Reklama

Reklama

Koszmar studentów. Wynajęcie pokoju w normalnej cenie graniczy z cudem

1500 zł za pokój dla studenta w Warszawie. W rzeczywistości oferta dotyczy połowy pokoju o powierzchni kilku metrów kwadratowych, z połową okna i fragmentem kaloryfera. Na takie ogłoszenie trafił Adam, szukając stancji przed rozpoczęciem roku akademickiego. W rozmowie z Interią wskazuje, że sześć, a nawet siedem pomieszczeń na około 55 metrach kwadratowych to obecnie "standard" w ogłoszeniach skierowanych do studentów. Justyna, która zacznie niebawem studia we Wrocławiu, wykonała blisko 30 telefonów, zanim znalazła pokój na wynajem. Eksperci przyznają: oferta jest przebrana. A ceny średnio o 27 procent wyższe niż rok temu.

Justyna Jarząb poszukiwania pokoju we Wrocławiu rozpoczęła dwa miesiące przed planowaną przeprowadzką. Studentka przyznaje, że ofert było bardzo dużo, ale większość dotyczyła mieszkań powojennych, "w stylu PRL". Te w nieco wyższym standardzie znikały w mgnieniu oka.

Działała tak: jak tylko nowe ogłoszenie zostało dodane, od razu dzwoniła do właściciela. - Na każdej przerwie w pracy odświeżałam strony z ofertami - zaznacza.

- Bardzo ciężko jest znaleźć mieszkanie lub chociaż pokój we Wrocławiu. W czasie poszukiwań wykonałam blisko 30 telefonów. Pokoje albo były już zajęte, albo właściciele chcieli je wynająć od zaraz. To jest jak loteria. Nigdy nie było wiadomo, czy coś się trafi - opowiada Interii.

Reklama

- Fajne mieszkania szybko znikają - ocenia Weronika, która razem z kolegą szukała mieszkania na wynajem w Toruniu. Oboje zaczynają niebawem studia magisterskie. - Musieliśmy bardzo szybko się decydować - dodaje.

Dwa pokoje, jedno okno

Adam (imię na prośbę bohatera zmienione) w październiku rozpoczyna studia w Warszawie. On też miał problem ze znalezieniem mieszkania na wynajem. Szukał w mediach społecznościowych - publikował posty i odzywał się do tych, którzy mieszkania chcieli wynająć.

- Komunikacja jest utrudniona, bo potencjalni wynajmujący są zasypywani wiadomościami i nie na wszystkie odpowiadają. A jak już ktokolwiek się odezwie i zaproponuje spotkanie, to pokoje, które są oferowane, odbiegają standardem od tych na zdjęciach - ocenia Adam.

Oglądał pięć mieszkań. Wszystkie wyglądały tak: - Około 55 mkw., a w nim pięć, sześć a nawet siedem pokoi, a właściwie takich wagoników, bo zazwyczaj są długie i wąskie, o powierzchni 8-9 mkw., albo i mniej. Po prostu wymiarowy pokój w mieszkaniu jest przedzielony ścianką działową na pół i zrobione z tego dwie "komórki" - opowiada.

- Szczytem takiego działania była jedna oferta, gdzie w takim podzielonym pokoju pół okna i grzejnika było w jednym pokoju, a druga połowa tegoż okna i grzejnika w drugim. Cena? Z mediami około 1500 zł - relacjonuje Adam.

Wymagający właściciele. "Nie chcieli mężczyzny w mieszkaniu"

- Nie spotkałam się z bardzo wymagającym właścicielem - mówi pytana o tę kwestię Justyna Jarząb. I po chwili dodaje, że jedna pani, do której dzwoniła, organizowała coś na kształt castingu na lokatora.

Opowiada: - Pani chciała zrobić spotkanie z innymi współlokatorami, prawdopodobnie po to, żeby dobrze się dogadywali. Powiedziała, że ma już około pięć osób chętnych i będzie się spotykać z każdym z nich, po czym sama wybierze tę osobę, która "najbardziej pasuje".

- Właściciele są wybredni - ocenia Weronika.

- Niektórzy nie chcieli mężczyzny w mieszkaniu, jeszcze inni prosili o świadectwo pracy. Są wymagający - dodaje.

Justynie udało się znaleźć pokój we Wrocławiu trzy dni przed przeprowadzką. Cena: 1300 zł już z opłatami. Adam wynajął pokój w Warszawie za 1150 zł z mediami. Udało się to dzięki poczcie pantoflowej, z polecenia cioci. Weronika szukała mieszkania w Toruniu przez tydzień. Ostatecznie wynajęła pokój za 800 zł.

Eksperci przyznają: dostępność mieszkań na wynajem oraz ich cena to obecnie podstawowe problemy najemców.

Mieszkań jest mniej

Anton Bubiel, prezes Rentier.io, mówi Interii: - W wyniku wojny w Ukrainie i tak niewielka w porównaniu z poprzednimi latami oferta mieszkań na wynajem skurczyła się jeszcze bardziej. Jeżeli w lutym bieżącego roku w całej Polsce naliczyliśmy nieco ponad 32 tys. unikalnych ofert (czyli takich po usunięciu duplikatów) wynajmu mieszkań, to już w kwietniu było to 18 tys. ofert. Czyli prawie połowa.

Podkreśla, że na najbardziej popularnych rynkach lokalnych między lutym a kwietniem oferta skurczyła się o ponad połowę. - Dla przykładu we Wrocławiu ubyło 66 proc. ofert, w Lublinie 68 proc. Konsekwencją tak istotnego wzrostu popytu naturalnie był także wzrost cen najmu - we wszystkich 17 analizowanych przez nas miastach od lutego do sierpnia ceny wzrosły przeciętnie o 22 proc., najbardziej, bo o 34 proc. w Trójmieście, o 31 proc. w Krakowie, o 28 proc. we Wrocławiu, a najmniej w Katowicach - tu ceny najmu wzrosły o 12 proc. - wymienia.

- Warto zaznaczyć, że od maja obserwowaliśmy przyrost liczby ofert na portalach. Wynika to z tego, że część uchodźców zdecydowała wrócić do ojczyzny bądź też postanowiła emigrować dalej na zachód. Z drugiej strony wzrost cen zapewne zmotywował część inwestorów do przygotowania kolejnych mieszkań pod wynajem. Stąd też w sierpniu unikalnych ofert na portalach naliczyliśmy już prawie 28 tys. czyli nadal o 14 proc. mniej niż w lutym, ale jednocześnie 52 proc. więcej niż w kwietniu - zauważa. I podsumowując ten wątek dodaje: mimo że od maja ofert na portalach przybywa, jest ona nadal o 37 proc. mniejsza niż rok temu.

Ceny o 27 proc. wyższe niż rok temu

Ekspert podkreśla, że cena najmu będzie na pewno sporo wyższa niż rok temu - przeciętnie o 27 procent.

- Spośród analizowanych przez nas 17 miast najdrożej jest zdecydowanie w Warszawie, najtaniej w Sosnowcu. Zakładając, że szukamy kawalerki lub ewentualnie mieszkania dwupokojowego do 35 metrów w Warszawie zapłacimy przeciętnie 2200 zł. W Gdańsku jest niewiele taniej, bo 2100 zł, we Wrocławiu 2000 zł. Najtaniej jak wspomniałem jest w Sosnowcu, tu podobne mieszkanie będzie kosztować przeciętnie 1200 zł. W Bydgoszczy 1300 zł, a w Katowicach 1350 zł. Przy czym to określenie "przeciętnie" oznacza, że podaję medianę cen w danym mieście, innymi słowy połowa ofert będzie tańsza, a połowa droższa i cena może finalnie istotnie się różnić od tej przeciętnej, szczególnie jeżeli chcemy zamieszkać w popularnej dzielnicy w świeżo wyremontowanym mieszkaniu - zaznacza Anton Bubiel.

Jak dodaje, trzeba też pamiętać, że te ceny to nie jest całkowity koszt najmu. - Należy do nich doliczyć opłaty za zużycie mediów, które są coraz wyższe i przy częstych kąpielach w gorącej wannie, regularnym gotowaniu i praniu mogą dochodzić nawet do dodatkowych kilkuset złotych - wylicza.

Właściciele zwracają uwagę na wypłacalność najemców

Jerzy Sobański, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości mówi Interii, że najlepiej szukać mieszkania miesiąc przed terminem zamieszkania. - Znalezienie kwatery na dwa miesiące przed terminem oznaczałoby płacenie podwójnego "postojowego". Trzeba w odpowiednim momencie rozpocząć poszukiwania - miesiąc przed zamieszkaniem, moim zdaniem, to optymalny czas - wskazuje.

Pytany, czy w związku z tym, że chętnych na wynajem jest więcej, niż dostępnych mieszkań, właściciele mogą pozwolić sobie na przebieranie w kandydatach, odpowiada: - Mamy do czynienia, mówiąc w uproszczeniu, z konkursem ofert. Jednak wynajmujący wybierając najemcę, nie zawsze uzależnia decyzję chęcią osiągniecia maksymalnego czynszu.

- Ogromne znaczenie ma wiarygodność, czyli często wypłacalność danej osoby. W tym wypadku pomocne są polecenia, referencje, czy też okazanie się umową o pracę, najlepiej stałą lub w rozpoznawalnej firmie, stałej branży, również zadeklarowana pomoc rodzica. Bywa też, że o wyborze decyduje "chemia", czyli osobiste wrażenia właściciela po spotkaniu i rozmowie z kandydatem na najemcę - wyjaśnia.

I dodaje, że w Polsce nie ma bezwzględnego wymogu wykazania się referencjami czy ujawnienia wysokości zarobków, jak to ma miejsce w wielu krajach zachodnich. - Generalnie właściciel wybiera najemcę, który rokuje, że nie będzie z nim kłopotów w kwestii regulowania czynszu i zachowania nieruchomości w odpowiednim stanie, choć tego nigdy nie da się zagwarantować - komentuje ekspert PFRN.

Nieuczciwe praktyki

- Chciałbym ostrzec szukających mieszkania przed wykorzystującymi swoją pozycję właścicielami mieszkań (wymyślone zapisy w umowach, absurdalne oczekiwania wobec kandydatów) czy wręcz oszustami, których niestety nie brakuje - mówi jeszcze Jerzy Sobański.

Polska Federacja Rynku Nieruchomości, zrzeszająca 17 regionalnych stowarzyszeń pośredników w obrocie nieruchomościami pośredników oraz zarządców nieruchomości (prawie 2000 osób), w dniach 16.08 - 30.09 prowadzi kampanię "Bezpieczny najem". Przedsięwzięcie ma pomóc przyszłym najemcom w znalezieniu mieszkania do najmu oraz przeprowadzić ich bezpiecznie przez transakcję od poszukiwania do sporządzenia umowy o najem.  

- Pośrednicy wiedzą, jak kłopotliwe jest nie tylko poszukiwanie najlepszego miejsca, ale przede wszystkim doprowadzenie do szczęśliwego finału. Dlatego doświadczeni specjaliści rynku nieruchomości pomagają poszukującym znaleźć mieszkanie i bezpiecznie przejść przez niezbędne procedury - tłumaczy Agnieszka Herman, rzeczniczka prasowa PRFN.

- Pomoc rzetelnego pośrednika, posiadającego licencję PFRN, będącą gwarancją wymaganej wiedzy oraz doświadczenia, jest często niezbędna w sytuacji, gdy ludzie przyjeżdżają do nowego miasta i nie znają lokalnych realiów oraz nie mają odpowiedniego rozeznania. Profesjonaliści doradzają klientom w zakresie kompleksowej obsługi transakcji: od znalezienia odpowiedniego lokum, przez ustalenie tytułu prawnego do lokalu, warunków najmu, po sporządzenie inwentaryzacji mieszkania oraz umowy najmu, dostosowanej do indywidualnej sytuacji najemcy - zapewnia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy