Reklama

Reklama

Brak maseczki w przychodni. "Są przypadki, w których trzeba wzywać policję"

Już nie tylko w sklepach czy w środkach komunikacji miejskiej, ale także w przychodniach coraz częściej pojawiają się osoby nienoszące maseczek. Lekarze mówią, że problem szczególnie dotkliwy jest teraz, w trakcie rozpędzającej się czwartej fali koronawirusa i lawinowo rosnących zakażeń. Zdradzają, że kiedy pacjenta nie da się przekonać do zakrycia nosa i ust, wzywana jest policja.

Zasłanianie nosa i ust maseczką w publicznych pomieszczeniach zamkniętych jest obowiązkowe w całym kraju. Szczególnie ważne jest pamiętanie o tym w miejscach, w których najczęściej pojawiają się zakażeni pacjenci - w szpitalach i przychodniach.

O problemie informuje Porozumienie Zielonogórskie - federacja związków pracodawców ochrony zdrowia działających w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej.

- Ja już nie tłumaczę, dlaczego powinno się zakładać maseczkę. Ja teraz po prostu domagam się stosowania do obowiązujących przepisów. Ostatnio 23 razy powtórzyłem pacjentowi "proszę założyć maseczkę". 23 razy usłyszał to ode mnie, pielęgniarki i rejestratorki w przychodni. Nie założył, ale wyszedł z poradni - mówi cytowany w komunikacie Porozumienia Zielonogórskiego Wojciech Pacholicki, wiceprezes Federacji.

Reklama

"Jestem zaszczepiony", "pandemii nie ma"

- Wchodzą bez maseczek, prosimy o jej założenie. Odpowiadają - a po co, ja już jestem zaszczepiony. Albo "przecież koronawirusa nie ma". To się zdarza notorycznie - komentuje w rozmowie z Interią dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

Przyznaje, że zdarzyła się sytuacja, w której pacjent ciągnął go za kombinezon, mówiąc: - Panie doktorze, proszę to zdjąć, to jest przecież ściema. Czego się pan boi?

- Burczą pod nosem, narzekają, ale w ostateczności tę maskę zakładają. To jest ich obowiązek, a sprzeciwianie się temu jest bardzo niebezpieczne - ocenia dr Michał Sutkowski.

Regulamin przychodni

Joanna Zabielska-Cieciuch, ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego prowadząca przychodnię w Białymstoku podkreśla, że w jej poradni raczej pacjentów bez maseczek nie ma.

- Od 20 lat dbam o swój komfort pracy. Mamy regulamin przychodni, który między innymi zobowiązuje pacjentów do noszenia maseczek. I moi pacjenci się do tego stosują - mówi lekarka.

Przyznaje, że zdarza się komuś zapomnieć o maseczce - wówczas dostaje ją na miejscu. - Mam też jednego pacjenta z niewydolnością oddechową i jednego z zaburzeniami psychicznymi, oni nosić nie mogą. Inni - muszą. A jak nie chcą, to niech zmienią przychodnię - dodaje Zabielska-Cieciuch.

Wzywanie policji

Co zrobić, jeśli w przychodni pojawi się pacjent, który odmawia nałożenia maski? Joanna Zabielska-Cieciuch wskazuje: - On może stanowić zagrożenie epidemiologiczne dla personelu i innych pacjentów. Wówczas należy wezwać policję.

- Koleżanka w Bielsku Podlaskim miała ostatnio takiego pacjenta, który odmawiał założenia maseczki, bo naczytał się "badań naukowych". Wulgarnie zwracał się również w stosunku do personelu. Wezwano policję, która pojawiła się w ciągu pięciu minut. Został ukarany mandatem. Pan odmówił przyjęcia, więc sprawa trafiła do sądu - opowiada lekarka z Białegostoku

Dr Michał Sutkowski przyznaje, że nie miał jeszcze takiej sytuacji, w której pacjent odmówiłby w ostateczności założenia maseczki. - Ale gdyby tak było, ja oczywiście jestem w stanie zadzwonić po policję. Taki człowiek łamie prawo - mówi lekarz.

Przypomnijmy - za brak maseczki policja w pierwszej kolejności poucza. Jeśli nie przynosi to skutku, może wystawić mandat w wysokości do 500 złotych albo wystąpić do sanepidu o karę administracyjną. Ta może sięgać nawet 10 tysięcy złotych. Należy ją opłacić w ciągu siedmiu dni.

Zapytaliśmy Komendę Główną Policji, ile interwencji policji było podejmowanych w czwartej fali pandemii w przychodniach wobec pacjentów odmawiających założenia maseczki. Biuro prasowe poinformowało nas, że niestety nie posiada takich danych.

Obowiązujące zasady

Zgodnie z przyjętą przez Sejm ustawą o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz.U. z 28 października 2020r.) nos i usta trzeba zasłaniać za pomocą maseczki. Chusty, przyłbice czy szaliki nie są uznawane za właściwą ochronę.

Maseczki są obowiązkowe we wspólnych przestrzeniach zamkniętych: w autobusie, tramwaju, pociągu i taksówce, w sklepach, galeriach handlowych i na targowiskach, w bankach i na poczcie, a także restauracjach do momentu zajęcia miejsca przy stoliku. W zakładzie pracy, jeśli w pomieszczeniu przebywa więcej niż jedna osoba - chyba że pracodawca postanowi inaczej - a także podczas obsługi klienta/interesanta. Maseczkę trzeba mieć założoną także w kinie, w teatrze i w kościele. Jest ona również obowiązkowa w urzędach i innych budynkach użyteczności publicznej.

I oczywiście u lekarza - w przychodni i w szpitalu.

Reklama

Reklama

Reklama