Reklama

Reklama

Tajemnicza przesyłka w Milanówku. Burmistrz Piotr Remiszewski: Myślałem, że rozerwie mi płuca

Burmistrz Milanówka Piotr Remiszewski otrzymał we wtorek tajemniczą przesyłkę. - Kilka sekund po pierwszym kontakcie zaczęły szczypać mnie oczy, miałem duszności, piekło mnie gardło. Myślałem, że rozerwie mi płuca – opowiada Interii. Materiał zabezpieczyli strażacy, a teraz zajmie się nim laboratorium kryminalistyczne w Warszawie.

We wtorkowe popołudnie do Urzędu Miasta Milanówek dostarczono przesyłkę zaadresowaną na nazwisko burmistrza Piotra Remiszewskiego. Był to plik różnych dokumentów. Jak opowiada Interii burmistrz miasta, pomiędzy nimi musiała znajdować się jakaś substancja, która błyskawicznie spowodowała złe samopoczucie włodarza miasta. Remiszewski zwraca uwagę na "specyficzny zapach, z jakim się jeszcze nigdy nie spotkał".

- Otrzymałem z zewnątrz plik dokumentów. W trakcie ich przeglądania zacząłem bardzo źle się czuć. Kilka sekund po pierwszym kontakcie zaczęły szczypać mnie oczy, miałem duszności, piekło mnie gardło. Myślałem, że rozerwie mi płuca. Na ciele pojawiły się dreszcze. To był taki stan przedomdleniowy - opowiada Interii Remiszewski.

Reklama

Na miejscu pojawili się strażacy, którzy zabezpieczyli materiał. Sprawdzili go pod względem pirotechnicznym i radioaktywnym. Następnie dokumenty zostały przewiezione do laboratorium kryminalistyki w Warszawie, gdzie mają zostać poddane szczegółowym badaniom w różnych kierunkach.

Nadawcy się podpisali

Dziś burmistrz miasta mówi, że czuje się lepiej. - Jestem pod stałym nadzorem lekarskim. Miałem zrobione testy toksykologiczne, mam nadzieję, że wyjdą w porządku - przyznaje Remiszewski.

Policja będzie badać, co dokładnie znajdowało się w przesyłce. Co ciekawe, nie musi ustalać, kto był jej nadawcą, bo... nadawcy sami się podpisali.

- Pod przesyłką podpisali się opozycyjni mieszkańcy, ale nie chciałbym niczego spekulować, bo jest prowadzone dochodzenie, a być może za chwilę zostanie wszczęte śledztwo - mówi Remiszewski.

Burmistrz Milanówka opowiada Interii, jak trudne relacje panują w mieście. Jego zdaniem jest tam grupa ludzi, którzy wciąż nie pogodzili się z jego wygraną sprzed dwóch lat i chwytają się różnych sposobów, by zniechęcić go do pracy. Ten jednak przekonuje, że ma w sobie wiele zapału, choć, jak mówi, "Milanówek jest chyba jedyną gminą w Polsce, gdzie kampania wyborcza trwa do dziś".

- Mogę domniemywać, że grupa ludzi w mieście nie jest zadowolona z mojej nominacji, bo przez to straciła kontakt z łatwym pieniądzem. To grupa, która robi wszystko, bym przestał być burmistrzem - przekonuje Remiszewski.

- Rozumiem, że mógłbym być piętnowany za to, że nie dbam o miasto. Jest jednak zupełnie odwrotnie, bo Milanówek przeżywa złoty okres, a dzięki naszym działaniom pozyskujemy rekordowe środki na rozwój miasta. Mogę tylko skonstatować, że przykro patrzeć na ludzi, którzy są przesiąknięci nienawiścią, agresją, są w stanie przekroczyć wszelkie granice - ubolewa włodarz Milanówka.

Jednocześnie Remiszewski nie wskazuje, kto jest odpowiedzialny za wtorkowe wydarzenie i czy rzeczywiście ktoś chciał zaatakować jego zdrowie. Nie nazywa też całej tej sytuacji zamachem czy próbą otrucia. Podkreśla, że na takie pytania będą mogły odpowiedzieć odpowiednie służby, gdy zbadają całą sytuację i przede wszystkim materiał, który znajdował się w przesyłce.

- Sytuacja jest mega ciężka, ale liczę na to, że ludzi dobrej woli jest więcej. Mam nadzieję, że masa krytyczna się przełamie, a cała ta nasycona jadem i nienawiścią narracja skierowana we mnie, za chwilę się zakończy - podkreśla.

Łukasz Szpyrka, Współpraca: Jakub Szczepański

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje