Reklama

Reklama

Koronawirus. Mniejsze zainteresowanie szczepieniami. Pacjenci odwołują wizyty

Coraz mniej pacjentów chce się szczepić przeciw COVID-19. Taki trend od dwóch tygodni obserwuje Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarka rodzinna z Białegostoku. W sobotę po raz ostatni w jej przychodni można było przyjąć szczepionkę - nie ma chętnych, więc poradnia rezygnuje ze szczepień. Lekarka wskazuje, że być może wypowiedź ministra zdrowia o "początku końca pandemii" wpłynęła na tę sytuację. Problem spadku zainteresowania szczepieniami widzi również Anna Osowska, lekarka podstawowej opieki zdrowotnej z Warmii i Mazur.

- Po tym, jak minister zdrowia zapowiedział koniec pandemii, ludzie przestali bać się zakażenia koronawirusem i stracili zainteresowanie szczepieniami przeciw COVID-19 - ocenia Anna Osowska, lekarka podstawowej opieki zdrowotnej, specjalista chorób wewnętrznych i endokrynolog z Sępopolu na Warmii i MazurachChodzi o słowa o "początku końca pandemii" wypowiedziane przez Adama Niedzielskiego 9 lutego.

Reklama

Osowska przyznaje, że ciężko jest w ostatnim czasie znaleźć na szczepienia chętnych. - W tej chwili w "Naszej Przychodni" w Sępopolu zbieramy jeszcze zainteresowanych na 9 marca, szukamy 30 osób i nawet z taką liczbą mamy problem. A były miesiące, w których szczepiliśmy nawet 460 osób - podkreśla.

Koronawirus w Polsce. Odwołują wizyty na szczepienia

Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarka rodzinna z Białegostoku, stwierdza: - Być może wypowiedź ministra zdrowia zadziałała "uspokajająco" na niektóre osoby i demotywująco, jeśli chodzi o szczepienia. Od dwóch tygodni obserwujemy trend, w którym coraz mniej osób chce się szczepić i mimo że wcześniej podjęli taką decyzję - odwołują wizyty. Takie wypowiedzi zatem nie pomagają. Jak ktoś ją usłyszał, to dodatkowo wzmocniło jego decyzję o nieszczepieniu się wcale albo nieprzyjmowaniu kolejnych dawek.

Przychodnia lekarki szczepiła w każdą sobotę po 150 osób dziennie, z czego kilkanaście przyjmowało pierwszą dawkę.

- Jeszcze pod koniec stycznia szczepiliśmy taką liczbę pacjentów. W środę natomiast skończyliśmy szczepienia najmłodszych dzieci, a w sobotę szczepiliśmy ostatnią grupę dorosłych. Nie będziemy więcej szczepionek zamawiać, bo chętnych brakuje, a nie chcemy marnować kolejnych dawek po otwarciu ampułki - zapowiada Zabielska-Cieciuch.

Terminy szczepienia. Pacjenci nie przychodzą i nie informują

Lekarka mówi też o grupie pacjentów, którzy nie dzwonią i nie odwołują wizyt. Po prostu nie przychodzą. - W ubiegłym tygodniu nie zgłosiło się siedem osób zapisanych na szczepienie - pięć na drugą, dwie na pierwszą dawkę. Nie zapowiedzieli, że nie przyjdą, po prostu nie przyszli. Co więcej, to osoby, które same chciały się szczepić, bez namawiania. W ostatnim czasie się rozmyślili - dodaje Joanna Zabielska-Cieciuch.

W przychodni Anny Osowskiej rejestracja dzwoni przed szczepieniem do pacjentów i potwierdza termin wizyty. - Jeśli pacjent nie odbiera telefonu, zakładamy, że nie przyjdzie na szczepienie i szukamy kogoś na jego miejsce. Coraz częściej pacjenci tych telefonów nie odbierają - przyznaje Osowska.

Mówi o jeszcze jednej grupie pacjentów, która nie zgłasza się na szczepienie kolejną dawką, bo akurat zachorowali na COVID-19. - Te osoby nie chcą wykonywać testu PCR, sami w domu wykonują test antygenowy i nakładają sobie samoizolację. Zazwyczaj tacy pacjenci już się nie zgłaszają na doszczepienie, uważają bowiem, że skoro już dwie dawki przyjęli, to trzeciej nie muszą, gdyż przechorowanie jest ich "trzecią dawką" - mówi nasza rozmówczyni.

Połowę mniej szczepiących się przeciw COVID-19

Poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o przekazanie danych dotyczących szczepień w tygodniu po wypowiedzi Adama Niedzielskiego dotyczącej "początku końca pandemii". Słowa te padły 9 lutego. W terminie 10-16.02 (siedem pełnych dni, w tym niedziela) podano 406 780 dawek szczepionki przeciw COVID-19, w tym 40 157 pierwszych dawek.

Przed wypowiedzią ministra, w terminie od 26 stycznia do 1 lutego (również siedem dni, w tym także niedziela) wykonano 808 990 szczepień przeciw COVID-19, w tym podano 91 329 pierwszych dawek.

Ładowanie...

- Dla mnie to, co się teraz dzieje, jest totalnym bezhołowiem. I to za sprawą rządzących. Jednego dnia przedstawiciele rządu straszą zgonami, a następnego zapowiadają koniec pandemii i luzowanie obostrzeń. Gdybym w swojej przychodni co chwilę zmieniała zasady, procedury, straciłabym zaufanie swoich pacjentów i nie byłabym w stanie sprawować opieki lekarskiej nad pacjentami, a jest ich 2600. Wypowiedzi ministra zdrowia i jego rzecznika z ostatnich dni są nie tylko nieodpowiedzialne, ale wręcz społecznie szkodliwe - podsumowuje Anna Osowska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy