Reklama

Reklama

AstraZeneca dla nauczycieli. "Czujemy się pokrzywdzeni". Nie chodzi tylko o preparat

Szczepionka firmy AstraZeneca będzie podawana nauczycielom - ogłosił rząd. Akcja ma rozpocząć się w przyszłym tygodniu i wywołuje sporo emocji, zwłaszcza wśród samych zainteresowanych. - Byłam zdecydowana, że się zaszczepię, ale preparatem Pfizera. Teraz, w związku ze zmianą, mam wątpliwości - mówi nam nauczycielka. - W przypadku AstraZeneki nie choruje 60 proc. Natomiast pozostałe 40 proc. nawet jeżeli zachoruje, będzie chorowało łagodnie - przekonuje z kolei główny doradca premiera ds. COVID-19 prof. Andrzej Horban.

- Rada Medyczna przedłożyła rekomendacje dotyczące szczepionki firmy AstraZeneca, na podstawie których podjęta została decyzja, że ta szczepionka będzie w Polsce wykorzystywana w grupie osób od 18 do 60 roku życia. W konsekwencji Rada zarekomendowała, by rozpocząć szczepienia nauczycieli - mówił we wtorek szef KPRM Michał Dworczyk. Na konferencji, która wcale o szczepieniu nauczycieli nie miała traktować.

Reklama

Wśród nauczycieli zawrzało. Wskazywali, że chcą być szczepieni preparatem Pfizera (ok. 95 proc. skuteczności), a nie AstraZeneki (ok. 60 proc. skuteczności). Głos w temacie zabrał też szef ZNP Sławomir Broniarz. Chęć szczepienia AstraZeneką ocenił wręcz jako "eksperymentowanie na nauczycielach i pracownikach oświaty".

Pierwsze emocje opadły. Nauczyciele wyjaśniają nam, skąd wzięło się ich oburzenie.

"Chcemy się szczepić, ale czujemy się pokrzywdzeni"

Dariusz Zelewski, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kartuzach, mówi Interii: - Zarówno ja, jak i nauczyciele pracujący w mojej szkole, z którymi rozmawiałem, chcemy się zaszczepić. Nawet, jeśli będzie to preparat AstraZeneki.

- Mnie osobiście zirytował komunikat, który popłynął z ust ministra Dworczyka. To między innymi przez to nauczyciele czują się pokrzywdzeni. Odczytałem go tak: "Ta szczepionka nie jest do końca sprawdzona, więc może zaszczepmy nauczycieli". Pozytywną rzecz kompletnie spalono w przekazie. Efekt jest taki, że część pedagogów, bez zagłębienia tematu, nie będzie chciało się zaszczepić - wyjaśnia dyrektor szkoły podstawowej.

Nauczycielka: trochę jak króliki doświadczalne

Aleksandra Jankowska, nauczycielka szkoły podstawowej w Poznaniu, przyznaje, że ma pewne wątpliwości związane z nadchodzącymi szczepieniami.

- Chcę się zaszczepić, chcę mieć barierę ochronną, wierzę w to, co mówią specjaliści. Jednak gdybym miała wybór, nie brałabym pod uwagę szczepienia AstraZeneką, wybrałabym Pfizera. Czuję się pokrzywdzona. Nie zostaje mi jednak nic innego i ta sytuacja nie sprawia, że zrezygnuję ze szczepienia - mówi Interii nauczycielka.

- Mam też takie odczucie, że rząd chce nawet tą mniej skuteczną szczepionką zaszczepić jak największą populację nauczycieli po to, by masowo otworzyć szkoły. To trochę tak, jakbyśmy byli królikami doświadczalnymi, tak się poczułam. "Damy cokolwiek, by byli zadowoleni". To cały czas pokazywanie braku szacunku dla naszego zawodu - ocenia.

Nieprzekonani jeszcze bardziej sceptyczni. Przekonani mniej chętni

Pierwsze szczepionki AstraZeneki mają dotrzeć do Polski 10 lutego. Poza nauczycielami klas I-III szkół podstawowych szczepić się będą również pedagodzy pracujący w przedszkolach.

- W mojej placówce oburzenie sięgnęło zenitu. Nauczycielki nie chcą się zaszczepić - i to nie tylko AstraZeneką, Pfizer też im nie pasuje. A zapowiedzi ministra Dworczyka tylko zaogniły ich podejście do sprawy - mówi nam Mirka, dyrektorka łódzkiego przedszkola.

Lidia Różacka, nauczycielka liceum i technikum w Jastrzębiu-Zdroju, przyznaje, że cieszy się, że nie jest w pierwszej szczepionej grupie i nie musi decydować teraz, co zrobić. - Byłam zdecydowana zaszczepić się przeciw COVID-19, bo ufam nauce oraz postępowi medycyny i szczepię się co roku przeciw grypie. Jednak liczyłam na szczepionkę firmy Pfizer. Nie jestem do końca przekonana do szczepienia AstraZeneką - komentuje w rozmowie z Interią.

I zauważa: - W naszej grupie są też służby mundurowe i prokuratorzy. Jednak tylko nauczycieli przeznaczono do gorszej, najtańszej i najmniej skutecznej szczepionki. Odbieram to jako policzek, szykanę i pokazanie, że nasze zdrowie liczy się najmniej - dodaje.

"Kardynalny błąd"

O odniesienie się do sprawy poprosiliśmy też inicjatywę "Protest z Wykrzyknikiem", jedną z większych grup zrzeszających nauczycieli. Renata Zajder w imieniu inicjatywy mówi nam, że stoją na następującym stanowisku: rząd powinien jak najszybciej rozpocząć szczepienia nauczycieli, a przesunięcie w kolejności szczepień jest konieczne.

- Jednak wczorajsza konferencja ministra Dworczyka wywołała zrozumiały niepokój nauczycieli. Rząd zakomunikował nagłą zmianę decyzji bez przedstawienia rzetelnych informacji. Oczekujemy, że minister w sposób w pełni transparentny przedstawi proces podejmowania decyzji. Poda źródła, dane, analizy, racje stojące za takim rozwiązaniem. Odniesie się do wątpliwości związanych z niższą od wcześniej stosowanych u nas preparatów skuteczności. Odpowie na ważne pytanie, czy był brany pod uwagę czynnik zwiększonej ekspozycji na działanie wirusa w przypadku nauczycieli - stwierdza Renata Zajder w imieniu "Protestu z Wykrzyknikiem".

Podkreślmy, że szef ZNP Sławomir Broniarz jeszcze we wtorek, kilka godzin po konferencji, precyzował: "Nie deprecjonujemy tej szczepionki. Wiemy, że jest dopuszczona do użytku. Niepokój środowiska jest spowodowany fatalną komunikacją strony rządowej, bo przekaz po wczorajszej konferencji był taki: jest szczepionka nieodpowiednia dla seniorów, to dajmy ją nauczycielom".

"Korzyści przeważają nad ryzykiem"

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Horban, przewodniczący Rady Medycznej, która zarekomendowała szczepienia preparatem AstryZeneki, mówił w środę na konferencji: - Chcemy zapewnić bezpieczeństwo nauczycielom.

- Szczepionka jest taka jaka jest. Zgadzam się ze słowami dr. Tomasza Dzieciątkowskiego: szczepionki mRNA to maybach a AstraZeneca dobre bmw. Każda z nich ma dwa zadania - ochronić ludzi przed zachorowaniem, oraz zmodyfikować przebieg choroby tak, by był jak najbardziej łagodny - tłumaczył prof. Horban. - Korzyści przeważają nad ryzykiem - dodał.

- Jeżeli założymy, że przy podaniu preparatu Pfizera 95 proc. osób nie choruje, to w przypadku AstraZeneki nie choruje 60 proc. Natomiast pozostałe 40 proc. nawet jeżeli zachoruje, będzie chorowało łagodnie, jak przy typowej infekcji wirusowej. Jest to chorowanie lżejsze - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje