Reklama

Reklama

Lekarz walczy z fałszerzami certyfikatów covidowych. "Nie ma zgody na takie działanie"

"Ułatwię", "pomogę", "załatwię" - piszą osoby sprzedające fałszywe certyfikaty covidowe. Koszt? Od 500 do 1000 złotych. Wszystko odbywa się zdalnie, potwierdzenie szczepienia bez faktycznego zaszczepienia się można nawet sprawdzić na koncie pacjenta jeszcze przed zapłatą. Lekarz Szymon Suwała, trafiając na kolejne osoby zajmujące się tym procederem postanowił: czas działać. Utworzył akcję pod nazwą #StopAgentomPandemii i zachęca do wysyłania mu informacji o sprzedawcach takich certyfikatów. Dostaje nawet kilkanaście sygnałów dziennie. Każdą taką osobę zgłasza organom ścigania.

Szymon Suwała jest lekarzem rezydentem endokrynologii w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 im. dr. A. Jurasza, a także przewodniczącym Komisji ds. Młodych Lekarzy Bydgoskiej Izby Lekarskiej. W mediach społecznościowych wciela się w rolę edukatora medycznego. Nierzadko tematy, które podejmuje, związane są z pandemią i koronawirusem.

W rozmowie z Interią zdradza, że od dłuższego czasu docierają do niego sygnały o licznych ogłoszeniach dotyczących sprzedaży fałszywych certyfikatów covidowych. - Początkowo myślałem, że to żart, liczyłem, że ludzie nie są aż tak nieodpowiedzialni. Zakładałem też, że cały proceder nie odbywa się na aż tak dużą skalę, że może być to próba wyłudzenia danych - mówi nam lekarz. Postanowił sprawdzić temat na własnej skórze. - Napisałem, trochę prowokacyjnie, do jednego ze sprzedających, jako osoba zainteresowana - przyznaje Suwała.

Reklama

Szybko dostał odpowiedź. - Zaproponowano mi certyfikat za tysiąc złotych. Kiedy zadałem pytanie, czy wszystko odbywa się bez faktycznego szczepienia, odpowiedziano mi, że tak. Spytałem jeszcze, czy mogę zostać na tym złapany, czy jest to nielegalne. Trochę naokoło, ale odpisano mi, że owszem, nie jest to zgodne z prawem, ale na pewno nikt tego nie wykryje, ponieważ sprzedający od kilku miesięcy zajmuje się tym procederem i "nikomu się nic nie stało". Na koniec ujawniłem, że jestem lekarzem i oburza mnie to, co ta osoba robi. Wyśmiano mnie. Oczywiście zgłosiłem tę osobę policji i prokuraturze - relacjonuje Szymon Suwała.

Stop Agentom Pandemii

Zgłoszeń o takich osobach zaczęło do lekarza wpływać coraz więcej. - Uznałem zatem, że czas działać. Utworzyłem hasło #StopAgentomPandemii i zachęcam do zgłaszania takich sprzedawców do mnie, a ja przekażę to organom ścigania. Oczywiście, jeśli ktoś chce zadziałać sam, również do tego namawiam. Dlaczego agentom? Dla mnie takie osoby są właśnie agentami wirusa. Ich działania godzą w interes społeczny. Dokładają swoją cegiełkę do rozprzestrzeniania się koronawirusa i zwiększenia skali pandemii - wyjaśnia lekarz.

Przyznaje, że zaraz po ogłoszeniu akcji odzew na nią był umiarkowany, jednak w ciągu kolejnych dni został zalany wiadomościami. 

- Teraz otrzymuję nawet kilkanaście zgłoszeń dziennie o osobach, które takie fałszywe certyfikaty covidowe sprzedają. To są często - niestety - nieprawdziwe konta na Facebooku. Albo takie, które powstają i po kilku dniach znikają. To też numery telefonów, z którymi można się kontaktować przez Whatsapp, albo kierujące na Telegram. Zdarzają się też osoby działające na Instagramie. Raz nawet znalazłem sprzedawcę na portalu ogłoszeniowym - wymienia autor akcji. I dodaje, że początkowo otrzymywał wiele zgłoszeń dotyczących tych samych osób, profile powtarzały się. 

- W tym momencie profile przestały się powtarzać, co może sugerować, że osób zajmujących się tym procederem przybywa, ewentualnie że są to te same osoby chcące zmylić trop organów ścigania - stwierdza lekarz.

500-1000 zł za certyfikat, ale "oferta" jest szersza

Lekarz Szymon Suwała informuje, że najczęściej certyfikaty kosztują od 500 do 1000 zł. - Są to bardzo ogólnikowe ogłoszenia, zawierające słowa "pomogę", "załatwię", "ułatwię". Wszystko odbywa się zazwyczaj zdalnie. Odnajdywałem ogłoszenia, w których sprzedawcy wystawiają certyfikaty, które można sprawdzić w IKP, a dopiero później przelać za nie pieniądze - opowiada lekarz.

To nie wszystko. Osoby zajmujące się tym procederem mają też w sprzedaży negatywne testy PCR, a nawet zaświadczenie o zwolnieniu z noszenia maski. - Tych sygnałów otrzymuję mniej, ale to nie ma znaczenia, bo to w ogóle nie powinno mieć miejsca - komentuje Suwała.

W jednym z ogłoszeń, które nadesłali lekarzowi internauci, osoba sprzedająca zapewnia: "Z naszej oferty skorzystało już ponad 2000 Polaków, dbamy o renomę naszych usług. Chcemy, aby klient był zadowolony i z czystym sumieniem mógł polecać nas dalej".

- Podkreślam - to jest jedna z szajek. Nie jest to zbiorczy wynik pracy wszystkich działających przestępców - komentuje Szymon Suwała.

Lekarz z całą stanowczością każdą osobę, o której działalności dostaje sygnał, zgłasza właściwym jednostkom policji i prokuratury.

Policja monitoruje, ale statystyk nie ma

O sprawę fałszywych certyfikatów covidowych spytaliśmy Komendę Główną Policji. Asp. szt. Wioletta Szubska zapewniła nas, policja "na bieżąco monitoruje sprawy dotyczące odnotowywania na terenie kraju przypadków posługiwania się przez obywateli nieprawdziwymi poświadczeniami szczepienia przeciwko COVID-19".

- Można jednoznacznie stwierdzić, iż występują przypadki posługiwania się przez osoby sfałszowanymi certyfikatami COVID. Policja nie prowadzi szczegółowej statystyki w tym zakresie, dlatego też brak jest możliwości określenia dokładnej liczby osób, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie posłużenia się certyfikatem COVID poświadczających nieprawdę co do faktu poddania się szczepieniu - poinformowała asp. szt. Szubska.

Przypomniała, że pod koniec listopada policjanci z lubelskiego CBŚP rozbili grupę podrabiającą paszporty covidowe. - Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie grupy przestępczej wyszukiwali klientów, następnie bez zaszczepienia szczepionką covidową wprowadzano ich dane do systemu w charakterze osób zaszczepionych. Na podstawie sporządzonej dokumentacji klient otrzymywał certyfikat poświadczający zaszczepienie się przeciwko tej chorobie. Za taką usługę gang żądał od tysiąca do 1,5 tys. zł. Lubelskie CBŚP i Prokuratura Krajowa wyjaśniają wszelkie okoliczności sprawy, w której na razie zatrzymano 11 osób - przekazała nam asp. szt. Wioletta Szubska.


"Zawiążemy większą grupę"

Szymon Suwała cieszy się, że służby działają i ma nadzieję, że ukaranych osób będzie więcej.

- Muszę przyznać, że tych sygnałów o fałszywych dokumentach dostaję coraz więcej i zaczyna mi po prostu brakować czasu. Będę mieć niebawem osoby do pomocy, już otrzymałem kilka takich propozycji. Zawiążemy zatem większą grupę, która będzie się zajmować tą sprawą - zapowiada lekarz. Rozszerzy też swoją działalność. - Będziemy dementować wszelkie fake newsy szerzone przez różne osoby w sieci i w razie konieczności również je zgłaszać organom ścigania. Takie osoby to też agenci pandemii. Nie ma zgody na żadne takie działanie - dodaje.

Przyznaje jeszcze, że wylała się na niego fala hejtu. - Nierzadko same osoby, które te certyfikaty sprzedają, pisały do mnie opisując, co może mi się stać. Groziły mi. Piszą też osoby negujące pandemię, sugerujące, że moja akcja jest bzdurna i do niczego nie prowadzi - zdradza Suwała.

Apel lekarza

Lekarz na koniec podkreśla, że korzystanie z usług "agentów pandemii" to przestępstwo. I apeluje: - Nie róbmy tego. Co gorsze, udajemy wówczas osoby zaszczepione. Jeśli taka osoba trafi do szpitala, będzie widnieć jako osoba zaszczepiona, jeśli wyląduje na oddziale intensywnej terapii i umrze - będzie widnieć w statystykach jako osoba zaszczepiona. To sprawia, że szczepienia będą budzić mniejsze zaufanie. Nie chcemy tego, bo wiemy z badań naukowych - szczepienia działają.

- Zachęcam - jeśli ktokolwiek gdziekolwiek widzi takie osoby, aby reagować. Proszę odnaleźć mnie i wysłać mi o tym wiadomość. W równym stopniu namawiam do samodzielnego zgłoszenia takiej osoby organom ścigania - podsumowuje.

Z lekarzem można skontaktować się za pomocą maila: stopagentompandemii@gmail.com.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy