Reklama

Reklama

Policja mocniej zaangażuje się w protesty. Zapowiedź eskalacji czy zasłona dymna?

Minister Mariusz Kamiński zapowiedział "zdecydowane działania policji" w sprawie protestów, które z ulic przenoszą się do kościołów. To odpowiedź na słowa Jarosława Kaczyńskiego, który wezwał we wtorek do obrony świątyń. - Są pewne granice. Te granice, moim zdaniem, powoli zostają przekroczone – mówi nam wiceminister środowiska i klimatu Jacek Ozdoba. – Działania policji nie mogą prowokować. To nigdy nie jest dobre – przestrzega z kolei były wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki.

Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński w wydanym w środę oświadczeniu napisał, że "wobec zapowiadanych przez liderów i organizatorów protestów kolejnych prób podobnych aktów agresji i profanacji, podlegająca mi Policja będzie podejmowała zdecydowane działania". Dodał też, że "agresywne i wulgarne zachowanie uczestników demonstracji, dewastowanie kościołów, profanacje miejsc kultu religijnego oraz pomników i tablic, upamiętniających wybitne osoby lub ważne wydarzenia w przestrzeni publicznej, spotkają się ze zdecydowaną reakcją funkcjonariuszy Policji".

Reklama

Oświadczenie Kamińskiego jest potwierdzeniem wtorkowych słów Jarosława Kaczyńskiego. "Trzeba się temu przeciwstawić. To obowiązek państwa, ale też nasz, obywateli. Przede wszystkim musimy bronić polskich kościołów. Musimy ich bronić za każdą cenę. Wzywam wszystkich członków Prawa i Sprawiedliwości, i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła (...) Brońmy Polski, brońmy patriotyzmu i wykażmy tutaj zdecydowanie i odwagę. Tylko wtedy można tą wypowiedzianą, wprost wypowiedzianą przez naszych przeciwników wojnę, wygrać" - mówił Kaczyński.

"Mamy do czynienia z atakiem na krzyże"

Według naszych informacji w obozie Zjednoczonej Prawicy dominują w tym momencie dwie możliwe strategie na najbliższe dni. Mówiąc w dużym uproszczeniu - pierwsza to szybkie zdławienie protestów za pomocą zdecydowanych działań służb, a druga to gra na przeczekanie. Obie mają tyle samo przeciwników, co zwolenników. Obie też są obarczone ryzykiem politycznym.

- Demonstranci jeszcze trochę się powygłupiają, pomażą kilka razy pomniki Jana Pawła II, to ludzie sami się zniechęcą i protesty samoistnie ucichną - mówi nam jeden z polityków bliski Nowogrodzkiej.

To miałaby być strategia na przeczekanie. Część polityków PiS po prostu nie wierzy w siłę protestów i spodziewa się kompromitacji działań demonstrantów. A to miałoby najprościej wyciszyć nastroje społeczne. Mówił o tym również senator Jan Maria Jackowski w rozmowie z Interią.

Druga grupa, prawdopodobnie większa, domaga się bardziej zdecydowanych działań policji. I, co interesujące, nie chodzi tu głównie o kwestię związaną z liczbą demonstrujących, którzy w naturalny sposób mogą nieść ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa, ale o obronę świątyń.

- Nie może być zgody na taką agresję. Taka forma, jak ataki na Kościół czy przerywanie nabożeństwa to metody, które nie były stosowane nawet przez esbecję. Mamy do czynienia z atakiem na krzyże, pomniki np. Jana Pawła II. To absolutnie niedopuszczalne, bo prawo powinno być przestrzegane. Taka forma to brak tolerancji i niebezpieczne zjawisko - mówi nam wiceminister środowiska i klimatu Jacek Ozdoba.

- To potworne zdziczenie jakichkolwiek zachowań społecznych nieprzyjętych w kulturze chrześcijańskiej. (...) To niewyobrażalne, że w Polsce ludzie żyjący wśród nas dopuszczają się profanacji obiektów kultu religijnego. Powinni być z całą surowością ścigani - mówił nam też wcześniej Arkadiusz Mularczyk.

"Nie wolno prowokować tłumu"

Ozdoba: - Policja powinna reagować. W krajach zachodnich podobne przypadki spotkałyby się ze zdecydowaną reakcją. Proszę zwrócić uwagę jak reaguje np. francuska policja. W Polsce policja podchodzi do demonstrujących w sposób wyjątkowo wyważony. To wysoki standard pracy naszych funkcjonariuszy, ale trzeba pamiętać, że są pewne granice. Te granice, moim zdaniem, powoli zostają przekroczone.

Bartosz Kownacki, były wiceminister obrony narodowej, zwraca uwagę na pewne ryzyko, które wiąże się z zaangażowaniem policji na większą skalę. W jego opinii służby nie mogą przesadzić, bo efekt może być odwrotny do zamierzonego.

- Działania policji powinny być z jednej strony odważne, ale z drugiej nie powinny prowokować. Wszystkie nieprawidłowości można rejestrować i kierować wnioski do sądów, ale nie powinno się wprowadzać atmosfery napięcia. Prowokowanie samych demonstrantów będzie tylko powodować eskalowanie agresji - mówi Interii Kownacki.

- Nie wolno prowokować tłumu, czyli ludzi, którzy sami z siebie są agresywni. To do niczego dobrego nie doprowadzi. Państwo ma robić swoje. Policja i prokuratura muszą ścigać przestępców, ale powinny to robić na tyle rozważnie, by nie dać pretekstu do eskalacji napięcia. To nigdy nie jest dobre - przestrzega Kownacki.

"Policja powinna zapobiegać eskalacji nastrojów"

Zapytaliśmy również eksperta, jak w obecnej sytuacji powinny zachować się służby porządkowe. - Policja na pewno jest organem stojącym na straży prawa i bezpieczeństwa. Z pewnością policja będzie i powinna reagować w przypadku dewastowania kościołów, profanacji miejsc kultu religijnego, czy pomników. Nie zgadzam się z dewastacją czy fizycznymi atakami na Kościół - mówi Maciej Karczyński, były rzecznik prasowy stołecznej policji i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 

Podkreślił jednak, że "tego samego oczekuje od policji w przypadku ataków na kobiety czy demonstrantów". - Również nie zgadzam się z atakami na kobiety. Policja obecnie powinna poprzez swoją mądrą postawę zapobiegać eskalacji nastrojów, bo są one naprawdę niespotykane od wielu lat. Mam nadzieję, że ostatecznie wygra dialog i rozsądek - dodaje.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy