikiem".

"Przygotowujemy się do stacjonarnej pracy szkół od 1 września. Wspólnie z MZ, GIS, RARS oraz innymi instytucjami podejmujemy szereg działań, które w znaczny sposób przyczynią się do przeciwdziałania COVID-19 i umożliwią bezpieczną naukę w szkołach i placówkach w czasie pandemii" - czytamy w komunikacie MEiN opublikowanym po konferencji "Bezpieczny powrót do szkół".

Zapowiedziano na niej, że 2 sierpnia do dyrektorów trafią wytyczne. Tak też się stało.

Wytyczne "przeciwpandemiczne"

MEiN rekomenduje szczepienie przeciw COVID-19 dla pracowników szkół oraz uczniów w dopuszczonych do szczepień grupach wiekowych. Dalej, tak jak w ubiegłym roku szkolnym, zalecana jest dezynfekcja pomieszczeń przed i po zajęciach, trzymanie 1,5 metrowego dystansu, częste mycie rąk, maseczka w przestrzeniach wspólnych (rekomendowana tylko dla szkół podstawowych), a także częste wietrzenie sal.

Reklama

Jak skomentował na swoim blogu dyrektor jednej z warszawskich szkół, Jarosław Pytlak: "Czytając mam mieszane uczucia. Z jednej strony akceptuję te zalecenia w życiu publicznym, nawet jeśli mają tylko niewielki wpływ na ograniczenie zakażeń. Z drugiej doskonale zdaję sobie sprawę, że w szkole podstawowej, szczególnie dużej, wielkomiejskiej, są niemal doskonałą fikcją".

"Rozczarowujące"

Jerzy Wiśniewski, ekspert w dziedzinie edukacji, ocenia w rozmowie z Interią, że opublikowane zalecenia są "wysoce rozczarowujące". - To zupełnie nie jest to, czego potrzebuje obecnie oświata. Przedstawiony dokument jest niechlujnie napisany, a zapisom brakuje konsekwencji. Nieostre są pojęcia przestrzeni wspólnych. Nie ma też wyjaśnień, jak wyglądać ma sala lekcyjna - czy 1,5 metra odstępu dotyczy stolików, a każdy uczeń będzie siedział osobno? I co się dzieje w sytuacji, kiedy nie da się wyznaczyć takiej odległości między uczniami w salach - pyta ekspert.

- W wytycznych często pojawiają się określenia: "w miarę możliwości", "jeśli to możliwe". Oznacza to, że są to zalecenia miękkie. Szkoły potrzebują precyzyjnych standardów, które pozwolą zorganizować powrót we wrześniu - podkreśla ekspert.

W jego ocenie jest to szczególnie ważne, biorąc pod uwagę to, że MEiN "szykuje obecnie ustawy, które mają wręcz zwiększyć poczucie niepewności i strachu dyrektorów". - Nieprecyzyjne wytyczne zwiększają wątpliwości i utrudniają podejmowanie decyzji - ocenia ekspert.

Telefon do inspektora sanitarnego

W wytycznych czytamy też, że w przypadku, gdyby zaistniało podejrzenie zakażenia koronawirusem u pracownika szkoły, dyrektor ma skontaktować się telefonicznie ze stacją sanitarno-epidemiologiczną oraz zastosować się do zaleceń inspektora sanitarnego. Tak, jak odbywało się to w ubiegłym roku szkolnym. 

- Według ministerstwa jedynymi możliwymi odpowiedziami na ewentualną czwartą falę pandemii jest sztywne zamykanie lub otwieranie placówek - ocenia Jerzy Wiśniewski.

- W obecnej sytuacji każdy dyrektor, w ramach zdrowego rozsądku, nie będzie kombinował po swojemu, tylko grzecznie zrobi to, co mu się nakaże. Otworzy lub zamknie szkołę. Bo jest ryzyko, że przykładowo, dyrektor dopuści dzieci do stacjonarnej nauki przy zagrożeniu pandemicznym, co zostanie uznane za niedopełnienie obowiązków i narażenie bezpieczeństwa uczniów, a zgodnie z przygotowywaną nowelizacją prawa to może pociągać nawet odpowiedzialność karną - zauważa Jerzy Wiśniewski.

Szczepienia kadry nauczycielskiej

Jerzy Wiśniewski jest też rozczarowany podejściem ministerstwa do szczepień. - Czym jest ten miękki apel na początku wytycznych o to, by rekomendować szczepienia? Trzeba robić wszystko, by jak największa liczba pedagogów była zaszczepiona. A jeśli nie są, należy ich testować, zanim przekroczą próg szkoły - ocenia ekspert.

Zespół ds. COVID-19 przy prezesie PAN wskazuje wręcz, że w niektórych grupach społecznych szczepienia powinny być obowiązkowe. Eksperci podkreślają, że szczepienia są podstawowym narzędziem skutecznego i bezpiecznego ograniczania rozprzestrzeniania się choroby COVID-19 wraz z jej następstwami i kosztami. "Dlatego trzeba pilnie rozważyć wprowadzenie ich obowiązku w wybranych grupach i sytuacjach" - podkreślono w komunikacie przesłanym PAP. Jedną z grup są nauczyciele.

"Potrzebny psycholog w każdej szkole"

Zdaniem nauczycieli z inicjatywy "Protest z Wykrzyknikiem", MEiN w pierwszej kolejności powinno zająć się walką z negatywnymi skutkami długotrwałej edukacji zdalnej. Ministerstwo w nowych wytycznych napisało, że faktycznie, "w obliczu zagrożeń psychicznych, na jakie narażone były i są dzieci i młodzież dbałość o bezpieczeństwo zdrowotne musi być rozsądnie godzona z dbałością o zdrowie psychiczne. Należy brać obie te potrzeby pod uwagę i szukać rozwiązań".

W tej akurat kwestii resort edukacji daje dyrektorom szkół "wolną rękę", bo "najlepiej znają i rozumieją wszystkie uwarunkowania swojej szkoły, co da możliwość zastosowania optymalnych, czasem nietypowych rozwiązań. Będą one gwarancją bezpieczeństwa i troską o zdrowie psychiczne uczniów".

- To absolutnie nie tak powinno wyglądać. W każdej szkole powinien być psycholog. To jest podstawa. A to wiąże się też z kosztami - komentuje w rozmowie z Interią Anna Schmidt-Fic, nauczycielka i współzałożycielka inicjatywy "Protest z Wykrzyknikiem".

Wsparcie pod znakiem zapytania

Jeszcze zanim nowe wytyczne się pojawiły, spytaliśmy w biurze prasowym MEiN czy uczniowie oraz nauczyciele otrzymają psychologiczne wsparcie. Justyna Sadlak z biura MEiN poinformowała nas, że resort przygotował m.in. program wsparcia psychologiczno-pedagogicznego dla uczniów i nauczycieli. "W ramach programu zostanie przeprowadzona diagnoza problemów uczniów w wyznaczonych losowo 1200 szkołach. Dzięki niej eksperci opiszą problemy, opracują model wsparcia i pomocy uczniom doświadczającym trudności, a specjaliści udzielą dzieciom i młodzieży bieżącego wsparcia psychologicznego". Na realizację programu przeznaczono 15 mln zł.

Tym zapowiedziom nie ufa Anna Schmidt-Fic. W jej ocenie wiele jest w tej sprawie pytań bez odpowiedzi, choć program został zapowiedziany już miesiąc temu. - W jakim trybie wyłonione zostaną podmioty? Ile uczniów i ilu nauczycieli zostanie objętych pomocą? Czy w każdej szkole będzie psycholog? A jeśli nie, to w ilu placówkach? Kiedy zakończy się diagnoza? Kiedy rozpoczną działania? - pyta nauczycielka. I zauważa: - Ministerstwo przeznaczyło na walkę z kryzysem psychologicznym młodzieży zaledwie 15 mln złotych, co oznacza 3 zł na ucznia. Dla porównania, na zakup termometrów i środków higieny przeznaczono 100 mln zł.

MEiN podkreśla, że równocześnie realizacja zajęć z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznej pozostaje "jedną z podstawowych form działalności dydaktyczno-wychowawczej szkoły". Dodaje, że za prawidłową organizację tej pomocy odpowiada dyrektor, który w porozumieniu z organem prowadzącym ustala formy jej udzielania. - Żeby mogli organizować pomoc, potrzebują pieniędzy. Psycholog nie będzie tego robił w ramach wolontariatu. Czy fundusze na ten cel zostaną zabezpieczone? Obawiam się, że nikt o tym nie myśli - ocenia Anna Schmidt-Fic.

Platformy, programy, pieniądze dla nauczycieli

MEiN poinformowało nas jeszcze, że resort zabezpiecza też inne obszary wspierające nauczycieli w trudnym pandemicznym czasie. Udostępnia nauczycielom platformę z e-materiałami jako wsparcie procesu kształcenia się, a także szkolenia przygotowujące i wspierające w prowadzeniu zajęć na odległość. Realizuje także program rozwijania szkolnej infrastruktury oraz kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie technologii informacyjno-komunikacyjnych.

Ministerstwo przypomniało, że "wspierało działania na doposażanie szkół w sprzęt". Łączna wartość wydatkowanych środków na program to 367 mln zł, za które zakupiono lub zrefundowano zakup ponad 137 tys. sztuk sprzętu. Podkreśliło też, że przekazało po 500 zł nauczycielom na zakup sprzętu lub oprogramowania. 

Anna Schmidt-Fic podkreśla, że to nie zaspokoiło potrzeb szkół. - Nadal wiele placówek jest pozbawionych możliwości pracy online. Brakuje sprzętu, dostępu do internetu. Ale minister o tym zapomina - dodaje. Nauczycielka zauważa też, że wytyczne w ogóle nie mówią o opcji nauki zdalnej i o tym, jak ona w tym roku miałaby przebiegać, jeśli do niej dojdzie.

- Nie jesteśmy gotowi na wrzesień - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne