Reklama

Reklama

Drób karmiony olejami do produkcji smarów. "Skutki odczujemy po latach"

Do polskich sklepów trafiało mięso zwierząt, które były karmione paszą z dodatkiem komponentów do produkcji m.in. paliwa. - Ten proceder mógł narazić zdrowie dziesiątek tysięcy ludzi, jeśli w drobiu były duże ilości pestycydów. To substancje groźne dla naszego organizmu - mówi Interii Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych ze Szpitala Uniwersyteckiego w Łodzi. Lekarz wyjaśnia, że doraźnych zatruć raczej nie będzie, jednak skutki odczujemy po latach. - Będziemy umierać częściej na choroby, na które do tej pory umieraliśmy rzadziej - dodaje. O jakich chorobach mowa?

Onet i Wirtualna Polska opisują w poniedziałek wielką aferę w branży spożywczej. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak w ubiegłym tygodniu na terenie całego kraju odbyła się ogromna akcja Centralnego Biura Śledczego Policji. Jego funkcjonariusze przeprowadzili kontrole w kilkudziesięciu zakładach produkujących paszę do karmienia m.in. kurczaków, indyków i kaczek. Śledczy pozyskali dowody na to, że drób, który trafiał na krajowy rynek, otrzymywał pożywienie zawierające oleje techniczne przeznaczone do produkcji smarów i biopaliw. 

Reklama

Podejrzaną karmę mogło nieświadomie stosować co najmniej 66 zakładów należących do kilku największych koncernów produkujących m.in. paszę dla zwierząt w Polsce. Wszystko za sprawą mało znanej spółki z Poznania, od której rynkowi potentaci kupowali produkty - oleje i tłuszcze paszowe.

Jak informuje WP, według materiałów, które zgromadzili śledczy, w sprzedawanych przez spółkę substancjach mogły znajdować się duże ilości pestycydów.

Lekarz: Skutki odczujemy po latach

- Ten proceder mógł narazić zdrowie dziesiątek tysięcy ludzi, jeśli w drobiu były duże ilości pestycydów. To substancje groźne dla naszego organizmu - mówi Interii Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych ze Szpitala Uniwersyteckiego w Łodzi.

I wyjaśnia: - Doraźnie tego nie doświadczymy i raczej nie zaobserwujemy pacjentów nagle trafiających do szpitali z powodu zatrucia drobiem. Skutki odczujemy po latach, bo pestycydy mają charakter kumulatywny i odkładają się w naszym organizmie.

- Wówczas zwiększa się ryzyko zachorowania na nowotwory: prostaty, płuc, szpiczaka mnogiego, mięsaka kości, mięsaka Ewinga, a także krwi, czyli białaczkę - wymienia Karauda.

Pestycydy są też niebezpieczne dla kobiet w ciąży. - Niektóre przenikają w łożysko do płodu i powodują jego uszkodzenie w postaci wad wrodzonych, a nawet poronień. Narażone są też osoby starsze, które są przyzwyczajone do ulubionego produktu kupowanego zawsze w tym samym miejscu - ocenia lekarz.

"Będziemy się zastanawiać, skąd tyle nowotworów"

Tomasz Karauda zaznacza, że trudno jest określić po jakim czasie spożywania produktu z dużą ilością pestycydów jesteśmy narażeni na te choroby. Na razie zarzuty postawione osobom z poznańskiej spółki obejmują okres od stycznia 2020 roku, natomiast proceder mógł trwać co najmniej od roku 2017.

- Wydaje się, że pięć lat to wystarczający czas, aby w organizmie odłożyła się groźna ilość pestycydów. W ogólnym rozrachunku będziemy umierać częściej na choroby, na które do tej pory umieraliśmy rzadziej. I będziemy się zastanawiać - skąd jest tyle nowotworów, białaczek, wad u noworodków? Jednym z czynników może być właśnie żywność - wskazuje lekarz.

- To może nie mieć związku, ale jedna z osób w mojej rodzinie ma od niedawna zdiagnozowaną białaczkę. Nie miała czynników ryzyka. I nasuwa mi się pytanie: skąd się to wzięło, dlaczego zachorowała? Czasami jest to jakaś predyspozycja, a czasami odpowiedzią może być właśnie to, co wkładamy do ust. Nie wiedząc o tym, że za parę lat zapłacimy za to cenę walki o życie - dodaje Tomasz Karauda.

Biotechnolog: Szkodliwe substancje mogły zostać usunięte w procesie obróbki

Onet w swoim artykule cytuje wypowiedź biotechnologa pracującego w branży spożywczej. - Trudno jest z góry zakładać, czy i jak szkodliwe mogły być te tłuszcze techniczne. Od spożywczych różnią się tym, że nie zawsze są przeznaczone do spożycia, nie mają odpowiednio restrykcyjnych atestów, mogą zawierać różne komponenty, również pochodzenia nienaturalnego. Mogą zawierać zanieczyszczenia związkami niebezpiecznymi dla zdrowia konsumentów. Trzeba więc w takich sytuacjach przeprowadzić badania i sprawdzić, jakie oraz ewentualnie ile takich niepożądanych substancji zawierały - wyjaśnia biotechnolog.

- Może z tego być duża sprawa, jeśli koniec końców okazałoby się, że konsumenci na dużą skalę jedli jakieś nieatestowane świństwo, niesprawdzone i szkodliwe dla ich zdrowia. Może okazać się też inaczej, czyli że końcowy produkt, mięso, które na pewno było badane w zakładzie producenta, było pozbawione tych szkodliwych substancji, bo na przykład w procesie obróbki zostały usunięte z produktu końcowego - zaznacza.

Więcej kontroli

W tym tygodniu prokuratura i Główny Inspektorat Weterynarii mają otrzymać szczegółowe badania fałszowanych olejów.

Tomasz Karauda na koniec apeluje, aby właściwe organy częściej kontrolowały żywność. - Jeśli do takiego procederu doszło, oznacza to tylko, że odbywają się one za rzadko. Ta sytuacja powinna obudzić instytucje kontrolne, aby podjęły działania w innych branżach spożywczych - podsumowuje. 

Reklama

Reklama

Reklama