Reklama

Reklama

"Efekt świąt" w pandemii. Lekarz: Przed nami wzrost raportowanych zakażeń

- Obecne statystyki dotyczące zakażeń nie są wysokie, nie z braku zakażeń koronawirusem, a z powodu tego, że mniej osób testowało się w okresie świąt - mówi Interii dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. I dodaje, że poświąteczne wzrosty zakażeń będą widoczne w raportach w najbliższych dniach. Przewiduje, że MZ odnotuje dwa razy więcej zakażonych osób, niż obecnie. Ekspert ocenia jeszcze poziom zaszczepienia Polaków - według jego wyliczeń chronionych jest zaledwie 14 mln ludzi, a nie 21 mln. Zdaniem eksperta, jeśli nie zostaną podjęte żadne dodatkowe działania, "lockdown zrobi się sam".

15 376 przypadków zakażenia koronawirusem odnotowano 24 grudnia. 25 grudnia - 10 789 przypadków, 26 grudnia - 6 253, a 27 grudnia - 5 029.

- W okresie świątecznym testów na COVID-19 było wykonywanych mniej - w okolicach 30-50 tys. dziennie, gdzie przed świętami raportowano ich blisko 90-100 tys. Dlatego właśnie obecne statystyki dotyczące zakażeń nie są wysokie, nie z braku zakażeń koronawirusem, a z powodu tego, że mniej osób się testowało - wyjaśnia w rozmowie z Interią dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych z Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. 

Reklama

Ekspert dodaje: - Wydaje się, że poświąteczne wzrosty zakażeń będą widoczne niebawem. Statystykę zakażeń ze świąt będziemy mieli realnie w środę/czwartek, wtedy najprawdopodobniej odnotujemy około 12-15 tys. osób zakażonych i 400-500 zgonów.

"Z wysokiego C" w wariant Omikron

- Widzimy, że ludzie teraz, po świętach, zgłaszają się po skierowanie na test do lekarzy rodzinnych. Są to zazwyczaj młode osoby, które w święta nie chciały sobie zawracać głowy, nie chciały "kłopotu". Wciąż pacjenci nie generują testu sami przez rządową stronę, tylko czekają aż my ich zbadamy i go zlecimy - dodaje dr Sutkowski.

Przyznaje też, że część pacjentów ukrywa się i nie zgłasza na test. - Nie ma czegoś gorszego w pandemii - komentuje lekarz. - Nie wiem kogo ci ludzie chcą oszukać, bo zazwyczaj bez opieki lekarza chorują gorzej, jest to zachowanie pozbawione logiki. Apeluję po raz kolejny - jeśli masz objawy infekcji, zrób test - dodaje.

W ocenie dra Michała Sutkowskiego, po wzrostach zakażeń obserwowanych w najbliższych dniach, "zapewne znowu będziemy mieć spadki w statystykach dotyczących zakażeń koronawirusem". - Widać ogólną tendencję malejącą. Ale jeżeli czarne scenariusze będą się spełniać, to w okolicach 10 stycznia, po tych stopniowych spadkach, będziemy mieli odbicie i znowu 10-12 tys. zakażeń. Z takiego wysokiego C będziemy startować w strefę zakażeń wariantem Omikron - stwierdza dr Sutkowski.

Rok od początku szczepień. "Iluzja" dotycząca ochrony

Mija właśnie rok od rozpoczęcia Narodowego Programu Szczepień w Polsce. 27 grudnia 2020 roku podano w Polsce pierwszą szczepionkę przeciw koronawirusowi. Do tej pory dwoma dawkami zaszczepiło się 55 proc. populacji, to 20,9 mln osób.

- Iluzją jest to, że jesteśmy odporni po tym, jak 55 proc. społeczeństwa się zaszczepiło. Taki przekaz zostaje ludziom w głowach - komentuje nasz rozmówca. - Prawda niestety jest taka, że mamy nieco ponad 6 mln zaszczepionych trzema dawkami, oni są najlepiej zabezpieczeni. Chronieni są również ci, którzy zaszczepili się dwoma dawkami w ostatnim półroczu, to zapewne kolejne 5-6 mln ludzi, a ostatnia grupa zabezpieczonych to ci, którzy niedawno przechorowali i została im jeszcze odporność, to jakieś 1,5-2 mln osób. Czyli mamy 14 mln ludzi, którzy są chronieni, nie 21 mln - wyjaśnia dr Michał Sutkowski.

Lekarz podkreśla: - Mamy deficyt trzeciej dawki, co jest niezwykle istotne szczególnie w kontekście wariantu Omikron. Nie można z tym zwlekać - ten, kto może, powinien natychmiast przyjąć swój "booster".

"Szczepmy się"

- W ciągu kilku tygodni do szpitali może trafić nawet milion osób zakażonych covidem - powiedział "Rzeczpospolitej" prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera do spraw COVID-19 i przewodniczący Rady Medycznej. - W polskich szpitalach leży ok. 20 tys. osób, za chwilę nałożą się na to dziesiątki tysięcy nowych pacjentów. Zabraknie nawet stadionów - ostrzegł ekspert.

- Mamy jeszcze około 3-4 tygodni na przygotowanie się na czarny scenariusz. Kupiliśmy już karpia, szampana pewnie też, to teraz czas na ustawienie się w kolejce do szczepienia - na pierwszą, drugą i trzecią dawkę. Musimy to zrobić masowo, tak jak nigdy dotąd. Jeśli tym razem nie będziemy mieli tyle szczęścia, co zwykle, Omikron uderzy w nas z pełną mocą i sytuacja będzie dramatyczna - ocenia lekarz. 

Przypomina również o zasadzie DDM - dystans, dezynfekcja, maseczki. - Musimy się jednocześnie bardzo pilnować i w miarę możliwości zrezygnować z wszelkich aktywności, z których możemy, w ciągu najbliższych dwóch-trzech tygodni. Nie siedźmy nadmiarowo w knajpach, nie stójmy w tych długich jak tasiemiec kolejkach na wyciąg narciarski. Pamiętajmy też, że w Sylwestra wirus nie ma wolnego. Jeśli możemy, zostańmy w domu. To wydaje się być receptą - dodaje dr Sutkowski.

"Jeśli nic nie zrobimy, lockdown zrobi się sam"

- Coś powinno się jeszcze zmienić w najbliższych tygodniach, a może i dniach. Gdybym ja miał na to wpływ, wprowadziłbym paszporty covidowe - mamy je i możemy, a wręcz powinniśmy ich używać właśnie teraz, to jest ten moment. Oczywiście weryfikacja zaszczepienia pracownika też jest zasadna. Mamy naukę zdalną i oczywiście dobrze, być może będzie trzeba ją wydłużyć po 9 stycznia na jakiś czas. W mojej ocenie należy również wprowadzić obowiązek szczepień - mówi jeszcze dr Michał Sutkowski.

Wicepremier Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Interii na pytanie, czy pełne sprawdzanie paszportów covidowych lub testów, jak na Zachodzie, jest dziś na stole, odpowiedział: - Na stole było i jest wszystko, każdy wariant decyzji. Tylko wraca pytanie: co jest realnie możliwe? Trzeba brać doświadczenie tych dwóch lat pandemii i tego, jak to działa. Liczba kar i różnego rodzaju wskaźniki kontroli - to wszystko rośnie, ale ten poziom nie zapewni tego, by w miarę bezboleśnie wprowadzić sprawdzanie certyfikatu i wyłączenie ludzi niezaszczepionych lub nieprzetestowanych z części funkcji w społeczeństwie.

Dodał, że pomysł z testowaniem w zakładach pracy jest też na stole. Przyznał również, że jest zwolennikiem "pójścia na całość", a takim pójściem na całość byłoby w jego ocenie wprowadzenie obowiązku szczepień.

- Jeśli nic nie zrobimy, lockdown zrobi się sam. Na kwarantannie nie będzie 250 tys. osób, jak dzisiaj, a nawet kilka milionów Polaków. Zabraknie ludzi wykonujących różne usługi, służb mundurowych. My, lekarze, cały czas o tym mówimy - potrzebne są działania tu i teraz - podsumowuje dr Michał Sutkowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy