Reklama

Reklama

Lekarz pozwał szpital ws. dodatku covidowego. Domaga się 22 tys. złotych

1700 zł - to kwota, którą otrzymał początkowo wrocławski lekarz za pracę przy pacjentach covidowych. Według jego obliczeń dodatek ten powinien opiewać na 22 tys. złotych. Postanowił więc pozwać szpital. - Udało mi się odzyskać połowę tej kwoty. Walczymy o resztę - mówi Interii Kacper. Rzeczniczka szpitala natomiast twierdzi, że szpital wypłacił lekarzowi wszelkie zobowiązania. Od pozwu będzie się odwoływać.

Kacper od 2015 do 2020 roku pracował w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Był rezydentem chirurgii ogólnej. W styczniu 2021 uzyskał dyplom i zmienił miejsce zatrudnienia.

Lekarz wspomina, że gdy pracował w USK we Wrocławiu, pacjenci zakażeni koronawirusem pojawili się na jego oddziale już w kwietniu 2020 roku.

- W teorii miało być tak, że wszyscy pacjenci zakażeni wirusem mieli być przekazywani natychmiast do odpowiednich ośrodków zajmujących się takimi przypadkami, czyli do szpitali czerwonych. Niestety w praktyce nie każdego chorego można było przewieźć karetką na drugi koniec Wrocławia z uwagi na ryzyko zgonu w trakcie transportu pacjenta w ciężkim stanie lub konieczności niezwłocznego operowania pacjenta, chociażby po wypadku lub we wstrząsie septycznym z powodu perforacji przewodu pokarmowego. Takimi pacjentami zajmowaliśmy się od razu, mimo że nie byliśmy szpitalem czerwonym, a białym - opowiada lekarz.

Reklama

- W wyniku kontaktu z takimi pacjentami część pracowników, w tym ja, zostało skierowanych przez sanepid na kwarantannę - przyznaje i na dowód pokazuje dokument.

Stwierdza, że doszło do pewnego paradoksu: - Mimo że chorych planowych i ostro dyżurowych niezakażonych COVID-19 było dużo więcej niż chorych zakażonych, to szpitale czerwone pracowały mniej za większą stawkę, bo niecovidowi pacjenci, którzy należeli do rejonu szpitala czerwonego, trafiali na SOR szpitala białego. Wówczas tylko czerwone szpitale otrzymywały dodatki covidowe.

Dodatki również dla szpitali "białych"

Lekarz przypomina, że dopiero po jakimś czasie trwania pandemii rząd podjął decyzję, że nie tylko szpitale czerwone będą otrzymywać dodatki. Od września 2020 roku dodatek miał się należeć każdemu pracownikowi, który miał kontakt z pacjentem zakażonym COVID-19 w swojej pracy. Wysokość dodatkowego świadczenia pieniężnego za wrzesień oraz październik 2020 roku wynosi 50 proc., a od dnia 1 listopada 2020 roku 100 proc. wynagrodzenia wynikającego z umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej osoby uprawnionej.

- Tego dodatku nikt  w naszym szpitalu ani w październiku, ani w listopadzie, grudniu czy styczniu 2021 nie otrzymał. Zaczęliśmy rozmawiać z NFZ i szpitalem, co jest powodem tego opóźnienia. NFZ deklarował, że wypłaca dodatki w ciągu trzech dni od wystawienia faktury przez szpital. Szpital twierdził, że niewypłacenie dodatków to wina pracowników, ponieważ nie zadeklarowali ile godzin i minut pracowali z pacjentami zakażonymi - tłumaczy Kacper.

Ministerstwo Zdrowia tłumaczyło, że nie ma konieczności liczenia godzin spędzonych z pacjentem covidowym. - Jednak w tym szpitalu było inaczej. Zdaniem dyrekcji konieczne było dodatkowe wewnętrzne oświadczenie o ilości minut spędzonych z pacjentem. Nakazywała podpisywać oświadczenia - mówi lekarz.

USK we Wrocławiu, zgodnie z danymi, które od MZ otrzymał portal cowzdrowiu.pl, otrzymał prawie 17 mln złotych na dodatkowe świadczenie pieniężne za pracę przy COVID-19 (stan na 11.02.2021).

1700 zł

Jak relacjonuje nasz rozmówca, pierwsze kwoty z tytułu dodatku covidowego zaczęły wpływać do lekarzy tego szpitala właśnie w lutym. Przypomnijmy: wówczas Kacper nie pracował już w USK we Wrocławiu.

- Otrzymałem 1700 zł. Początkowo nawet nie wiedziałem, że to dodatek covidowy, ponieważ tytuł przelewu na to nie wskazywał. Wyliczona prawidłowo kwota powinna być znacznie wyższa. Większość lekarzy miała podobny problem - wyznaje lekarz.

Przyznaje, że zwrócił kwotę szpitalowi i poprosił o wyjaśnienia sprawy na piśmie. Dopiero wówczas dowiedział się, że jest to dodatek covidowy wyliczony za dwa miesiące pracy.

Zdecydował się wynająć prawnika.

Wezwanie do zapłaty kwoty ponad 22 tys. zł

Adw. Marzena Rucińska, pełnomocniczka lekarza, mówi Interii, że pod koniec marca bieżącego roku do szpitala skierowane zostało wezwanie do zapłaty całej należności za okres wrzesień-grudzień 2020 roku.

- Wysokość roszczenia opiewała na kwotę około 22 tys. zł. Obliczyliśmy ją w oparciu o sporządzoną przez szpital szczegółową listę płac dotyczącą mojego klienta. Przy obliczaniu tej kwoty dokonaliśmy proporcjonalnego obniżenia należności o okresy, w których mój klient pozostawał na urlopie wypoczynkowym, co było zgodne z zasadami właściwymi dla ustalania wysokości dodatkowego wynagrodzenia dla personelu medycznego walczącego z chorobą COVID-19 - wyjaśnia adw. Rucińska. Dodaje, że kwota ta uwzględnia również 1700 zł, które lekarz zwrócił pracodawcy.

- Szpital  po otrzymaniu wezwania do zapłaty nie zakwestionował żądania mojego klienta. Co więcej, szpital skierował do mnie odpowiedź, z której wynikało, że uznają to żądanie i zostanie ono wypłacone w dacie wynikającej z przygotowanego przez szpital harmonogramu wypłat dla poszczególnych pracowników. Miała być to połowa maja bieżącego roku. W tym piśmie szpital zwrócił się z prośbą o nieegzekwowanie w drodze przymusu tych należności. Przesłane stanowisko zostało przyjęte przez mojego klienta i wyczekiwał on na zapłatę - tłumaczy adwokatka.

Wypłata nastąpiła, jednak w wysokości stanowiącej około połowę zgłoszonego żądania. - Szpital w żaden sposób nie uzasadnił swojego stanowiska w zakresie zrealizowanej płatności. Nie przedstawił też żadnego rozliczenia - dokumentu wskazującego na jakiej zasadzie ustalił tą wysokość za poszczególne okresy - dodaje adw. Rucińska.

To spowodowało, że sprawa znalazła ostatecznie swój finał w sądzie. - Skierowany został pozew o zapłatę brakującej kwoty. W ubiegłym tygodniu Sąd Pracy wydał w tej sprawie nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Teraz czekamy na reakcję szpitala, czy podejmie obronę, czy nie - mówi nam adwokatka.

Szpital: Wypłaciliśmy całą należną sumę

Monika Kowalska, rzeczniczka prasowa USK we Wrocławiu, poinformowała Interię, że szpital wypłacił lekarzowi "całą należną sumę dodatku covidowego". - Nieprawdą jest, że była to kwota 1700 zł. 17 maja na konto lekarza szpital przelał 11 044 zł, do sierpnia  wypłacił 12 838 zł - informuje rzeczniczka.

- Wypłata należnego dodatku covidowego nie była reakcją na wezwanie do zapłaty, nastąpiła po otrzymaniu interpretacji Ministerstwa Zdrowia w sprawie naliczania dodatków. Wystąpiliśmy o nią, gdyż przepisy nie były precyzyjne - dodaje.

Przyznaje, że początkowo kwoty wypłacane tytułem dodatku covidowego były obliczane na podstawie liczby godzin przepracowanych przy pacjencie zakażonym.

Jak zatem obliczono ostateczną kwotę? - Zgodnie z obowiązującą interpretacją dodatek wynosił 50 proc. zasadniczego wynagrodzenia w okresie od września do października 2020 przy czym nie mógł być wyższy niż 10 tys. złotych brutto. Od listopada do grudnia 2020 r. było to już 100 proc. wynagrodzenia, przy czym nie mogła to być kwota wyższa niż 15 tys. złotych brutto. Zgodnie z wytycznymi NFZ dodatek jest naliczany na podstawie wysokości miesięcznego wynagrodzenia lekarza w podmiocie leczniczym za faktycznie przepracowany w tym podmiocie czas - wyjaśnia rzeczniczka.

Mimo że zarówno szpital, jak i lekarz z pełnomocnikiem, wyliczali należną kwotę według - zdaje się - tych samych interpretacji prawnych, kwoty przez nich wskazywane różnią się.

Monika Kowalska przyznaje, że 10 sierpnia do USK trafił pozew sądowy. - W świetle obowiązujących zasad naliczania dodatków covidowych jest on bezzasadny, dlatego będziemy się od niego odwoływać. Szpital wypłacił lekarzowi wszelkie zobowiązania - podsumowuje rzeczniczka.

Adwokatka o "nowej wykładni"

- Pan Kacper czuje się bardzo dotknięty tą sprawą. Nigdy nie odmawiał udzielania świadczeń medycznych osobom z podejrzeniem zakażenia i zakażonym. Jednocześnie nie czuł partnerskiego podejścia do sprawy ze strony swojego pracodawcy, który za ciężką pracę powinien wypłacić właściwe wynagrodzenie oraz przysługujący lekarzowi dodatek - komentuje jeszcze adw. Rucińska.

Przyznaje, że jest to jej pierwsza sprawa w sądzie tego typu. - Ktoś musi przetrzeć szlak - dodaje.

CZYTAJ: Bill Clinton jest ciężko chory? Zdjęcia prezydenta poruszyły świat

- Jeżeli uda nam się tę sprawę wygrać, to pojawi się nowa wykładnia, o którą kolejni pracownicy ochrony zdrowia będą mogli się oprzeć. Im więcej takich rozstrzygnięć będzie, tym więcej osób, mam nadzieję, będzie miało odwagę wejść na drogę sądową do dochodzenia swoich praw - ocenia pełnomocniczka lekarza.

- Z drugiej strony wierzę też, że groźba przymusowego egzekwowania tych należności, za co odpowiada kierownik danego szpitala spowoduje, że będą one wypłacane w drodze polubownej - podsumowuje adwokatka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne