Reklama

Reklama

Lekarze szósty tydzień walczą o życie niezaszczepionego nastolatka w Lublinie

Mógł się już zaszczepić, ale tego nie zrobił. Był zdrowy, nie miał żadnych chorób współistniejących. Sześć tygodni temu nastolatek po zakażeniu koronawirusem w ciężkim stanie trafił do Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie. Lekarze wciąż walczą o jego życie. - Teraz, w czwartej fali, trafiają do nas dzieci wcześniej całkowicie zdrowe. To one ciężko chorują przez koronawirusa - mówi Interii kierownik kliniki dr hab. n. med. Beata Rybojad. Lekarz Bartosz Fiałek przyznaje, że średnia wieku hospitalizowanych z powodu zakażenia jest coraz niższa, a zgony zdarzają się również wśród dzieci.

Na intensywną terapię szpitala dziecięcego w Lublinie trafiają pacjenci, których stan po zakażeniu koronawirusem jest już krytyczny. - Ich oddech jest zagrożony, są podłączeni do respiratorów - mówi Interii dr hab. n. med. Beata Rybojad, kierownik kliniki.

- W obecnej, tak zwanej czwartej fali, na nasz oddział przyjęliśmy siedmiu młodych pacjentów. Dwie osoby zmarły, trzy po ustabilizowaniu udało się przekazać na inne oddziały, dwie wciąż walczą z pomocą respiratora - dodaje doktor Rybojad.

Podkreśla: - W każdym OIT, w tym naszym, przy każdym stanowisku, oprócz łóżka lub inkubatora, stoi respirator, monitory, czasem tzw. sztuczna nerka. O każdej porze dnia i nocy ktoś podłączony do respiratora może umrzeć. Nie przyjmujemy do OIT osób przytomnych, których stan pozwala jeszcze na hospitalizację w innym oddziale, a co najważniejsze na stały pobyt z rodzicem, gdyż w OIT już takiej możliwości nie ma. Lekarze na innych oddziałach nie zawsze to rozumieją, ale my chcemy chronić tych pacjentów, żeby świadomie nie musieli doświadczać pobytu na naszym oddziale tak długo, jak jest to bezpieczne dla ich zdrowia i życia.

Reklama

Szósty tydzień walki o nastolatka

Kierownik kliniki przyznaje, że na jej oddział trafiają dzieci w różnym wieku - od noworodków po nastolatków. - Noworodki zakażają się koronawirusem od niezaszczepionych matek. Dotychczas nie zdarzyła się matka zaszczepiona, która zachorowałaby w ciąży i zachorowałby przez to płód - mówi dr Rybojad.

- Jeśli chodzi o nastolatków, to mamy teraz jednego takiego pacjenta, który trafił do nas w krytycznym stanie. Przez pierwsze dni hospitalizacji liczyliśmy się z tym, że może w każdej chwili umrzeć mimo wdrożonych intensywnych procedur. Od sześciu tygodni walczymy o jego życie - informuje kierownik kliniki. Przyznaje, że trudno jednoznacznie powiedzieć, na jakim etapie choroby on jest. - Pewne elementy postępują, inne cofają się - dodaje.

- Jest to nastolatek, który już mógł się zaszczepić. Nie miał dodatkowych chorób współistniejących, nie przyjmował na stałe żadnych leków - podkreśla dr Rybojad.

Zauważa, że we wcześniejszych falach na oddział intensywnej terapii trafiały dzieci z ciężkimi schorzeniami, takimi jak porażenie mózgowe, czy ciężkie wady serca. - Tak samo dzieci z zespołem Downa, które mają genetycznie obniżoną odporność. Dla nich COVID-19 jest częściej śmiertelny. Teraz, w czwartej fali, trafiają do nas dzieci wcześniej całkowicie zdrowe. To one ciężko chorują przez koronawirusa, a nawet po praktycznie bezobjawowym przebiegu zakażenia, zdarzają się ciężkie powikłania. Zazwyczaj nie są zaszczepione - podsumowuje dr Beata Rybojad.

"Dzieci chorują coraz częściej"

Lekarz Bartosz Fiałek, reumatolog i popularyzator wiedzy medycznej, mówi w rozmowie z Interią: - Niestety dzieci, w tym nastoletnie, chorują coraz częściej. 

Podkreśla, że mamy już pewną odporność w populacji, ale dotyczy ona głównie osób starszych, które się zaszczepiły. - Musimy mieć świadomość, że wirus chce po prostu istnieć, a żeby istnieć, musi zakażać. Łatwiej mu zarazić osobę nieodporną niż odporną. Zatem z każdą kolejną falą - patrząc na wyższe zainteresowanie szczepieniem przeciw COVID-19 w grupie osób starszych - średnia wieku hospitalizowanych z powodu choroby jest niższa - wyjaśnia lekarz.

- Osoby odporne - które przechorowały COVID-19 i się zaszczepiły, albo przyjęły pełen cykl szczepień oraz dawkę przypominającą tudzież dodatkową - nawet, jeżeli zachorują, notują niższe ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, niezależnie od wieku. Jeśli ktoś nie ma żadnej odporności przeciw chorobie - ani nie chorował, ani się nie zaszczepił - bardzo możliwe że zachoruje, a nawet umrze - dodaje Fiałek.

974 zgony wśród dzieci w Stanach Zjednoczonych

Nasz rozmówca przyznaje też, że zgony zdarzają się teraz również wśród dzieci. - Ostatnie dane ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że wśród dzieci w wieku 5-11 lat odnotowano po zakażeniu nowym koronawirusem 94 zgony. Wśród wszystkich dzieci to już 974 zgony. Można powiedzieć - kogo interesują te liczby zgonów w 333-milionowym kraju. Jednak to są często zdrowi, młodzi ludzie, którzy umarli, choć nie musieli. Każda śmierć młodej osoby, której w dobie powszechnego dostępu do szczepień przeciw COVID-19 można było uniknąć, jest ogromną porażką - komentuje Bartosz Fiałek.

- Ważne jest to, by uświadamiać rodziców, ale i dzieci, jak ważne jest szczepienie się. W przypadku nastolatków to oni, jako świadomi, mogą zasugerować chęć szczepienia, ale rodzice muszą wyrazić zgodę na ten zabieg medyczny. Nastolatkowie powinni wynieść wiedzę o skuteczności szczepień ochronnych ze szkoły, a rolą rodziców jest dodatkowe uświadomienie ich i podtrzymywanie prozdrowotnego zachowania oraz wyrażenie formalnej zgody na zaszczepienie dziecka - podsumowuje.

Od 7 czerwca rodzice mogą rejestrować na szczepienie dzieci, które ukończyły 12. rok życia. Wcześniej, w połowie maja, została uruchomiona rejestracja dla uczniów w wieku 16 i 17 lat. Od 16 grudnia zaszczepić będzie można również najmłodsze dzieci, od 5. do 11. roku życia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy