Reklama

Reklama

Premier o trzeciej wojnie światowej. Biedroń: Odleciał totalnie. Cymański: To metafora

- Co się stanie, jeśli Komisja Europejska rozpocznie trzecią wojnę światową? - zastanawiał się w rozmowie z "Financial Times" premier Mateusz Morawiecki. Politycy opozycji nie mają wątpliwości, że słowa premiera to strzał w stopę. - Odleciał totalnie - mówi Interii Robert Biedroń. - Przegra i jeszcze straci twarz - uważa Władysław Teofil Bartoszewski. Premiera broni Tadeusz Cymański, który przekonuje, że słowa o trzeciej wojnie światowej "to taka metafora". Morawieckiego chwali za te słowa Arkadiusz Mularczyk. - Premier powiedział: "dosyć, a jeżeli chcecie z nami walczyć, to my też mamy odpowiednie instrumenty, żeby walczyć z wami" - mówi Interii poseł PiS.

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z dziennikiem "Financial Times" zarzucił Komisji Europejskiej, że stawia Polsce żądania, "przystawiając jej pistolet do głowy". Szef polskiego rządu powiedział, że jakikolwiek ruch w kierunku redukcji "funduszy spójności" spotka się z mocnym odwetem. - Co się stanie, jeśli Komisja Europejska rozpocznie trzecią wojnę światową? Jeśli do tego dojdzie, będziemy bronić naszych praw wszelką bronią, która jest w naszej dyspozycji - odparł szef polskiego rządu zapytany, czy Polska mogłaby zawetować kluczowe unijne decyzje, takie jak pakiet klimatyczny.

Reklama

Zapytaliśmy kilku polityków, co sądzą na temat wypowiedzi Morawieckiego. Czy słów o "trzeciej wojnie światowej" premier użył celowo, czy też doszło do wpadki, która może tylko pogorszyć relacje Polski z Brukselą?

Cymański: To taka metafora

- Myślę, że to jest metafora. To taka figura - mówi Interii Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski. - Oczywiście wszystkim kojarzy się to z globalnym konfliktem, ale rozumiem, że takich słów używa się w rozmowie, nawet z teściową. Biorę więc na to poprawkę, bo przecież nikt nie posądza naszego premiera, że ten uważa, że może być trzecia wojna światowa. Chodzi tu o radykalizm Komisji Europejskiej. Premier ma ograniczane pole manewru przez Komisję Europejską, mimo że ta ciągle mówi o dialogu, a w praktyce tego dialogu brakuje - uważa Cymański.

- Nie uzurpuję sobie prawa do nadmiernej inteligencji, ale liczę na inteligencję u innych. Są oczywiście emocje, atmosfera jest napięta, ale nie mogą one brać góry - apeluje polityk Solidarnej Polski.

"Absurdalne i niewłaściwe"

Zupełnie inaczej słowa Morawieckiego odebrał Władysław Teofil Bartoszewski z PSL-Koalicji Polskiej, który wypowiedź premiera traktuje w kategoriach absurdu.

- Porównywanie obecnych stosunków między Polską a UE do sytuacji sprzed drugiej wojny światowej jest absolutnie absurdalne i niewłaściwe. Gdybyśmy przywrócili trójpodział władzy w Polsce, nie byłoby żadnego problemu. Dziś ten kłopot rząd sam sobie stworzył - uważa Bartoszewski.

- Rząd się chyba zorientował, że KE poważnie podchodzi do problemu. Dobrnęliśmy do ściany i widzę, że rząd postanowił iść na zwarcie, które się źle skończy. Myślałem, że premier postanowił pójść po rozum do głowy i po debacie w PE, gdzie został ewidentnie skrytykowany, udało mu się jednak porozumieć na poziomie Rady Europejskiej. Mógł wyjść z tego z twarzą, ale stało się inaczej. Jeśli będzie szedł na tak otwartą walkę z UE to przegra i jeszcze straci twarz. To zupełnie bezsensowne - nie kryje zdziwienia Bartoszewski.

Biedroń: Morawiecki odleciał

W słowach nie przebiera też Robert Biedroń, europoseł i współprzewodniczący Nowej Lewicy.

- Premier Mateusz Morawiecki odleciał totalnie w swoim propagandowym zacietrzewieniu. Niestety to zacietrzewienie jest niebezpieczne dla nas wszystkich. Słowa o trzeciej wojnie światowej to brak szacunku dla ludzi, którzy pamiętają jeszcze drugą wojnę światową i swoich bliskich, którzy stracili w niej życie. To także dramatyczny brak szacunku dla wieloletniego wysiłku, który wszyscy Europejczycy włożyli w zbudowanie wspólnoty ponad granicami, która pozwoliła nam unikać krwawych konfliktów - przekazał Interii Biedroń.

- Unia Europejska to także my, a próba wyprowadzenia nas z tej bezpiecznej wspólnoty, tylko dlatego że Unia dopomina się o przestrzeganie prawa przez obecnie sprawujących w Polsce władzę, jest działaniem skrajnie nieodpowiedzialnym. Premier działa wbrew woli gigantycznej większości Polek i Polaków, a ja będę dalej działał na rzecz tego, żeby wszyscy nasi unijni sojusznicy wiedzieli, że absurdalna retoryka premiera nie odzwierciedla poglądów większości ludzi w Polsce - zapewnia europoseł Nowej Lewicy.

Do wypowiedzi premiera odniósł się też Donald Tusk, który napisał na Twitterze, że "świat zdębiał po wywiadzie polskiego premiera, w którym zapowiada on III wojnę światową wywołaną konfliktem między Polską a Unia Europejską. W polityce głupota jest przyczyną większości poważnych nieszczęść".

Stanowisko premiera podoba się natomiast posłowi Arkadiuszowi Mularczykowi z Prawa i Sprawiedliwości.

- Próby poszukiwania dialogu czy konsensusu kończą się tym, że Komisja Europejska realizuje politykę dociskania rządu do ściany. Trzeba mieć świadomość, że jeśli Polska dalej będzie ustępowała, to będziemy na prostej drodze do tracenia dzień po dniu, tydzień po tygodniu, kolejnych elementów naszej suwerenności. Albo UE uświadomi sobie, że Polska jest suwerennym krajem, albo będziemy jako kraj w sposób adekwatny odpowiadać na te bardzo nieprzyjemne działania KE - podkreśla Mularczyk, który de facto powtarza słowa Morawieckiego z wywiadu.

- Premier pokazuje, że jesteśmy zdeterminowani w obronie naszych interesów narodowych. Próba szukania konsensusu kończy się tym, że Polskę się cały czas "grilluje". Premier powiedział: "dosyć, a jeżeli chcecie z nami walczyć, to my też mamy odpowiednie instrumenty, żeby walczyć z wami". To po prostu twarda odpowiedź na dotychczasową politykę Brukseli i Berlina, oczywiście suflowaną przez Tuska i opozycję - nie ma wątpliwości poseł PiS.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy