Reklama

Reklama

Przemysław Czarnek: Powrót Donalda Tuska to samo dobro

- Donald Tusk nie jest w stanie zaproponować nic nowego poza następnymi kłamstwami. Mam też nadzieję, że odstawienie na boczny tor Rafała Trzaskowskiego, z jego rewolucyjnymi poglądami i pomysłami w zakresie obyczajowym, to dobra informacja. Dlatego powrót Tuska to samo dobro - uważa minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. W rozmowie z Interią tłumaczy, czym są "cnoty niewieście" i dlaczego Volkswagen będzie tracił sympatyków. Dziękuje też wojewodom za sowite nagrody dla kuratorów i zapowiada wysokie dopłaty dla uczniów do wycieczek edukacyjnych.

Łukasz Szpyrka, Interia: Co to są cnoty niewieście?

- Proszę zapytać autora tej wypowiedzi, czyli prof. Pawła Skrzydlewskiego. Cnota jest to pewna sprawność moralna, nakierowania ludzkiego działania na dobro. Taka jest definicja cnoty w języku filozoficznym. Pan Paweł Skrzydlewski jest filozofem i takiego języka używa. Co ja zrobię, że ludzie już takiego języka nie znają, a nawet niektóre przedstawicielki lewactwa jak panie Kinga Rusin czy Joanna Scheuring-Wielgus wykazują skrajny brak edukacji w tym zakresie. Jeśli tego nie rozumieją, to trudno.

Reklama

Co z drugim członem tego zwrotu?

- "Niewieście", czyli kobiece. Są cnoty niewieście i męskie. Kobieta ma swoje funkcje, sprawności, role w życiu społecznym. Mężczyzna ma też swoje role. One są w wielu przypadkach wymienne, ale są też takie, których nie zastąpimy. Mężczyzna w roli matki kiepsko będzie wyglądał, podobnie jak kobieta w roli ojca. To są pewne sprawności społeczne, które mamy jako mężczyzna i kobieta. W języku filozoficznym to się nazywa cnota, jako przeciwieństwo wady. Wolę więc cnoty niż wady. A to, że niektórym paniom cnota kojarzy się wyłącznie z dziewictwem, to ich sprawa. To absolutne nieuctwo.

Co miał pan na myśli mówiąc w Polskim Radiu: "genderowcami nie jesteśmy"?

- Jeżeli mielibyśmy wychowywać kobiety do ról męskich, a mężczyzn do ról kobiecych, wtedy bylibyśmy klasycznymi genderowcami, czyli tymi, którzy głoszą, że płci nie ma dwóch, ale jest ich więcej - chyba dwieście pięćdziesiąt ileś już naliczyli - i że można je sobie wybierać. Nie, jesteśmy ludźmi związanymi bardzo mocno z naturą człowieka, prawem naturalnym. Znamy dwie płcie: jest mężczyzna i jest kobieta. Mężczyzna ma swoje role społeczne, a kobieta swoje. Są bardzo często wymienne, ale nie zamienimy się np. rolą związaną z rodzeniem potomstwa. Przecież kobieta rodzi dziecko, kobieta je karmi. Nie mężczyzna.

Ugruntowanie tych ról, o których pan mówi, było pana celem przy formułowaniu kierunków realizacji polityki oświatowej państwa?

- Nie, moim zamierzeniem jest to, by zwrócić uwagę na autentyczne problemy. Dlatego stawiamy rzeczywiście na wychowanie do życia w rodzinie - przedmiot, który od 20 lat świetnie funkcjonuje, ale trzeba go wzmacniać i edukować nauczycieli. Bo muszę powtórzyć: w kierunkach polityki oświatowej państwa chodzi o kierunki szkolenia nauczycieli, a nie zmiany np. podstawy programowej. To są jedynie kwestie, na które będziemy stawiać w ośrodkach doskonalenia nauczycieli, czyli tam, gdzie nauczyciele chodzą na kursy czy szkolenia. Chcielibyśmy, by byli bardziej uwrażliwieni na wychowanie do życia w rodzinie, bo rodzina przeżywa kryzys, co jest zupełnie oczywiste. Obserwujemy potężny atak na rodzinę, dochodzi do deformacji rodziny, więc to wychowanie jest potrzebne jak nigdy wcześniej. A cóż złego jest w wychowaniu do wrażliwości na dobro i prawdę?

To drugi kierunek, który państwo proponujecie. Na czym ma to polegać w praktyce?

- Chodzi również o to, by używać języka prawdziwego w debacie publicznej, również pedagogicznej. Nie formułować swoich tez na podstawie własnych przesłanek, ale prawdziwych. Dziś w debacie publicznej widzimy przede wszystkim fałszywe informacje kompletnie oderwane od rzeczywistości. Prawda i dobro są obiektywnymi kategoriami, do których trzeba powrócić. Nie widzę w tym nic kontrowersyjnego.

Czym jest kanon edukacji klasycznej?

- To kanon edukacji historycznej czy patriotycznej. Będziemy np. zachęcać do wycieczek edukacyjnych, które będą miały nasze poważne dofinansowanie. Wcześniej tego nie było. W sierpniu ogłosimy szczegóły.

Państwo będzie dopłacać do wycieczek uczniów?

- Tak, i to na dużą skalę. Chcemy, żeby było więcej wycieczek związanych z kulturą polską, w tym kulturą ludową, do miejsc związanych z miejscami pamięci narodowej, z naszymi przodkami, z polską nauką i techniką. Wycieczki np. do Centrum Nauki Kopernik będą finansowane z budżetu państwa w ramach specjalnego programu ministra.

Jeśli ktoś zorganizuje wycieczkę śladami Adama Mickiewicza po całej Europie, to również otrzyma dofinansowanie?

- Dofinansowanie będzie stałe. Można jechać nawet do USA śladami Kościuszki, ale dofinansowanie będzie takie, jakby była to wycieczka do Centrum Nauki Kopernik. Szczegóły w sierpniu.

Jest pan fanem piłki nożnej?

- Kiedyś byłem większym, ale oglądam piłkę nożną. Finał Euro oczywiście widziałem, choć był słabszy od meczów ćwierćfinałowych.

W finale piłkę na środek boisk przywiózł mały, tęczowy samochodzik Volkswagena. Jak się panu podoba taka innowacja?

- Nie podobało mi się to. Volkswagen, przez taką tępą indoktrynację, ideologizację, traci wielu sympatyków. To jest kompletnie niepotrzebne.

Podobnych akcentów było podczas tych mistrzostw więcej. Stadion w Monachium miał być podświetlony w tęczowe barwy, a w geście protestu do Niemiec nie przyjechał Viktor Orban.

- Wcześniej nie zgodziła się na to UEFA, która zakazała podświetlenia tego obiektu twierdząc wprost, że to ideologizowanie niepotrzebne w świecie piłki nożnej. Zgadzam się ze stanowiskiem UEFA.

Do finału Euro odniósł się też prof. Mirosław Szumiło z UMCS i ekspert MEiN, który w mediach społecznościowych napisał, że "Anglików zgubiła poprawność polityczna. Do serii rzutów karnych wystawili aż trzech czarnoskórych graczy, z których żaden nie strzelił".

- W tej sprawie całkowicie zgadzam się z rektorem UMCS.

Prof. Szumiło zostanie ukarany przez resort edukacji i nauki?

- Nie wiem dlaczego, bo to jego prywatna wypowiedź. Czytałem komentarz UMCS do tej zupełnie niepotrzebnej wypowiedzi, której nie można utożsamiać ani z UMCS, ani ministerstwem. Zgadzam się z nią w pełni.

Jak idzie wdrażanie zmian w Karcie Nauczyciela?

- Bardzo powoli, tak jak się spodziewaliśmy. Jest jakaś wielka bojaźliwość, zwłaszcza związków zawodowych, przed dyskusją. Tematów do rozmowy jest dużo, ale w zasadzie już na samym początku związki odeszły od stołu. Na wrzesień zaproponujemy kolejną turę rozmów, tym razem w formie posiedzenia plenarnego. Będziemy apelować do związków, żeby weszły w dialog. Jeśli nie chcą z nami rozmawiać na temat sytuacji prawnej i polepszenia statusu materialnego nauczycieli, to jest jakieś dziwne zachowanie. Rozumiem jednak tę ich nerwowość - gorąco jest.

W jakim obszarze najtrudniej znaleźć wspólny język?

- Najtrudniejsze jest zachęcenie związków zawodowych w ogóle do dyskusji. Związki nie chcą zmian systemowych, które są nam potrzebne. Widzimy, że nasza demografia się zmienia i będzie się zmieniać na niekorzyść również w najbliższych latach. To będzie miało wpływ na status zawodowy nauczyciela. Jak nie będzie godzin dla nauczyciela, to ich nie będzie, bo nie będzie dzieci, których ten nauczyciel miałby uczyć. To problemy, które występują w różnych miejscach w Polsce. Chcemy w 100 proc. zdebiurokratyzować pracę nauczyciela, by miał więcej czasu dla ucznia. To wszystko chcemy zmieniać, ale wymaga to rzetelnej dyskusji, ale niektóre związki wolą, by zostało tak jak jest.

Niektóre? Chyba wszystkie, bo ostatnio również Solidarność strajkowała przed siedzibą MEiN.

- Solidarność ma inny postulat, który rozumiem - domaga się realizacji ostatniego punktu porozumienia zawartego dwa lata temu z minister Anną Zalewską, czyli uzależnienia wynagrodzenia nauczyciela od średniej krajowej, a nie od podstawowego wynagrodzenia. Tu jesteśmy otwarci na dyskusję. Na zmiany systemowe zamknięte są inne związki zawodowe, ale nie Solidarność. Wszystkie jednak zachęcam do dialogu, bo jesteśmy w stanie wypracować znakomite rozwiązania dla nauczycieli i uczniów.

Pojawił się pomysł, by tylko zaszczepieni nauczyciele wrócili do szkoły 1 września?

- Nie ma takiego pomysłu w MEiN, ani innym resorcie. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że zdecydowana większość nauczycieli jest zaszczepiona, więc nie mamy z tym wielkiego problemu.

Możliwe jest za to rozwiązanie, że zaszczepieni uczniowie nie wchodziliby do limitu 50 proc. obecnych w szkołach.

- Gdyby doszło do sytuacji, że mamy czwartą falę nie słabszą od trzeciej, przepełnione szpitale i potężną liczbę zakażeń, to wtedy rzeczywiście musielibyśmy reagować. Nie chciałbym wracać do systemu zdalnego, ale jakiś rodzaj systemu hybrydowego byłby potrzebny. I w tej sytuacji można pomyśleć o tym rozwiązaniu. To jeden z wielu wariantów, które rozważamy, ale na dziś najbardziej realny przewiduje powrót do szkół 1 września.

Francja wprowadza szereg zakazów dla ludzi niezaszczepionych - nie będzie można skorzystać z pociągu, samolotu, restauracji. To dobra droga?

- Jestem zadowolony z systemu dobrowolności. To, co proponuje prezydent Emmanuel Macron to w zasadzie przejście w system szczepień obowiązkowych. Trudno nazywać to jakimkolwiek wyborem.

W ciągu kilku godzin na szczepienia zapisało się milion osób. Może to jest lepsza zachęta do szczepień, bo ten problem występuje wszędzie, również w Polsce.

- Jestem zwolennikiem szczepień - cała moja rodzina jest zaszczepiona. Zachęcam do tego. Z tego też powodu przygotowujemy różne warianty. Jeśli rodzice decydują się zaszczepić dziecko, to dlaczego miałoby ono później siedzieć w domu przy niekorzystnej sytuacji pandemicznej? Dlatego wydaje mi się to dobre rozwiązanie. Jest to oczywiście rozwiązanie związane z pewnym uprzywilejowaniem zaszczepionych dzieci, ale nie tak radykalne, jak zdecydował prezydent Macron. To jednak moja laicka wypowiedź, bo nie jestem znawcą tej tematyki.

Posłanka Kinga Gajewska zapytała kuratorów oświaty o nagrody przyznane za pracę w 2020 roku. Na razie opublikowała kilka odpowiedzi, z których wynika, że nagrody wynoszą regularnie po 15 tys. zł. To nowy standard w kuratoriach?

- Nie słyszałem o jakichś kompletnych nowościach w kuratoriach, ale wiem, że potrzeba tam więcej pieniędzy, tak jak w szkołach. Dochodzi do sytuacji, że wizytatorzy zarabiają mniej niż nauczyciele, którzy są wizytowani. To nie są sytuacje zdrowe, dlatego tych środków potrzeba więcej. 

Skąd te nagrody? Bo wydaje się, że przy zamkniętych szkołach pracy w kuratoriach było mniej.

- To mylne wrażenie. Mieli ogrom pracy, bo nadzorowali przebieg nauczania zdalnego, spotykali się z dyrektorami, rodzicami, instruowali, reagowali na nagłe sytuacje, wspierali w działaniach sanepid. Rzeczywistość co chwilę się zmieniała, więc mniejszej pracy nie widzę, a co więcej była ona bardziej wymagająca niż w poprzednich latach. Nie wiem, dlaczego mieliby być traktowani gorzej niż w latach poprzednich. 

Są właśnie traktowani lepiej, bo porównując nagrody z lat 2015-2016, kiedy dostawali po 3,5 tys. zł, zmiana jest znacząca.

- Sześć lat minęło, to trochę czasu. Kwestia nagród dla kuratorów należy do wojewodów. Mogę jedynie podziękować wojewodom za docenienie pracy kuratorów w tym trudnym czasie.

Zamierza pan mocniej dofinansować kuratoria?

- Chciałbym, żeby kuratoria były mocniej dofinansowane, ale te kwestie nie są w kompetencjach ministra edukacji i nauki. Szczególnie powinno się zwiększyć wynagrodzenia wizytatorów, które są jednymi z niższych w budżetówce.

Tylko skąd pan weźmie na to wszystko pieniądze? Chce pan dofinansować kuratoria, dopłacać do wycieczek edukacyjnych, badać dzieciom wzrok.

- Mam to w budżecie Ministerstwa Edukacji i Nauki. Na wycieczki mam przeznaczone już teraz 10 mln zł, a myślę o zdecydowanym zwiększeniu tej kwoty. Wszystkie pieniądze pochodzą z przychodów do budżetu państwa. Są one o 200 mld zł większe niż w 2015 roku, do którego odwołuje się poseł Gajewska. Proszę zapytać ludzi z Platformy Obywatelskiej, a w szczególności Donalda Tuska, dlaczego mimo tak samo wytężonej pracy Polaków do budżetu spływało 200 mld zł mniej. Gdzie te pieniądze się podziały?

Dobrze, że wywołał pan temat Tuska, bo gdy wracał na polską scenę polityczną 3 lipca wspominał o panu. Mówił, że słowa "Czarnek" i "edukacja" się wykluczają.

- Miałbym problem, gdyby mnie chwalił. Pan Tusk znany jest z krytyki niemającej nic wspólnego z merytoryką. To takie narzekanie emeryta politycznego. Jeśli mnie nie chwali, to chyba wszystko idzie dobrze.

Ucieszył pana jego powrót?

- Z mojej perspektywy, i Prawa i Sprawiedliwości, to wyłącznie dobra informacja. To jeden z najbardziej skompromitowanych polskich polityków. Człowiek, pod którego rządami było blisko 200 mld zł wpływów do budżetu mniej. To polityk, za którego czasów bezpieczeństwo państwa leżało całkowicie, bo mieliśmy do czynienia z potężnymi katastrofami. Najpierw Casy z dowódcami lotniczymi, a później katastrofy smoleńskiej, za którą w pełni odpowiada rząd Donalda Tuska. To polityk, który jest skompromitowany działalnością swoich najbliższych współpracowników, takich jak Sławomir Nowak. Z punktu widzenia PiS lepszej informacji niż powrót Tuska nie mogliśmy sobie wyobrazić.

Wasi politycy przez ostatnie lata powtarzali, że PO chce przeprowadzić w Polsce rewolucję obyczajową, a miałby im przewodzić liberalny Rafał Trzaskowski. To może lepiej, że to jednak Tusk objął władzę w PO, bo to stara, dobra, polityczna szkoła oparta na polaryzacji?

- W moim przekonaniu Tusk nie jest w stanie zaproponować nic nowego poza następnymi kłamstwami. Mam też nadzieję, że odstawienie na boczny tor Rafała Trzaskowskiego, z jego rewolucyjnymi poglądami i pomysłami w zakresie obyczajowym, to dobra informacja. Dlatego powrót Tuska to samo dobro.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Czarnek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama