Reklama

Reklama

Wraca Marek Martynowski. Prezes PiS ma zająć się sprawą Krzysztofa Sobolewskiego

- Wracam na tę samą funkcję, którą miałem wcześniej - mówi Interii senator Marek Martynowski, który po 1,5-godzinnej rozmowie z prezesem Jarosławem Kaczyńskim zdecydował, że wciąż będzie przewodniczącym senackiego klubu Prawa i Sprawiedliwości. - Doszliśmy do porozumienia, że sprawa sekretarza generalnego Krzysztofa Sobolewskiego zostanie załatwiona już wkrótce. W jakiej formie? Zostawiam to prezesowi - dodaje Martynowski.

Tydzień temu Interia napisała jako pierwsza, że senator Marek Martynowski przestanie pełnić funkcję przewodniczącego klubu senatorów Prawa i Sprawiedliwości. Złożył rezygnację w geście protestu przeciwko nominowaniu Krzysztofa Sobolewskiego na stanowisko sekretarza generalnego partii.

- Z tym się głęboko nie zgadzam. To twarz nepotyzmu w naszej partii - ocenił wówczas Martynowski.

3 lipca Prawo i Sprawiedliwość przyjęło tzw. uchwałę sanacyjną, zgodnie z którą politycy tej formacji zobowiązali się do walki z nepotyzmem. Krzysztof Sobolewski z kolei od dawna podawany był jako przykład polityka PiS, który nic nie robi sobie z tego, że jego żona zasiada w trzech radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Powierzenie mu nowej w strukturach PiS funkcji - sekretarza generalnego - spotkało się z mocnym sprzeciwem Martynowskiego.

Reklama

Jak się jednak dowiadujemy, ceniony w gronie partyjnych kolegów senator zmienił decyzję. To efekt długiej, półtoragodzinnej rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim, która miała miejsce w środę.

- Doszliśmy do porozumienia, że sprawa sekretarza generalnego zostanie załatwiona już wkrótce. W jakiej formie? Zostawiam to prezesowi. Nie chcę mówić o szczegółach naszej rozmowy - mówi nam Martynowski.

- Wracam na tę samą funkcję, którą miałem wcześniej - dodaje.

Martynowski jednocześnie nie zamierza wycofywać się ze swoich słów sprzed tygodnia. Jak przekonuje, nie ma dla niego znaczenia, kto jest sekretarzem generalnym, a nie zgadza się jedynie z koincydencją zdarzeń - Sobolewski został sekretarzem generalnym dokładnie w tym samym dniu, kiedy przyjęto uchwałę o walce z nepotyzmem. Zdaniem senatora te dwa fakty się wykluczają.

- Chodziło mi o to, że nie możemy ogłaszać walki z nepotyzmem, a pan Sobolewski, który jest sekretarzem generalnym, nie załatwił do tej pory tej sprawy. Stąd mój gniew, krzyk rozpaczy, bo się z tym nie zgadzałem. Uważam, że jeśli tej sprawy się nie załatwi, to dalsza walka z nepotyzmem jest bez sensu, bo wszyscy będą podawać ten przykład jako niezałatwiony. Wierzę prezesowi, że się z tym upora, a potem sprawa będzie wyglądać zupełnie inaczej - podkreśla.

Wypowiedź Martynowskiego jest dość zaskakująca, bo wcześniej Sobolewski informował, że jego żona nie zasiada już w trzech radach nadzorczych spółek skarbu państwa.

- Nie ma dla mnie znaczenia, jak ta sprawa zostanie wyjaśniona. Czy prezes pozbędzie się sekretarza generalnego, czy żona sekretarza nie będzie już dyrektorem w Orlenie - mnie jest wszystko jedno. Grunt, by jedna lub druga wersja była wcielona w życie - podtrzymuje Martynowski.

Udało nam się nieoficjalnie potwierdzić te informacje - pani Sylwia Sobolewska, żona posła Sobolewskiego, pozostaje jednym z dyrektorów w Orlenie. Sam Orlen zasłania się w tej sprawie przepisami RODO.

"Zgodnie z przyjętymi standardami, dodatkowo uregulowaniami w zakresie przepisów wynikających z rozporządzenia RODO, spółka nie udziela szczegółowych informacji na temat spraw kadrowych" - czytamy w przesłanej nam odpowiedzi.

Tymczasem Martynowski przekonuje, że nie kieruje nim personalna niechęć do Krzysztofa Sobolewskiego.

- Nie chodzi mi o to, czy sekretarzem generalnym jest pan Sobolewski czy Iksiński. Absolutnie nie mam do nikogo pretensji. Prezes na pewno sugerował się tym (powierzając mu funkcję sekretarza generalnego - red.), że poseł Sobolewski jest człowiekiem bardzo pracowitym - dodaje Martynowski.

- Wyczytałem ostatnio przykład pana Karola Tchórzewskiego, który trzy dni po uchwale przyjął radę nadzorczą. Całe szczęście, że przyszła refleksja i zrezygnował. Myślę, że takich przykładów będzie dużo więcej - podkreśla senator, który tym samym odnosi się do publikacji Interii sprzed dwóch dni. Ustaliliśmy, że Karol Tchórzewski, syn byłego ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, przyjął propozycję zasiadania w jednej z rad nadzorczych spółki skarbu państwa. Chwilę po opisaniu tej sprawy przez Interię zrezygnował ze stanowiska.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje