Reklama

Reklama

Tomasz Cimoszewicz: Schetyna gra w jedną grę. Chce wrócić do sterów PO

- Borys Budka generalnie, dla świętego spokoju wewnątrzpartyjnego, podda szefostwo klubu. Ale jako szef partii jest absolutnie niezagrożony - mówi Interii Tomasz Cimoszewicz, do niedawna poseł PO, który po głosowaniu w Sejmie nad ustawą o podwyżkach dla polityków, odszedł z partii. Mówi też, w co gra Grzegorz Schetyna, kto byłby dobrym kandydatem na szefa klubu i obawia się, że bez znaczących zmian wewnętrznych w następnej kadencji PO może mieć... 50 mandatów.

Łukasz Szpyrka, Interia: Kilka dni temu ogłosił pan odejście z Platformy Obywatelskiej. Nie zmienił pan zdania?

Reklama

- Nie, nie zmieniłem zdania, tak jak i PO nie zmieniła się od czasów przejęcia kierownictwa przez Borysa Budkę. Dodatkowo widzimy, że przepychanki między nim a Grzegorzem Schetyną wciąż trwają.

W co gra Grzegorz Schetyna?

- Tylko w jedną grę. Chce wrócić do sterów Platformy. Jednocześnie nie zdaje sobie sprawy, że był tragicznym szefem tej partii. Wprowadził autorytaryzm, zero demokracji. Z pewnością nie byłby dobrym szefem żadnej partii, bo wprowadza ten sam system, który od lat Kaczyński kultywuje w PiS. Z jego punktu widzenia gra jest prosta.

Jak silny jest dziś Schetyna?

- Zachował sobie wpływy ważnych ludzi, ale to nieliczna grupa. Są wśród nich m.in. Sławomir Neumann, Robert Tyszkiewicz czy Mariusz Witczak. Moim potężnym zarzutem po tylu miesiącach rządzenia Budki partią jest zaniechanie naprawy systemu na poziomie centralnym, ale też lokalnym. Na Podlasiu Tyszkiewicz jest dramatycznie złym szefem. Wszystkich działaczy traktuje przedmiotowo. To więc karykatura jakiegokolwiek systemu demokratycznego wewnątrz partii. Partia, która chce uczyć innych demokracji, powinna zacząć od siebie.

Może Schetyna liczy, że szefem klubu znów zostanie Neumann?

- Klub w poprzedniej kadencji prowadzony był dramatycznie. Nie było żadnej dyskusji. Jeśli już jakaś była, to była w pełni kontrolowana przez władze. Doświadczyłem tego osobiście, bo gdy zadawałem zbyt dużo pytań, to po 40 minutach Neumann zamykał posiedzenie, bo widział, że mam kolejne pytania. To absolutna farsa. Trudno być w partii, w której kultywuje się zasady jak w PiS. Zaczęliśmy działać w podobny sposób.

Kto może mieć ochotę na objęcie tej funkcji?

- Pewnie ktoś z dużej grupy, która zagłosowała "za" ustawą o podwyżkach dla polityków. Ci ludzie stracili bardzo w moich oczach. To nie jest moment na takie decyzje. Nie przeczę, że podwyżki nie są potrzebne, ale trzeba mieć minimum wyczucia. Zawsze byłem zwolennikiem dyskusji z obywatelami, a nie przepychania ustawy cichcem, tak jak mówił o tym marszałek Ryszard Terlecki - bo są wakacje i może nikt nie zauważy. To nie są metody demokratyczne.

Rezygnacja Budki z kierowania klubem to tylko pierwszy krok do utraty władzy?

- Budka generalnie, dla świętego spokoju wewnątrzpartyjnego, podda szefostwo klubu. Ale jako szef partii jest absolutnie niezagrożony. I dobrze, bo już jako były działacz PO nie życzę tej partii rozpadu, ale głębokich zmian.

Budka jest w stanie odbudować PO?

- Na razie pojawił się gigantyczny znak zapytania, bo naprawdę nie widzę żadnej zmiany w porównaniu do Schetyny. Jeżeli coś się szybko nie zacznie zmieniać, to będzie źle. Najpierw sami posłowie muszą zacząć być traktowani podmiotowo. Bo teraz absolutnie są traktowani przedmiotowo.

Na przykład?

- Rozdzielanie obowiązków w klubie i partii powinno mieć ręce i nogi. Jest wielu bardzo ciężko pracujących posłów, którzy są absolutnie marginalizowani przez partię. "Lanserzy" wychodzą przed telewizyjne kamery i próbują coś mądrego powiedzieć, ale pomysły przynoszą i mądre rzeczy mają do powiedzenia ci mniej znani, tzw. "szaraki". Górę bierze medialność, a nie ciężka i merytoryczna praca. To zniechęca tym bardziej, że wewnętrzny awans, po ciężkiej pracy, jest blokowany przez samą partię. Z jednej strony rozumiem frustrację tych "szaraków", a z drugiej jeśli jest ona tak duża, to nie muszą oni po raz kolejny startować.

Partia jest źle zarządzana wewnętrznie?

- Zarządzanie musi zmienić się o 180 stopni, bo inaczej ta partia nie będzie miała na co liczyć. Jeżeli kogoś z PO w przyszłych wyborach satysfakcjonuje 15-20 procent głosów, to przy takich notowaniach PiS z pewnością zdecyduje się na zmianę ordynacji. Wówczas w następnym parlamencie PO będzie miała np. 50 mandatów, więc nic nie będzie mogła zdziałać.

Szefem klubu mogłaby zostać Małgorzata Kidawa-Błońska?

- To złożona sprawa ze względu na sytuację związaną z wyborami prezydenckimi. Nie sądzę. Bardziej upatrywałbym w tej roli kogoś z mojego pokolenia, czyli 40-latków.

Może to być kobieta? Joanna Mucha lub Izabela Leszczyna?

- Nie wykluczam, byłby to bardzo ciekawy wybór. Wśród moich wewnętrznych typów jest pięciu mężczyzn i trzy kobiety. Te dwie, które pan wymienił, są w tym gronie, a gdybym był w tej chwili posłem, to z pewnością poparłbym jedną z nich. Obie są bardzo merytoryczne. Jedną z najciężej pracujących jest też Joanna Frydrych i byłaby też bardzo ciekawą opcją, również w kontekście szefostwa klubu. Doskonale by się sprawdziła, tym bardziej, że warto postawić na głębszą zmianę, odświeżenie wizerunku.

Kluczowe decyzje w PO zapadną 7-8 września. Co może się wydarzyć w tym czasie?

- Na pewno będzie nerwowo. Będą miały miejsce przepychanki personalne i burza mózgów, jak wyjść z tego klinczu. Jedyną konsekwencją tej całej sytuacji będzie zmiana na stanowisku szefa klubu. Moja drobna rada dla Budki jest taka - trzeba wprowadzić komisarza do takich regionów, jak region podlaski, w celu wymiany nieskutecznego szefostwa.

Łukasz Szpyrka

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje