Reklama

Reklama

Wehikuł czasu Jarosława Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński zapowiedział, że już w przyszłym tygodniu będzie w trasie po Polsce. Ale zamiast do partyjnego autokaru najchętniej wsiadłby do wehikułu czasu, który przeniósłby go do 2015 roku. Sęk w tym, że w PiS dominują zupełnie inne nastroje niż wtedy.

Nie było zapowiedzi waloryzacji 500 plus, zabrakło zapewnienia, że 14. emerytura zostanie na stałe, nie było też żadnej innej oferty stricte związanej z kampanią wyborczą. W zamian za to była 90-minutowa opowieść i zapowiedź mobilizacji, która ma przygotować partię do trudnej kampanii wyborczej.

Ta oczywiście jeszcze się nie zaczęła, ale Kaczyński już wysyła w Polskę swoje "legiony". Wysyła je jednak rozbrojone. Zamiast konkretnych propozycji zachęca do przekazywania opowieści, którą sam napisał. A to opowieść o przeszłości. Nic więcej. Opowieść o nadziejach sprzed siedmiu lat na inną Polskę - lepszą, bardziej sprawiedliwą, solidarną i silną. Kaczyński starał się udowodnić, że tak właśnie stało się dzięki rządom jego partii. Sęk w tym, że w PiS dominują zupełnie inne nastroje, inna energia i inne oczekiwania niż w 2015 roku, który wciąż jest dla Kaczyńskiego punktem odniesienia.

Reklama

Lider PiS długo i dokładnie przytaczał liczby i wskaźniki, które, rzecz jasna, były zdecydowanie lepsze niż w momencie schyłku władzy PO-PSL. Tyle tylko, że już raz partia Kaczyńskiego tym się chwaliła. Dokładnie tych samych słów lider PiS używał w 2019 roku, po pierwszej kadencji obecnego obozu rządzącego. Tym razem, w Markach pod Warszawą, nowych celów Kaczyński nie wyznaczył, nie padła żadna konkretna propozycja.

Opowieść Kaczyńskiego o przeszłości

Opowieść prezesa PiS buduje sielankowy obraz Polski, która dzięki rządom partii z Nowogrodzkiej wyszła z zapaści. Politycy PiS słuchali tej opowieści jak zaczarowani uczniowie. Również żarliwie bijący brawo Przemysław Czarnek, który od września wprowadzi do szkół nowy przedmiot - historia i teraźniejszość. Korepetycji z tego przedmiotu mógłby udzielać właśnie Kaczyński.

Problem w tym, że w przyszłym roku do szkół wejdzie jeszcze inny przedmiot - biznes i zarządzanie. A tu o dobrego nauczyciela w szeregach PiS trudno. Na pewno nie mógłby nim być Kaczyński, który zapewniał, że z inflacją sobie poradzimy, ale żadnych konkretnych rozwiązań nie zdradził. Życzył natomiast sobie i rodakom, by Polski nie dotknęła perspektywa Turcji, która boryka się z inflacją rzędu 70 proc.

Inflacja, czyli "diabeł, który nie śpi"

Inflacja to jedna z trzech plag, zdaniem Kaczyńskiego, które nawiedziły Polskę w ostatnim czasie. Dwie inne to pandemia i wojna na Ukrainie. W obu tych przypadkach, zdaniem prezesa PiS, państwo zadziałało i działa prawidłowo. I mimo to Kaczyński uznał, że "diabeł nie śpi", kiedy zaczynał mówić o inflacji.

Były też niewypowiedziane "diabły", które stają się dla Kaczyńskiego prawdziwym powodem do obaw. To "przeciwnicy" odmieniani w jego 90-minutowym wystąpieniu przez wszystkie przypadki. Kilka razy odwoływał się do słynnych już ośmiu lat rządów PO-PSL. Pojawiły się też cytaty z niewymienianego z nazwiska Donalda Tuska ("Czy powiedzieliśmy, że nie mamy guzików do naciskania za niskimi cenami? Czy powiedzieliśmy, że nigdzie nie ma zakopanych pieniędzy? Nie"), którego Kaczyński chciał zbyć żartem i śmiechem, ale wyraźnie uważa go za najtrudniejszego z licznych przeciwników. Namawiał też choćby premiera Mateusza Morawieckiego do przebiegnięcia maratonu w 4,5 godziny (to kolejne nawiązanie do Tuska).

Prezes PiS nie wypierał rzeczywistości - nie mówił, że problemu z inflacją, wysokimi ratami kredytów, wysokimi cenami energii czy drożyzną nie ma, ale jednocześnie nie przedstawiał wyraźnych recept. Politycy PiS mogli czuć się zawiedzeni z jednego powodu - bo to sam lider partii przyzwyczaił ich do rozwiązywania problemów. Teraz nie usłyszeli niczego nowego, poza mglistą zapowiedzią, że najbardziej potrzebujący będą mogli skorzystać z niższych cen węgla na zimę.

Kierunek: mobilizacja

Kaczyński poruszał się w obszarze, który jest dla niego komfortowy. Długo i skrupulatnie wymieniał zasługi rządów PiS (programy socjalne jak 500 plus, Maluch Plus, 13. i 14. emerytura, szybki internet w szkołach, domy seniora, podwyżki płac, reformy dotyczące służb mundurowych), przyznając się w zasadzie do jednej porażki - polityki mieszkaniowej.

Problem w tym, że opowieść o sukcesach i dokonaniach jest potrzebna, gdy jest fizycznie odczuwalna. Jeśli tu i teraz pojawia się problem, np. ze spłacaniem rat czy wysokimi cenami, przeszłość ma mniejsze znaczenie. W Markach było to widać jak na dłoni. W tej części wypowiedzi Kaczyńskiego miny polityków PiS nie wskazywały, że są zachwyceni.

Uśmiechem i żartem lider partii starał się doceniać kolejnych polityków PiS. Chwalił Morawieckiego, Beatę Szydło, wspomniał o Piotrze Glińskim. Na koniec ogłosił mobilizację.

- Mamy dobry rząd. Musimy uczynić wszystko, by ten rząd mógł kontynuować swoją misję. To zależy także od nas, bo są fakty i są opowieści - mówił Kaczyński.

- Słyszymy w mediach opowieść o klęsce, że wszystko źle. Kto ma to opowiedzieć, jeśli nie my, jeśli nie partia? Dlatego ogłaszam mobilizację Prawa i Sprawiedliwości i całej Zjednoczonej Prawicy. To objazd kraju - stara, wypróbowana metoda - zapowiedział.

Dodał, że już w niedzielę w objazd po Polsce wyruszy Morawiecki, a on sam rozpocznie spotkania z ludźmi w przyszłym tygodniu.

Łukasz Szpyrka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy