Reklama

Reklama

Piąta fala i opieka przedszpitalna. Lekarze rodzinni krytykują MZ. "Przychodnie tego nie wytrzymają"

Ministerstwo Zdrowia przed piątą falą COVID-19 zwiększy bazę łóżek w szpitalach dla pacjentów. Jednocześnie resort chce położyć nacisk na opiekę przedszpitalną. - To odpowiedzialność lekarzy rodzinnych - powiedział minister Adam Niedzielski. W środowisku zawrzało. Lekarze medycyny rodzinnej obawiają się dociążenia podstawowej opieki zdrowotnej. Wskazują, że poradnie mogą tego nie wytrzymać. Mówią też o pierwszym efekcie po tym, jak powiedziano, że każdy pacjent może - niezależnie od tego, czy jest zakażony czy nie - udać się lekarza rodzinnego: pacjenci z COVID-19 bez zapowiedzi przychodzą do poradni.

Minister zdrowia Adam Niedzielski w ubiegłym tygodniu przedstawiał pomysły na walkę z piątą falą pandemii oraz strategię uchronienia szpitali przed zapaścią. Resort chce postawić na sprawną opiekę przedszpitalną. Jak podkreślił szef MZ, obowiązek jej sprawowania spoczywa na lekarzach rodzinnych.

- To co chcemy powiedzieć - to przekaz dla pacjentów, że mają prawo oczekiwać od swojego lekarza zorganizowania wizyty w poradni, badania, także wizyty domowej - podkreślił minister Niedzielski. Zapowiedział sankcje dla lekarzy, którzy z tych obowiązków nie będą się należycie wywiązywać. Sprawą będą się zajmować NFZ i Rzecznik Praw Pacjenta. 

- Diagnoza, teleporada i ocena stanu zdrowia pacjenta, także wizyta osobista w poradni POZ, także podczas izolacji - takie prawa ma pacjent - mówiła prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowa konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Reklama

"To my jesteśmy na pierwszej linii frontu"

Wśród lekarzy rodzinnych zawrzało. Jak informuje Porozumienie Zielonogórskie, lekarze odebrali te słowa jako zarzut, jakoby w czasie pandemii mieli niewłaściwie zajmować się swoimi pacjentami.

- Muszę zaprotestować. Od półtora roku testujemy, szczepimy na COVID-19 i diagnozujemy stacjonarnie i podczas wizyt domowych zakażonych wirusem SARS CoV-2. To my jesteśmy na pierwszej linii frontu walki z pandemią. POZ pracuje resztkami sił. Dobija nas także fakt, że coraz więcej praktyk się zamyka z powodu braku kadr i musimy przejmować kolejne grupy pacjentów - powiedział Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, cytowany w komunikacie.

Agata Sławin, lekarka rodzinna i wiceprezes Dolnośląskiego Związku Lekarzy Rodzinnych Pracodawców, mówi Interii: - My pacjentów z COVID-19 badaliśmy, badamy i badać będziemy. Jeżeli pacjent poczuje się gorzej w trakcie izolacji, a ja w ramach teleporady nie będę mu mogła udzielić pomocy, to oczywiście zapraszamy taką osobę do przychodni. Przyjęcie takiego pacjenta wymaga jednak przygotowania, wszystko musi odbywać się tak, aby pozostali pacjenci byli bezpieczni. Realizujemy również wizyty domowe.

Więcej zakażonych pacjentów pojawia się bez zapowiedzi

Są już pierwsze efekty po konferencji ministra. Mówi o tym Interii Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego i lekarz rodzinny z woj. Lubelskiego: - Konferencja ministra zdrowia z udziałem krajowej konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej spowodowała, że więcej pacjentów zakażonych koronawirusem bez zapowiedzi pojawia się w przychodniach. Duża ich część domaga się też wizyty domowej. Oczywiście kiedy stan pacjenta wymaga osobistego zbadania przez lekarza, i w zależności od tego czy jest mobilny czy nie, udzielamy tych świadczeń w gabinecie lub w domu. Natomiast nie każdy zakażony tego potrzebuje, a odnotowujemy obecnie całą masę takich pacjentów.

- Wydźwięk konferencji był taki, że każdemu się to należy, a jak pomocy nie otrzyma, powinien złożyć skargę. Zazwyczaj ci domagający się zbadania to pacjenci lekko chorzy, bo ciężko chory nie wychodziłby z domu, nie dałby rady - podkreśla lekarz.

Agata Sławin przyznaje, że można się obawiać, iż pacjent covidowy słysząc, że może domagać się w każdej chwili zbadania przez lekarza, pomyśli - "w takim razie wybiorę się do przychodni, czemu nie". - W mojej praktyce lekarskiej nie było jeszcze takich pacjentów, ale oczywiście cały czas pojawiają się ci, którzy o swoim zakażeniu nie wiedzą, "zagorączkowali", lub mają "chore zatoki". Robimy test i wychodzi COVID-19. Natychmiast musimy reorganizować poczekalnię, personel musi się przebrać, pojawia się opóźnienie w przyjęciu pacjentów. To i tak duży problem, a gdyby jeszcze mieli do tego dojść pacjenci, którzy już wiedzą, że mają COVID-19, a wybierają się do przychodni, to byłby armagedon ostateczny. Przychodnie takiego obciążenia nie wytrzymają - podkreśla.

Apel: Pacjenci, umawiajcie się na wizyty

Lekarze apelują do pacjentów, aby każdorazowo umawiali się na wizyty w przychodni. Szczególnie, jeśli są zakażeni koronawirusem.

- Oczywiście pacjent zakażony może opuścić miejsce izolacji celem udania się do lekarza. Bądźmy jednak odpowiedzialni i umawiajmy się na te wizyty. Zakażeni przychodzą "z ulicy", wtedy, kiedy inni czekają na szczepienia lub wizyty osobiste, a nie mają COVID-19. Od dwóch lat pandemii powtarzamy: zawsze umów się na wizytę. Nie stwarzaj zagrożenia dla innych. Po umówieniu my jesteśmy w stanie przygotować się na przyjęcie takiego pacjenta, odizolować innych, zdrowych, od tego zakażonego. W innym przypadku wszyscy mieszają się ze sobą - zauważa Tomasz Zieliński.

Mówi o tym także prezes PZ Jacek Krajewski: - Wizyta pacjenta z COVID-19 pod żadnym pretekstem nie może być w poradni POZ niezapowiedziana, nieumówiona, a taki przekaz został wysłany przez ministra zdrowia. Pacjent ma prawa, ale też obowiązki. Najważniejsze - musi wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie i za zdrowie innych, a tego nikt na konferencji nie powiedział.

Edukacja zamiast straszenia

- Zamiast straszyć sankcjami minister powinien zastanowić się, jak wspierać POZ w tych ciężkich dla wszystkich czasach - dodaje Jacek Krajewski.

Tomasz Zieliński podkreśla: - Dziś wiemy już, że przy nadchodzącej fali i wariancie Omikron większa liczba osób będzie potrzebować pomocy. Ministerstwo Zdrowia powinno w związku z tym pomóc lekarzom medycyny rodzinnej, a nie wprowadzać zamieszanie. Pomocą byłaby lepsza edukacja pacjentów, informowanie, jak skorzystać z pomocy lekarza rodzinnego podczas zakażenia, a nie mówienie, by przychodził do przychodni i składał skargi na lekarza. Nie można wywoływać wojny między lekarzami a pacjentami. To ostatnia rzecz potrzebna przez testem sprawnościowym, który nas czeka przy nadchodzącej fali. Trzeba udrażniać podstawową opiekę zdrowotną, a nie ją zatykać.

Agata Sławin: - My już jesteśmy przeładowani pracą, a personelu brak. W mojej przychodni dwie lekarki chorują na COVID-19, obecnie pracuje nas czwórka. Musieliśmy zrezygnować z wykonywania bilansów czy też szczepień dzieci, bo musimy mieć czas i miejsce dla osób chorych. Gdyby wypadł mi jeszcze chociaż jeden lekarz, przyjmowanie pacjentów byłoby już jak na szpitalnym oddziale ratunkowym - trudno będzie wówczas zaplanować normalne przyjęcia. Bardzo boimy się tego, co będzie za dwa, trzy tygodnie.

Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarka rodzinna z Białegostoku, ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego, wskazuje: - Podstawowej opieki zdrowotnej nie da się już mocniej obciążyć. W mojej poradni dwóch lekarzy na sześciu przez cały grudzień zajmowało się tylko covidem. Od nowego roku jeden lekarz odszedł na emeryturę, a lekarka po 20 latach powiedziała dość i odeszła z zawodu. Przy dużej liczbie chorych pracowaliśmy po 12 godzin dziennie. W piątej fali spodziewamy się, że może to wyglądać bardzo podobnie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje