Reklama

Reklama

Viktor Orban znów na językach w Brukseli

Zdaniem Viktora Orbana nowa węgierska ustawa chroni dzieci i rodziców, a według części europejskich liderów jest wymierzona w środowiska homoseksualne. Premier Węgier znów jest na językach w Brukseli, a niektórzy wyrażają głośną dezaprobatę wobec jego działań. - Jestem bojownikiem o wolność - odpowiada na krytykę Orban.

W przyjętej tydzień temu przez parlament Węgier ustawie zapisano m.in. że szkolne zajęcia podejmujące kwestie seksualności nie mogą propagować zmiany płci ani homoseksualizmu, a także że państwo chroni prawo dziecka do zachowania tożsamości odpowiadającej jego płci w chwili urodzenia. Ustawa przewiduje ponadto stworzenie ewidencji osób, które dopuściły się pedofilii, i zaostrza kary przewidziane w kodeksie karnym za niektóre przestępstwa związane z pornografią dziecięcą nawet do 20 lat pozbawienia wolności.

Przyjęcie tej ustawy od tygodnia budzi duże emocje w Europie i to nie tylko tej politycznej, ale też piłkarskiej. W ramach sprzeciwu wobec nowego węgierskiego prawa Niemcy chciały podświetlić stadion w Monachium w tęczowych barwach przy okazji meczu Euro 2020 z Węgrami. UEFA nie wyraziła na to zgody, ale Niemcy i tak pośrednio postawiły na swoim. Kapitan reprezentacji Manuel Neuer założył "tęczową" opaskę kapitańską. W odpowiedzi węgierskie władze tuż po meczu - oficjalnie w dowód uznania za waleczną postawę piłkarzy - podświetlały budynki w swoim kraju węgierskimi barwami narodowymi.

Reklama

W Europie Zachodniej węgierska ustawa przyjmowana jest jednoznacznie - jako atak na środowisko LGBT. List sprzeciwu podpisało 17 państw Unii Europejskiej. Wśród nich zabrakło Polski.

Orban do dziennikarzy: Bronię praw homoseksualistów

Sam Orban miał się pojawić na meczu w Monachium, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i przyleciał dziś do Brukseli prosto z Budapesztu. Od rana był głównym bohaterem szczytu Rady Europejskiej. Na pytania dziennikarzy reagował bardzo energicznie:

- Jestem bojownikiem o wolność. W czasach komunistycznego reżimu homoseksualizm był karany. A ja walczyłem o ich (tj. homoseksualistów) wolność i ich prawa. Bronię praw homoseksualistów. Ale w tej ustawie nie o to chodzi. Chodzi w niej o dzieci i o rodziców - zaznaczył szef węgierskiego rządu.

Orban sprawę listu zaniepokojonych przywódców europejskich bagatelizuje. Utrzymuje, że nie cofnie się pod naporem krytyki, bo takie jest węgierskie prawo i UE musi je akceptować. Dodaje, że ustawa w żaden sposób nie jest wymierzona w środowiska m.in. homoseksualne, ale ma bronić węgierskich rodzin. 

- Nie chodzi o homoseksualistów, chodzi o dzieci i rodziców. Dobrze najpierw przeczytać, a dopiero potem reagować. To właściwa kolejność. W ustawie chodzi o to, by decyzja w sprawie edukacji seksualnej dzieci należała wyłącznie do rodziców - tłumaczył Orban.

Liderzy unijni krytyczni: To niedopuszczalne

Niektórzy liderzy europejskich państw głośno domagali się wycofania tej ustawy. Premier Holandii Mark Rutte przekonywał, że jeżeli ustawa nie zostanie wycofana, "dla Węgier nie ma miejsca w Unii Europejskiej".

Emocjonalnie do tego tematu podszedł za to premier Luksemburga Xavier Bettel, który jest jawnym homoseksualistą, a od 2015 roku jest w związku małżeńskim ze swoim partnerem. - Najtrudniejsze dla mnie było zaakceptowanie siebie jako geja, zaakceptowanie tej sytuacji i powiedzenie o tym rodzicom (...) Nie do przyjęcia jest to, że słyszę, że to może przez to, że mogłem coś oglądać w telewizji, gdy byłem młodszy - mówił Xavier Bettel w rozmowie z dziennikarzami.

- Łączenie pedofilii, pornografii i homoseksualizmu jest niedopuszczalne - odniósł się wprost do węgierskiej ustawy.

Krytycznie o pomyśle Orbana wypowiadał się też m.in. Emmanuel Macron, który podkreślał, że "nie mieści się ona w linii naszych wartości".

Z Brukseli Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje