Reklama

Reklama

Prezes RARS: Inflacja i drożyzna to gigantyczny problem

- Zapasy gazu przekraczają 30 dni, a w przypadku paliw płynnych to około 90 dni (...) To wystarczająco, by w sytuacji kryzysowej podjąć w odpowiednim czasie odpowiednie działania - mówi Interii prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michał Kuczmierowski. - Zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie, a dostęp do surowca maleje. Można się spodziewać, że prawdziwy kryzys przed nami - przekonuje. Kuczmierowski dodaje, że inflacja i drożyzna to "gigantyczny problem", a najbardziej widać to w rosnących kosztach transportu i oczekiwaniach płacowych.

Łukasz Szpyrka, InteriaCzy w waszych magazynach po szczepionkach pozostał już tylko kurz?

Michał Kuczmierowski: Jeszcze mamy szczepionki, które docierały do nas w ostatnich miesiącach zgodnie z wcześniejszymi zamówieniami. Od wielu miesięcy nie potwierdzamy już jednak dostaw, więc nowe nie przychodzą. W tej chwili realizujemy wysyłki nie przekraczające 100 tys. dawek tygodniowo. Temat szczepionek jest już dla nas jednym z tych, które realizujemy w trybie "business as usual". Zainteresowanie faktycznie jest zdecydowanie mniejsze. Koncentrujemy się na tym, by te szczepionki się nie marnowały, więc chcemy je odsprzedać krajom, które ich potrzebują.

Reklama

Są jeszcze takie?

- Zainteresowanie jest umiarkowane. Sprzedaliśmy ponad 14 mln dawek innym krajom, głównie azjatyckim i afrykańskim. Koncerny farmaceutyczne, od których kupowaliśmy szczepionki, niestety nie pomagają. Składamy ofertę danemu krajowi, czekamy na zielone światło od koncernu farmaceutycznego, a w tym czasie ten sam koncern składa tam kontrofertę. Kolejny kłopot to fakt, że w umowie mamy zapis o możliwości odsprzedania szczepionek wyłącznie w formacie "G2G", czyli między rządami. Zgłaszają się do nas pośrednicy, ale mamy związane ręce. Mimo to sprzedaliśmy duże partie szczepionek i staramy się minimalizować straty.

Chcieliście też zrezygnować z zakontraktowanych dostaw Pfizera. Premier Mateusz Morawiecki rozmawiał w tej sprawie z Ursulą von der Leyen. Coś się w tej sprawie zmieniło?

- Kwestia kontraktów jest po stronie Ministerstwa Zdrowia. Natomiast jako Agencja odpowiedzialna za dystrybucję szczepionek nie potwierdzamy zamówień, więc w ostatnim czasie nie mamy nowych dostaw.

Zmieńmy temat. W styczniu mówił pan, że niebawem pod opiekę RARS zostanie włączona kwestia zapasu gazu. Na jakim jest to etapie?

- Pierwszy krok już został wykonany, bo w marcu przeprowadziliśmy proces odkupienia zapasów obowiązkowych gazu od podmiotów, które nim obracają w Polsce. Zostaliśmy więc właścicielem gazu za ok. 6 mld zł. To ponad 900 mln metrów sześciennych. W tej chwili świadczymy usługę biletową na rzecz podmiotów, które mają obowiązek utrzymywania tych zapasów. Pracujemy wspólnie z Ministerstwem Klimatu i Środowiska nad nowelizacją ustawy o gazie. Tak, by zbudować system podobny do paliw płynnych, gdzie część zapasów obowiązkowych utrzymywana jest przez podmiot, który nim obraca, a część przez Skarb Państwa. Ten system gwarantuje dużą stabilność i bezpieczeństwo. W przypadku gazu jest to o tyle ważne, że zużycie gwałtownie rośnie i koncerny musiałyby blokować duże środki w rezerwach, co z kolei zmniejszałoby zdolność do inwestycji. Priorytetem jest to, by ten system gwarantował bezpieczeństwo energetyczne Polsce i Polakom.

Co z węglem?

- Rozważamy objęcie go podobnym systemem. Chcemy, aby cały system zapasów obowiązkowych, interwencyjnych, dotyczył szeroko rozumianych surowców energetycznych - to paliwa, gaz, węgiel, a w przyszłości wodór. Węgiel kupujemy w trybie rezerw strategicznych na wniosek ministra klimatu. Mamy w tej chwili decyzję o otworzeniu tych rezerw, ale na razie nie jest to rozwiązanie systemowe, tylko doraźne. Chcemy to zmienić, a jest to szczególnie istotne teraz, bo nie będzie węgla rosyjskiego.  

Jakie Polska ma zapasy surowców?

- Zapasy gazu przekraczają 30 dni, a w przypadku paliw płynnych to ok. 90 dni. Do niedawna było to 96 dni, ale ostatnio ta wielkość spadła, bo wzrosło zużycie paliw. W perspektywie będziemy nadrabiać te różnice.

Naiwne, ale ważne pytanie: to dużo czy mało?

- Wystarczająco, by w sytuacji kryzysowej podjąć w odpowiednim czasie odpowiednie działania. To istota rezerw, bo nigdy nie będziemy w stanie przygotować się na pełne zabezpieczenie potrzeb na dłuższy czas. Byłoby to przeciwskuteczne, bo albo wiązałoby bardzo duże zasoby pieniężne, albo wystawiałoby na inne ryzyka. Trzeba pamiętać, że duża część rezerw w normalny sposób się starzeje, więc trzeba nimi rotować. Zasada jest taka, że trzymamy ich tyle, by w odpowiednim czasie szybko uruchomić dostawy z nowych kierunków. Nasze zapasy są na tyle duże, byśmy mogli dziś czuć się bezpieczni. 

Już jesteśmy w sytuacji kryzysowej czy dopiero się do niej przygotowujemy?

- Definicja sytuacji kryzysowej jest trudna do uchwycenia. Dzisiejszy świat jest na tyle skomplikowany, że ta granica również jest bardzo płynna. Po wydarzeniach na granicy z Białorusią, a przede wszystkim na Ukrainie i sankcjach na Rosję, sytuacja jest na pewno o wiele bardziej kryzysowa niż jakiś czas temu. To się wiąże również z faktem, że polska energetyka podlega dużej transformacji, więc można się spodziewać, że będą występowały sytuacje problematyczne. Zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie, a dostęp do surowca maleje. Można się spodziewać, że prawdziwy kryzys przed nami. Dzisiaj trzeba się do niego przygotowywać.

Fundusz Rezerw, o którym mówił pan w rozmowie z "DGP", już powstał?

- Trwają prace, przygotowujemy legislację, ale na razie to pomysł na etapie uzgodnień. To byłby fundusz niewygasający, jak środki budżetowe. Moglibyśmy bardzo elastycznie podchodzić do tematu zakupu rezerw. Doświadczenie ostatnich dwóch lat, kiedy mieliśmy permanentną sytuację kryzysową, uświadomiło nam, że kluczowa jest elastyczność działania i szybkość podejmowania decyzji. A jednocześnie, co oczywiste, dostępność środków finansowych. Ten fundusz miałby więc duże znaczenie w kontekście bezpieczeństwa państwa.

Na jakim poziomie finansowym miałby znajdować się ten fundusz?

- Przygotowujemy co pięć lat Rządowy Program Rezerw Strategicznych. W tej chwili ten program jest w uzgodnieniach rządowych. Dynamika wydatków w tym programie się zmienia, więc i fundusz musiałby się zmieniać. Mógłby być jednak na podstawowym poziomie kilkuset milionów-miliarda złotych, ale z możliwością elastycznej zmiany.

Gdzie w agencji chodzicie na zakupy?

- W związku z sytuacją międzynarodową wszystko drożeje, a przede wszystkim transport, co dla nas jest szczególnie problematyczne. Staramy się optymalizować zakupy, by uzyskiwać dobrą jakość i cenę. Naszym priorytetem jest wydawanie pieniędzy u polskich przedsiębiorców. Przy COVID-19 było to bardzo widoczne na początku, bo w Polsce nie były produkowane w dużych liczbach maseczki, kombinezony i inne sprzęty. Po kilku miesiącach pandemii właściwie 100 proc. zakupów realizowaliśmy już u polskich producentów. To było szczególnie ważne dla premiera Morawieckiego. Jeżeli robimy zapasy rezerw z wyprzedzeniem, to zakupy możemy rozłożyć na etapy, możemy negocjować z polskimi producentami cenę i terminy dostaw.

To wy ich szukacie czy oni zgłaszają się do was?

- I jedno, i drugie. W części postępowań organizujemy przetargi, a co ciekawe, nie zawsze są one efektywne finansowo dla Skarbu Państwa. Wiele podmiotów nie przedstawia tak dobrych ofert, jakie przedstawiają w normalnych negocjacjach. Agencja w części zakupów na szczęście korzysta z trybów uproszczonych. Zawsze jednak jest to przejrzyste. Mieliśmy wiele kontroli, które kończyły się dla nas bardzo pozytywnie. Szukamy dużych i sprawdzonych producentów, ale zgłaszają się do nas też inni.

Dają się wam we znaki inflacja i drożyzna?

- Niestety tak, inflacja i drożyzna to gigantyczny problem. Kłopotem są też rosnące koszty na rynku pracy, a właściwie rosnące oczekiwania płacowe. Agencja wygrywa dobrymi warunkami pracy, zróżnicowanym poziomem zadań i ciekawymi wyzwaniami, ale przegrywamy pod względem finansowym. Nie jesteśmy konkurencyjni, a to duży problem nie tylko dla nas, ale całego sektora publicznego. Mamy w zespole świetnych specjalistów, dobrze przygotowanych do zadań, które realizujemy, ale problem wynagrodzeń jest naprawdę poważny. Tymczasem kryzysy ostatnich lat pokazały jak ważne jest aby państwo posiadało sprawne i skuteczne instytucje.

Rozumiem, że w RARS są wakaty i macie kłopot ze znalezieniem pracowników.

- Zatrudniamy ok. 650 osób, a pewnie mamy kilkanaście-kilkadziesiąt wakatów. Problem jest jednak nieco inny. Odbieramy głosy dotyczące rosnących oczekiwań płacowych obecnych pracowników. Widzimy, że w czasie rekrutacji kandydaci odrzucają nasze oferty wyłącznie ze względu zaproponowanego przez nas wynagrodzenia. Odchodzą też nasi znakomici specjaliści, bo niestety wyciąga ich rynek. Agencja przez ostatnie dwa lata zbudowała taką markę, że nasi pracownicy są cenieni na rynku. Tymczasem budżet wynagrodzeń nie wzrósł wraz z nowymi zadaniami. To problem, z którym będziemy musieli się w najbliższym czasie zmierzyć.

Jakie koszty na działania związane z uchodźcami od początku wojny poniosła agencja?

- Angażujemy się w kilka obszarów. Polska stała się hubem dla pomocy z całego świata, która zmierza na Ukrainę. To pomoc humanitarna, związana głównie z lekami i żywnością. W Polsce jest to przepakowywane, najczęściej do pociągów i ciężarówek, które wyjeżdżają na Ukrainę. Minister Michał Dworczyk koordynuje działania pomocowe ze strony naszego rządu, którego wsparcie na arenie międzynarodowej jest największe. Średnio w tygodniu wysyłamy dwa pociągi z żywnością po 500 ton każdy. RARS koordynuje też dostawy paliwa z całej Europy do Ukrainy. Do tej pory nasze wsparcie przekroczyło 450 mln złotych.

Spodziewa się pan, że po zakończeniu wojny wsparcie nie będzie już tak potrzebne? Czy wręcz przeciwnie - proces odbudowy będzie dużo bardziej kosztochłonny?

- Być może po końcu wojny, czego Ukrainie życzymy jak najszybciej, pomoc będzie spadać wraz z powrotem gospodarki ukraińskiej do normalności. W tej chwili skala pomocy jednak rośnie. Plusem jest to, że w ostatnich tygodniach nasz rząd wspólnie ze stroną ukraińską zorganizował kilka forów międzynarodowych, nastawionych na pomoc Ukrainie. Udało się wiele krajów namówić, przekonać i pokazać im, jaka pomoc jest potrzebna. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach skala pomocy z wielu krajów rośnie. To ważne dla nas, by Polska nie była jedynym krajem, który wspiera Ukrainę. Udało się zbudować pewną koalicję, która ciągle się poszerza.

Zaangażowanie Niemiec i Francji jest odczuwalne? Wiemy, że z bronią jest kłopot, ale może lepiej idzie na polu humanitarnym?

- Niemcy pomagają w pewnym stopniu np. w obszarze paliw. To zauważalne i warto, by było kontynuowane. Mamy nadzieję, że takich inicjatyw zaangażowania po stronie niemieckiej i francuskiej będzie więcej.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy