Reklama

Reklama

Powrót do szkół i nauka hybrydowa. Nie dotyczy to wszystkich. "Czujemy się poszkodowani"

Nauka hybrydowa rozpocznie się w poniedziałek w 11 województwach. W pozostałych pięciu wciąż obowiązywać będzie nauczanie zdalne. - Spodziewaliśmy się rejonizacji, staram się to zrozumieć, choć mam pewien żal, że dotknęło to właśnie nas - mówi Interii Aleksandra Jankowska, nauczycielka z Poznania. Inny nauczyciel z "zamkniętego" regionu przyznaje, że obserwuje "codziennie gasnące dzieci", którym brakuje kontaktu z rówieśnikami. - Jestem zawiedziona, a mój syn jeszcze bardziej - wyznaje mama trzecioklasisty z okolic Kalisza.

Reklama

Powrót do szkół już w poniedziałek 26 kwietnia. Do nauki hybrydowej wrócą uczniowie klas I-III w 11 województwach: małopolskim, pomorskim, zachodniopomorskim, lubelskim, kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim, mazowieckim, podkarpackim, świętokrzyskim, podlaskim i lubuskim. 

Reklama

W województwach: dolnośląskim, śląskim, wielkopolskim, łódzkim i opolskim wciąż będzie obowiązywać zdalne nauczanie.

Nauczycielka: Widzę przemęczenie i niechęć dzieci

- Po poprzednim gwałtownym zdejmowaniu obostrzeń w sprawie szkół spodziewałam się tego, że teraz będzie się to odbywało z rejonizacją. Społeczeństwo trochę sobie na to zasłużyło - brakiem odpowiedzialności, niestosowaniem się do pełnego reżimu sanitarnego - mówi Interii Aleksandra Jankowska, nauczycielka klas I-III z Poznania - regionu, który nie wróci na razie do szkół.


Nauczycielka przyznaje jednocześnie, że czuje żal w związku z tą decyzją. - Maluchom niesamowicie brakuje nauki stacjonarnej. Widzę przemęczenie i niechęć dzieci do siedzenia przed komputerem - ocenia.

- Z drugiej strony jest pewne zrozumienie takiego ruchu. W niektórych obszarach Polski wciąż jest wysoka liczba zakażeń koronawirusem. Nauczyciele dodatkowo nie wszędzie są w pełni zaszczepieni - w moich okolicach dopiero teraz zaczyna się przyjmowanie drugiej dawki. Do tego cały personel niepedagogiczny nie jest zaszczepiony, chyba, że ich roczniki są już do tego dopuszczone - mówi Jankowska.

- Czekam na pełne otwarcie szkół, gdy tylko będzie to dla wszystkich bezpieczne. Mam nadzieję, że nastąpi to jeszcze w tym roku szkolnym. Chcemy zweryfikować, co się udało, a co nie, podczas nauki zdalnej. To pozwoli nam przygotować się do nauczania w przyszłym roku szkolnym - podsumowuje.

"To wprowadzi nierówności"

Leszek Olpiński, nauczyciel informatyki i etyki w szkole podstawowej w Poznaniu, ocenia: - Podział na województwa "otwarte" i "zamknięte" był spodziewany, bo takie były głosy z ministerstwa. Oczywiste jest, że nie wszędzie są warunki bezpiecznego powrotu do szkoły. Jednak jest też oczywiste, że wprowadza to nierówności.


- Jestem przekonany, że te nierówności można będzie wyrównać w pracy w kolejnych latach - dodaje od razu nauczyciel. Przyznaje, że szczególnie uczniowie klas pierwszych mają spore zaległości w kształtowaniu prostych umiejętności szkolnych. - Nie wszyscy rodzice pomagają dzieciom w tym samym stopniu, a my, nauczyciele, nie mamy tyle czasu, by każdemu udzielić zdalnie pomocy - wyjaśnia.

- Z jednej strony mam obawy o bezpieczeństwo zdrowotne moich uczniów, gdyby mieli teraz wracać do szkoły. Z drugiej strony widzę codziennie gasnące dzieci. Brakuje im tej normalnej radości i kontaktu - mówi nauczyciel. Przyznaje, że codziennie rozmawia ze swoimi uczniami. - W klasach trzecich chęć powrotu do edukacji stacjonarnej jest najmniejsza. Natomiast uczniowie klas I-II bardzo źle przeżywają edukację zdalną i brak kontaktów z rówieśnikami - wyjaśnia.

W jego ocenie najgorsze w nauce zdalnej są straty społeczne. - Te edukacyjne można nadrobić bez problemu. Społeczne będą widoczne przez długi czas - ocenia.

Mama trzecioklasisty: Ja chcę powrotu, syn nie

Magdalena Zielińska, mama ucznia w klasy III z Łodzi, wyznaje Interii: - Jestem wściekła.

- Z jednej strony nie dziwię się nauczycielom, którzy ze względów bezpieczeństwa nie chcą wracać do szkoły. Co chwilę ktoś chorował przy otwartych szkołach, co chwilę była obowiązkowa kwarantanna - dodaje mama trzecioklasisty. 

Przyznaje też, że jej syn nie chce wracać do szkoły. - On się boi, że to będzie tylko "na chwilę", że przez pójście do szkoły zaraz znowu trafi na kwarantannę i zostanie zamknięty w domu. Trzy razy mieliśmy już taką sytuację. Było mu bardzo przykro, tym bardziej, że zbiegło się to z kilkoma ważnymi uroczystościami rodzinnymi - mówi Zielińska.

- Ja osobiście bardzo bym chciała, by wrócił do szkoły, nawet na nauczanie hybrydowe. To zupełnie inny rodzaj skupienia na lekcji. Dzieci mają braki i czas zacząć je nadrabiać - podsumowuje mama trzecioklasisty.

"Czuję się poszkodowana"

Magdalena Pancewicz, mama ucznia klasy trzeciej z okolic Kalisza, mówi Interii: - Mój syn bardzo chce wrócić do szkoły. Ja jestem zawiedziona tym, że my akurat do szkoły nie wrócimy, ale mam wrażenie, że mój syn zawiedziony jest jeszcze bardziej.

- Dzieci są spragnione kontaktu ze sobą. Umawiają się na spotkania na boisku szkolnym, mimo że lekcji w szkole nie mają - dodaje.

- Poza tym zawodem czuję się też poszkodowana. Pięć województw zostało wykluczonych z możliwości powolnego, bo powolnego, ale powrotu do normalności. Wiem, że koronawirus jest groźny, bo miałam osoby chorujące w rodzinie, sama też chorowałam. Jednak bardzo bym chciała, abyśmy wszyscy mogli do tej stacjonarnej nauki powoli wracać. W szkole klasy są duże, można byłoby tę hybrydową naukę w reżimie sanitarnym i u nas zorganizować - podsumowuje Pancewicz.

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy