Reklama

Reklama

Poznań: Rozłam w Platformie po głosowaniu w sprawie skweru im. Kaczyńskich

Głosowanie w sprawie skweru im. Lecha i Marii Kaczyńskich w Poznaniu podzieliło tamtejszą PO. Głosy polityków tej formacji rozłożyły się niemal po równo. Czy to koniec poznańskiej Platformy? - PO jeszcze istnieje, ale pytanie, kto jest jej liderem, bo na pewno nie Rafał Grupiński - mówi nam Jadwiga Emilewicz, współautorka sukcesu Prawa i Sprawiedliwości, które przekonało do głosowania "za" grupę skupioną wokół prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Konflikt na linii Jaśkowiak-Grupiński wchodzi w nową fazę, którego zwieńczeniem będą jesienne wybory o władzę w regionie.

W poznańskiej Platformie źle było już od dawna i ta historia tak naprawdę zaczyna się przynajmniej rok temu, kiedy to prezydent miasta Jacek Jaśkowiak domagał się odejścia szefa wielkopolskich struktur PO Rafała Grupińskiego. Nie wprost, ale nazywał go "złogiem" i przekonywał, że jest zbyt zaawansowany wiekowo, by tchnąć nowego ducha w poznańską PO. Grupiński na stanowisku wytrwał, bo miał silne poparcie wśród terenowych działaczy.

Kilka tygodni temu PiS z kolei złożył projekt uchwały o nadanie imienia Marii i Lecha Kaczyńskich skwerowi w prestiżowej lokalizacji Poznania - w sąsiedztwie Cytadeli. Nie była to pierwsza taka próba, ale tym razem finał okazał się inny. Część radnych skupionych w klubie Koalicji Obywatelskiej, a jednocześnie stronników prezydenta Jaśkowiaka, zagłosowała ramię w ramię z Prawem i Sprawiedliwością. Za było 22 radnych, przeciw jedynie siedmiu, a uchwała została przyjęta.

Reklama

Kuluarowe rozmowy Emilewicz

Niemała w tym zasługa posłanki Jadwigi Emilewicz, bo jak się dowiadujemy, miała od miesięcy prowadzić kuluarowe negocjacje ze stronnikami prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Jej zabiegi, jak się dziś okazuje, okazały się skuteczne. Sama Emilewicz, zapytana przez nas wprost o tę sprawę przekonuje, że była to praca zespołowa.

- Wszyscy uczestniczyliśmy w tym procesie - klub radnych PiS, poseł Szymon Szynkowski vel Sęk czy ja. Rozmawialiśmy z radnymi klubu KO, prezydentem Jaśkowiakiem. Próby były podejmowane przez lata, a w końcu się udało - podkreśla była wicepremier.

Według Emilewicz ta decyzja może stać się preludium do podobnych zmian w innych miejscach. Liczy, że po Poznaniu otworzy się droga do nadania imienia ulicy Lecha Kaczyńskiego w Warszawie.

- Podwójnie się cieszę, że wydarzyło się to w Poznaniu, nie Warszawie. To może być zachęta dla pana prezydenta Rafała Trzaskowskiego, by podobny proces przeprowadzić w Warszawie, gdzie takie miejsce powinno być oczywiste - uważa Emilewicz.

Symboliczne głosowanie

Jest to o tyle ciekawe, że w ostatnim czasie prezydent Jacek Jaśkowiak i Rafał Trzaskowski zacieśnili więzy. Spotykają się regularnie - tylko w ubiegłym tygodniu w Szklarskiej Porębie i nad morzem - a Jaśkowiak ma się stać jednym z filarów ruchu Wspólna Polska, obok prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. W samej Platformie dochodzi do wewnętrznych przemian w skali ogólnokrajowej, a do tej pory utrwalona "etykieta" zdaje się mieć mniejsze znaczenie. Jaśkowiak może sobie pozwolić na konflikt ze "starą" Platformą, bo idzie nowe - nowe, którego on ma zostać jedną z twarzy. To głosowanie staje się też w pewien sposób symboliczne.

Jaśkowiak tym jednym prostym ukłonem w stronę PiS pokazuje, że jest otwarty na nowe środowiska i ruchy, które mają wychodzić poza plemienne spory, głównie utrwalone na linii PO-PiS. Jednocześnie posługuje się językiem, który w ostatnim czasie jest charakterystyczny dla Trzaskowskiego - językiem przyszłości, nienastawionym na konflikt.

Grupiński: Wszystko nie po kolei

Konflikt jednak jest, tyle że wewnętrzny. Głosowanie ramię w ramię z PiS to policzek wymierzony w Rafała Grupińskiego, z którym Jaśkowiak od dawna ma nie po drodze. Jeszcze w ubiegłym tygodniu Grupiński apelował, by nie popierać tej uchwały. Stronnicy Jaśkowiaka poszli jednak w zaparte i skwer im. Marii i Lecha Kaczyńskich stanie się faktem.

- To błąd. Mówiłem wyraźnie, że należy sprawdzić dobrą wolę PiS i najpierw głosować rondo Praw Kobiet czy rondo Bartoszewskiego, które są przecież planowane. Powinno się najpierw pomyśleć o prezydencie Poznania Wojciechu Szczęsnym Kaczmarku, a dopiero potem, jeśli w ogóle, honorować Kaczyńskich. Ja jestem i będę zawsze przeciwnikiem honorowania kogoś, kto przyczynił się do kryzysu demokracji w Polsce. Wszystko w tej sprawie działo się nie po kolei - przekonuje w rozmowie z Interią Grupiński.

- Domyślam się, że prezydent Jaśkowiak liczy na profity od pani Emilewicz, ale nie tak rozmawia się i decyduje o przestrzeni symbolicznej, którą PiS teraz nawet w Poznaniu zawłaszcza. Oddaliśmy im miejsce święte dla poznaniaków, przy pomniku Armii Poznań. W postawie prezydenta Jaśkowiaka widać wyraźnie brak politycznego wyczucia - dorzuca.

Napięcie na linii Grupiński-Jaśkowiak może jedynie rosnąć, bo ten pierwszy jest przekonany, że zbuntowani radni powinni ponieść konsekwencje. A jeśli nawet nie wszyscy, to przynajmniej przewodniczący Marek Sternalski.

- Przewodniczący klubu, który forsował inne stanowisko, niż większość członków PO i zarząd miejski PO, powinien się z tego wytłumaczyć. W jaki sposób? To zależy od naszych członków. Na pewno jest duże zdenerwowanie w poznańskiej PO po tym, co się wydarzyło. Niepokój budzi też sposób działania prezydenta Jaśkowiaka. Z pewnością będą konsekwencje - zapowiada Grupiński.

Poseł Platformy Obywatelskiej przekonuje, że wciąż ma mocną pozycję w wielkopolskich strukturach partii. Na jego korzyść ma działać stanowisko członków PO w sprawie nadania imienia Kaczyńskich skwerowi. - 80 proc. naszych członków głosowało przeciwko temu skwerowi. To decyzja fatalna, wbrew woli członków i stanowisku zarządu miejskiego Platformy - podtrzymuje.

Burza w szklance wody?

Kłopoty poznańskiej Platformy cieszą przede wszystkim jej największych rywali - Prawo i Sprawiedliwość. Kij w szprychy wkłada Emilewicz. - Platforma w Poznaniu jeszcze istnieje, ale pytanie, kto jest jej liderem, bo na pewno nie Rafał Grupiński - przekonuje.

Nowym liderem ma być oczywiście Jaśkowiak, którego woli podporządkowała się większość klubu radnych Koalicji Obywatelskiej. Smaczku całej sprawie dodaje fakt zbliżającej się całej sekwencji wyborów regionalnych w Platformie Obywatelskiej. Taki ruch Jaśkowiaka pokazuje wyraźnie, że ma on ochotę na całkowite pozbawienie władzy Grupińskiego. Wybory nowych władz, również w regionie wielkopolskim, mają się odbyć jesienią.

Są też tacy, którzy prezentują zdecydowanie bardziej wyważone stanowisko. To m.in. poseł Koalicji Obywatelskiej z Poznania Franciszek Sterczewski.

- Uważam, że ta sprawa to elementarny przykład burzy w szklance wody. W Poznaniu jest miejsce zarówno dla skweru Lecha i Marii Kaczyńskich, jak i ronda Praw Kobiet. Wierzę, że doczekamy obu takich miejsc - puentuje Sterczewski.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy