Reklama

Reklama

Wizytacja speckomisji na granicy. "To nie kryzys migracyjny, ale terroryzm"

- Na granicy polsko-białoruskiej nie mamy do czynienia z kryzysem migracyjnym, ale terroryzmem państwowym. Mówią o tym wszyscy – mówi Interii Marek Biernacki (PSL-Koalicja Polska) z sejmowej komisji ds. służb specjalnych, która we wtorek przebywała tam z formalną wizytacją. - Białoruś uczestniczy dziś w przestępczej procedurze, która musi spotkać się z ostrą i zdecydowaną reakcją cywilizowanego świata - wtóruje mu inny członek komisji Jarosław Krajewski z PiS.

Członkowie sejmowej komisji ds. służb specjalnych już jakiś czas temu wystąpili z wnioskiem o formalną wizytację strefy objętej stanem wyjątkowym. Chcieli na własne oczy przekonać się, na czym polega problem na polsko-białoruskiej granicy. Wizytacja doszło do skutku, choć ostatecznie członkowie komisji... nie znaleźli się w strefie. Zamiast tego pojawili się w Podlaskim Oddziale Straży Granicznej i w siedzibie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Posłom towarzyszyli przedstawiciele służb. Po godzinach rozmów, przeglądania dokumentów i sprawdzeniu, jak wygląda sytuacja, wniosek jest jeden.

Reklama

- Mamy do czynienia z terroryzmem państwowym, a w żadnym wypadku nie jest to kryzys migracyjny. Mówią o tym wszyscy. Kryzys polityczny rozładowuje się metodami politycznymi, a nie metodami przepychania. Jeżeli nie będziemy przez UE stosować nacisków na Rosję i Białoruś, to nic z tego nie będzie. Myślę o zwiększeniu sankcji. Druga sprawa to readmisja, czyli odsyłanie tych ludzi bezpośrednio do Iraku czy Syrii - przekonuje w rozmowie z Interią Marek Biernacki, były minister i koordynator służb specjalnych.

Podobnego zdania jest Jarosław Krajewski z Prawa i Sprawiedliwości. - Zaangażowanie państwa białoruskiego w organizację nielegalnego przerzutu migrantów oznacza, że Białoruś uczestniczy dziś w przestępczej procedurze, która musi spotkać się z ostrą i zdecydowaną reakcją cywilizowanego świata. Muszą to być działania nie tylko takich państw jak Polska, Litwa i Łotwa, ale potrzebna jest solidarna reakcja ze strony UE. To nowa sytuacja, ponieważ organizacją przemytu nie zajmują się tak jak wcześniej pospolite grupy przestępcze, ale główną rolę odgrywają teraz struktury reżimu Łukaszenki - mówi Interii członek komisji ds. służb specjalnych.

Nie we wszystkim politycy są jednak zgodni. Krajewski przekonuje, że metody stosowane na granicy przez polską stronę zasługują na "pozytywną ocenę". Biernacki uważa natomiast, że takie działania mogłyby być skuteczne, ale nie w tej konkretnej sytuacji.

- Metody, które od początku przyjął rząd, są metodami nieskutecznymi, bo to nie jest ruch migracyjny. Zadziałałoby to, gdybyśmy mieli do czynienia z wielką wędrówką ludów, która jeszcze niedawno szła w milionach. Kiedy państwo uczestniczy w tym przemycie, jest jego stroną, mamy do czynienia z terroryzmem państwowym. Same służby o tym mówią i tak należy do tej sytuacji podchodzić - podkreśla poseł PSL-Koalicji Polskiej.

Pozostaje więc pytanie, czy uszczelnienie granicy rozwiąże problem i zniechęci kolejnych migrantów do prób przekraczania polskiej granicy. A jeśli tak się stanie, to czy w konsekwencji zniechęci to samego Łukaszenkę do realizowania takiej strategii przy naszej granicy.

- Bariera się przyda, ale to mechanizm wtórny. Nie jest to działanie, które rozwiąże cały problem - nie ma złudzeń Biernacki.

Krajewski: - Dzisiaj Polska udowadnia, że jest silnym i suwerennym państwem, które jest w stanie zabezpieczyć granicę polsko-białoruską, a reżim Łukaszenki zostaje z ogromnym problemem wewnętrznym. Problemem w postaci tysięcy migrantów, którzy nie asymilują się z obywatelami Białorusi i mogą stanowić zagrożenie dla porządku publicznego na tym terytorium. Obserwujemy, że sprowadzanie tysięcy migrantów do Mińska już wywołuje takie negatywne skutki, które obniżają poczucie bezpieczeństwa Białorusinów.

- Nie przetrzyma się Białorusi - odpiera Biernacki. - Oni z jednej strony zrobili z tego biznes, a z drugiej dzięki temu Łukaszenka utrzymuje się przy władzy. Liczenie na to, że nastroje na Białorusi będą się psuły, bo będzie coraz więcej cudzoziemców, też nie będzie miało w przyszłości racji bytu. Białorusini zaczynają stymulować napływ tych ludzi. Wiedzą, jakie mają moce przepustowe. Dziennie mamy przecież kilkaset prób przekroczenia granicy - przypomina.

Obaj politycy przekonują, że równie ważne co działanie na granicy jest zainteresowanie problemem innych. Ich zdaniem kluczową rolę mogą i powinni odegrać Niemcy.

- Część ludzi przechodzi i daje sygnały innym, że da się dotrzeć do Niemiec. Niemcy też zaczynają ten problem dostrzegać, a to ważne, bo jeśli się zaangażują, to mechanizmy readmisji mogą zadziałać - nie ma wątpliwości Biernacki.

Zachęca też do mocniejszego postawienia tej sprawy na arenie międzynarodowej. W jego opinii istotny jest nie tylko aspekt readmisji, ale też zwiększenia sankcji. Wcześniej mówił też o tym Krajewski, który dziś przekonuje, że władze są aktywne na tym polu.

- Wiem, że MSZ i polski rząd podejmują takie działania na poziomie europejskim. To bardzo dobry kierunek, bo cała UE powinna podejść solidarnie do tego problemu. Musi być wola ze strony innych państw UE do zwiększenia sankcji wobec reżimu Łukaszenki. Wszelkie łamanie prawa międzynarodowego musi spotkać się ze stanowczą reakcjąUE. Niemcy też muszą zdawać sobie sprawę, że to próba destabilizacji ich sceny politycznej. Decyzje muszą zapaść jak najszybciej - ponagla Krajewski.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje