Reklama

Reklama

Szczepionkowy chaos. Michał Dworczyk nie poda się do dymisji

Opozycja chce politycznej głowy ministra Michała Dworczyka, ale ten przekonuje, że do dymisji się nie poda. Wszystko przez poranny szczepionkowy chaos, kiedy nieoczekiwanie rezerwować terminy na kwietniowe szczepienia mogli ludzie z przedziału wiekowego 40-59. Dworczyk tłumaczy, że doszło do dwóch błędów - systemu i w komunikacji.

Reklama

- To ja jestem pełnomocnikiem rządu ds. szczepień i to ja ponoszę odpowiedzialność za to, co się wydarzyło - powiedział na konferencji prasowej minister zdrowia Michał Dworczyk. Jak jednak dodał, nie zamierza podawać się do dymisji, a swoją dalszą przyszłość na tym stanowisku wiąże z decyzjami premiera.

Reklama

Premier z kolei dziś w Budapeszcie spotyka się z Viktorem Orbanem i Matteo Salvinim, by negocjować nowy format europejskiej prawicy. Rano, na wspólnej konferencji prasowej z Jarosławem Gowinem, nie odpowiadał na pytania w kwestii szczepień.

Co się jednak wydarzyło? Zacznijmy od początku.

Niespodziewanie, z samego rana, gruchnęła wieść, że w systemie do rejestracji szczepień pojawiły się miejsca dla zdecydowanie młodszych obywateli niż ci, którzy do tej pory zostali objęci programem. Mowa o ludziach z przedziału wiekowego 40-59, którzy niespodziewanie mogli się zarejestrować.

- Wszystko działało elegancko. Za pomocą sms umówiłem termin szczepienia. Nie pasował mi, więc skontaktowałem się z infoliną NFZ dotyczącą szczepień i zmieniłem termin, miejsce oraz rodzaj szczepionki. Na Stadionie Narodowym miałem stawić się 13 kwietnia. Do tej pory nie dostałem informacji, że szczepienie się nie odbędzie. Z mediów wiem, że jest jakieś zamieszanie, a termin może być zmieniony - mówił nam w okolicach południa 42-letni Paweł, który skorzystał z zaskakującej możliwości.

Takich jak Paweł było ok. 130 tys. Zadowoleni, że niespodziewanie mogli zapisać się na szczepienie. I co ciekawe, w bardzo dogodnym dla nich terminie. Niektórzy zapisali się nawet na czwartek czy piątek. Inni na początek kwietnia, choć w tym przypadku dużo zależało od lokalizacji.

Dwa potknięca

W sieci zawrzało, bo komunikacyjnie cały proces nie został przygotowany. Nikt z grupy wiekowej 40-59 nie wiedział, że będzie mógł się dziś zapisać. Niektórzy myśleli, że to jedynie primaaprilisowy żart.

Tak też kończy się ta historia, bo po kilku godzinach oblężenia systemu rezerwacji, zapisy zostały wstrzymane. Pacjenci z grupy 40+ zostaną teraz poinformowani o nowych terminach, bo te, które sobie wybrali, okazały się nieaktualne. Zostaną zaszczepieni prawdopodobnie w drugiej połowie maja. Nic natomiast nie zmienia się dla ludzi z przedziału wiekowego 50-59.

Dworczyk podkreślał, że doszło do dwóch potknięć. Pierwsze to błąd systemu, wskutek którego 40-latkowie byli zapisywani na kwiecień, a nie, jak to było założone, na maj. Natomiast drugie potknięcie było związane z komunikacją, "która wczoraj powinna być bardziej efektywna".

- Za te dwa potknięcia przepraszamy - przekazał szef KPRM.

Tymczasem o nowych rozwiązaniach, które zostały wdrożone w nocy ze środy na czwartek, nie wiedział nawet minister zdrowia Adam Niedzielski. Jak tłumaczył Dworczyk, minister nie uczestniczył we wczorajszym posiedzeniu szczepionkowego sztabu, więc nie mógł wiedzieć o nowych ustaleniach. Dworczyk argumentował też, że nocna decyzja była podyktowana dużą liczbą wolnych miejsc, bo pacjenci z grupy wiekowej 60+ niechętnie zgłaszają się na szczepienia. Problem w tym, że w zasadzie nikt nie został poinformowany o podjętej decyzji dotyczącej uruchomienia rejestracji dla osób z przedziału 40-59 (to grupa ok. 8 mln osób, z czego blisko 700 tys. zarejestrowało się wcześniej w systemie, dzięki czemu mogli dziś skorzystać z niespodziewanego prezentu - red.). Nie wspomniano o takiej ewentualności na poniedziałkowej konferencji prasowej, nie zwołano żadnej też w środę, choć do tej pory było to regułą.

Opozycja tymczasem przekonuje, że poranne wydarzenia to kompromitacja rządu i pełnomocnika ds. szczepień Michała Dworczyka. Posłowie Lewicy, Koalicji Obywatelskiej i Polski 2050 Szymona Hołowni żądają jego dymisji.

- Nie ma innego wyjścia dla premiera Morawieckiego, jak odwołanie ministra Dworczyka. Niestety, panie ministrze, pan się skompromitował. Próbujecie udawać, że to usterka czy awaria. Nie, powinniście wszyscy podać się do dymisji. To jedyne wyjście z tej sytuacji - apelował na konferencji prasowej Borys Budka.

Rzecznik prasowy rządu Piotr Muller powiedział z kolei "Rzeczpospolitej", że Dworczyk wciąż cieszy się zaufaniem premiera Morawieckiego.

Dzisiejsze kłopoty rządu zbiegły się w czasie z dwiema rocznicami. Dokładnie rok temu uruchomiono pierwszą tarczę antykryzysową, która pozwoliła wielu przedsiębiorstwom przetrwać w pandemii. Pięć lat temu wystartował z kolei sztandarowy program Prawa i Sprawiedliwości 500 plus.

Łukasz Szpyrka

Rozlicz pit online już teraz lub pobierz darmowy program

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy