Reklama

Reklama

Lekarz nie przestaje być lekarzem na wakacjach. Za nieudzielenie pomocy może zapłacić wysoką cenę

- Nie zdarzyło mi się być na wakacjach i nie rozwiązywać problemów zdrowotnych osób, które tam są - mówi Interii Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych. Podkreśla, że lekarzem jest się nie tylko od 8 do 16, a przez 24 godziny na dobę. Lekarze nawet na urlopie mają obowiązek pomagania innym - reagują w samolotach, na stacjach benzynowych, czy też napotykając wypadek drogowy. Za niepodjęcie działań w sytuacji zagrożenia życia lekarz może zapłacić wysoką cenę, bo odpowiada nie tylko karnie, ale także zawodowo. Są jednak sytuacje, w których nie musi do udzielania pomocy przystąpić.

- Lekarzem nie jest się tylko między 8 a 16, a 24 godziny na dobę. Naszą misją jest pomaganie ludziom w potrzebie - mówi Interii Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych z Kliniki Pulmonologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Norberta Barlickiego w Łodzi. I dodaje: - Oczywiście nie możemy zapominać o sobie, bo musimy też odpoczywać i od tego jest urlop. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby nie udzielać pomocy medycznej, kiedy jest potrzebna. Do tego zobowiązuje nas przysięga Hipokratesa.

Przyznaje, że za każdym razem, jak wyjeżdża na wakacje okazuje się, że jest potrzebny jako lekarz. - Nie zdarzyło mi się być na wakacjach i nie rozwiązywać problemów zdrowotnych osób, które tam są - podkreśla.

Reklama

To, że lekarzem jest się przez okrągły rok, potwierdza adw. Karolina Podsiadły-Gęsikowska, ekspertka w zakresie prawa medycznego. - W okresie przypadającym poza pracą, na przykład w trakcie urlopu wypoczynkowego, również. Choć można pokusić się o tezę, że w ograniczonym zakresie - komentuje prawniczka.

Kodeks Etyki Lekarskiej w art. 2 wskazuje, że "Powołaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowia ludzkiego, zapobieganie chorobom, leczenie chorych oraz niesienie ulgi w cierpieniu". - Jest to bardzo ogólny zapis. Natomiast zawiera on w sobie "clou" wykonywania tego zawodu. Oczywiście w porządku prawnym istnieją takie przepisy, które doprecyzowują prawa i obowiązki lekarzy - wskazuje adw. Podsiadły-Gęsikowska.

Odpowiedzialność karna i zawodowa

W trakcie spędzania wakacji lekarz powinien mieć również na uwadze dwa przepisy:

Art. 30 Ustawy o wykonywaniu zawodu lekarza i lekarza dentysty: "Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia";

A także art. 162 Kodeksu karnego:"§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

- Przytoczony przepis prawa karnego dotyczy każdej osoby. Nie tylko lekarzy. Zatem każdy z nas ma obowiązek reagować, gdy ktoś znajdzie się w stanie zagrożenia życia lub narażenia na utratę zdrowia w ciężkim zakresie - zauważa prawniczka.

Natomiast lekarz poza odpowiedzialnością karną za brak właściwej reakcji może zostać również pociągnięty do odpowiedzialności zawodowej. - Rzecznik odpowiedzialności zawodowej po otrzymaniu zawiadomienia o takiej sytuacji wszczyna postępowanie i ustala w jakich okolicznościach doszło do danego zdarzenia - wyjaśnia adw. Podsiadły-Gęsikowska.

Kary, jakie grożą lekarzowi to upomnienie, nagana, kara pieniężna, zakaz pełnienia funkcji kierowniczych, ograniczenie zakresu czynności w wykonywaniu zawodu lekarza, zawieszenie czy pozbawienie prawa wykonywania zawodu.

W samolocie, w pociągu, na stacji benzynowej

Tomasz Karauda w trakcie urlopu udzielał pomocy wielokrotnie. Jedną z interwencji przeprowadził w samolocie. - Pasażerka zasłabła, nie było to na szczęście nic groźnego. Pamiętam też podróż pociągiem, w którym doszło do śmiertelnego wypadku i konduktor biegł przez wagony i pytał, czy mamy medyków i lekarzy - wspomina lekarz. Przyznaje też, że na zorganizowanych wakacjach podczas rozmowy z innymi urlopowiczami zawsze wychodzi, że jest lekarzem. - Nie nadużywają tego, ale jednak jak jest jakaś niepokojąca sytuacja, to przychodzą i proszą o pomoc - dodaje.

- Takie sytuacje, w których trzeba udzielić pomocy w trakcie urlopu faktycznie się zdarzają. Wydaje się, że najczęściej wtedy, kiedy lekarz jest w trasie i najedzie na wypadek - mówi Interii Grzegorz Siwek, lekarz rezydent-anestezjolog ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Zawsze wozi w samochodzie "podrasowaną" apteczkę, aby móc lepiej komuś pomóc.

- Osobiście tylko raz miałem taką sytuację, że faktycznie musiałem komuś udzielić pomocy medycznej - mówi Grzegorz Siwek.

- Spieszyliśmy się z żoną na grilla do znajomych, niestety na bramkach na A4 był korek. Zjechaliśmy zaraz za nimi na stację napić się kawy. Weszliśmy do środka, a stojący przy ladzie mężczyzna miał atak padaczkowy. Pomogliśmy, zabezpieczyliśmy pana do przyjazdu pogotowia. Oczywiście spóźniliśmy się na spotkanie - opowiada lekarz.

Najechał na wypadek. Służby dopiero były w drodze

Robert Górski, lekarz pogotowia z Zielonej Góry wracając w zeszłym roku z wakacji nad morzem najechał na wypadek na S3. - Zrobił się korek, nie wiedzieliśmy, co się dzieje, więc zadzwoniłem do dyspozytora i dowiedziałem się, że służby są w drodze. Przejechaliśmy więc samochodem przez korytarz życia i okazało się, że byli tylko ratownicy, więc jako lekarz mogłem trochę więcej zrobić - opowiada lekarz.

- Często w trakcie urlopu dzwonią do mnie znajomi, sąsiedzi, proszą o poradę. Ja nie mam zwyczaju wyłączania telefonu, jestem dla najbliższych dostępny też jako lekarz przez całą dobę - dodaje.

Grzegorz Siwek zauważa: - Lekarz nie ma też wakacji od telefonów, które odbiera od pacjentów. Stało się to już na tyle normalne, że przestałem na to zwracać uwagę.

Robert Górski jest teraz na urlopie za granicą. - Cały mój medyczny sprzęt został w samochodzie na lotnisku. Oczywiście można zawsze interweniować bez sprzętu. Na szczęście do tej pory nie było takiej potrzeby - mówi lekarz.

"Nie można oczekiwać, że lekarz będzie biegł do każdej osoby"

Adw. Karolina Podsiadły-Gęsikowska wskazuje, że nie każda sytuacja kwalifikuje się do natychmiastowego udzielenia pomocy. - Chodzi tutaj jedynie o przypadki, gdy jakaś osoba jest narażona na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu. Nie można przecież oczekiwać, że lekarz leżąc na plaży będzie przerywał wypoczynek i biegł do każdej osoby, która wymaga pomocy medycznej. Zatem zwykłe skaleczenia palca u sąsiadującego plażowicza nie powoduje, że lekarz musi reagować - podkreśla prawniczka.

Ponadto, lekarz na wakacjach nie jest zobowiązany do udzielania pomocy w sytuacji, gdy udzielając jej sam mógłby narazić się na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ponieść ciężki uszczerbek na zdrowiu.

- W doktrynie prawniczej jako przykład takiej sytuacji podaje się okoliczność pokrzywdzonego, który spadł w przepaść w trakcie wędrówki w górach, a lekarz znajdujący się na szlaku - który teoretycznie mógłby udzielić tej osobie pomocy medycznej - nie posiada specjalistycznego sprzętu, aby móc bezpiecznie zejść  do osoby pokrzywdzonej bez narażenia samej siebie na upadek z wysokości - wyjaśnia adw. Podsiadły-Gęsikowska.

"Robimy tyle, ile jesteśmy w stanie zrobić"

- Kolejną sytuacją, w której lekarz nie powinien odpowiadać za brak udzielenia pomocy, jest niebezpieczeństwo grożące osobie trzeciej. Jako przykład można podać sytuację, w której przebywając nad morzem nie ratuje tonącego w obawie o to, że ruszając z pomocą towarzyszące mu małe dziecko wejdzie do wody i utopi się, a w pobliżu nie ma innych osób, którym mógłby powierzyć dziecko od opiekę - dodaje ekspertka.

Podkreśla, że omawiane przypadki dotyczą sytuacji, w których lekarz nie jest zobowiązany do opieki nad danymi osobami. - Jest po prostu zwykłym świadkiem tragedii, które zdarzają się poza jego pracą - precyzuje.

A jak powinien zachować się lekarz, jeśli podczas urlopu spożyje alkohol, a ktoś potrzebuje pomocy? - Niestety nie mamy tutaj konkretnego przepisu, który wskazywałby co należy zrobić. Zasada jest taka, że jeśli ktoś jest w stanie zagrożenia życia lub ciężkiego uszczerbku dla zdrowia należy podjąć próby ratowania tej osoby. Robimy tyle ile jesteśmy w stanie zrobić - komentuje adw. Podsiadły-Gęsikowska.

"Trzeba uważać, żeby się w tym nie zatracić"

Tomasz Karauda na koniec wskazuje: - Taki stan "bycia w pogotowiu" może być nużący i trzeba uważać, żeby się w tym nie zatracić i nie myśleć o urlopie tylko i wyłącznie w kontekście pomagania innym. Ten obowiązek może być też stresujący. Każdy człowiek jest zobowiązany do pomocy osobie, która jest w stanie zagrożenia życia, nawet jeśli robi to źle. Lekarz musi wykonać to jednak prawidłowo. Wielu medyków czuje w związku z tym strach na urlopie.

Grzegorz Siwek: - Pracuję w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i Intensywnej Terapii, więc mnie takie sytuacje nie przerażają. Jestem do nich po prostu przyzwyczajony. Rozumiem natomiast strach innych specjalistów, na przykład okulisty czy laryngologa, gdy trzeba pomóc komuś z zawałem czy udarem. A każdy lekarz musi podjąć działania w takiej sytuacji, bo za brak reakcji może zapłacić wysoką cenę.

- Wykonujemy zawód odpowiedzialny i podejmując go liczymy się z jego charakterem. Tak naprawdę całe nasze życie jest temu podporządkowane - podsumowuje Tomasz Karauda.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy