Reklama

Reklama

Piotr Uściński: Biorąc pod uwagę inflację, mamy realny spadek kosztów w budownictwie

- Wzrost cen nieruchomości jest stałym problemem, choć w tej chwili nie jest to adekwatne do wzrostu inflacji. Tempo wzrostu cen w zeszłym roku było spowodowane wielkim popytem. Popyt się zmniejszył, a ceny się stabilizują - mówi wiceminister rozwoju Piotr Uściński. - Jeśli weźmiemy pod uwagę inflację, to mamy realny spadek kosztów w budownictwie mieszkaniowym. Przekłada się to już na realne spadki cen w niektórych lokalizacjach - przekonuje polityk odpowiedzialny za budownictwo mieszkaniowe.

Łukasz Szpyrka: Jaka jest, generalnie, polityka mieszkaniowa Polski?

Piotr Uściński: - Opieramy się na Narodowym Programie Mieszkaniowym z 2016 roku, gdzie zawarte są określone cele, które realizujemy. Zależy nam na tym, by zwiększyła się dostępność mieszkań - w 2016 roku było to 367 mieszkań na 1000 mieszkańców, a średnia w UE wynosiła 435. Na początku roku przekroczyliśmy 400 mieszkań, więc zbliżamy się do średniej UE, a to nasz cel do 2030 roku. Drugim celem jest zwiększenie zasobu komunalnego, bo nasze programy wsparcia kierowane do samorządów powodują, że mieszkań przybywa, a kolejki się zmniejszają.

Reklama

Chciałoby się powiedzieć - skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? Jako państwo chcemy, by ludzie kupowali więcej mieszkań, czy po prostu, żeby mieli gdzie mieszkać, np. w tanich lokalach na wynajem?

- Nie jesteśmy od tego, by kreować postawy Polaków, ale by wychodzić naprzeciw ich potrzebom. Jeśli ktoś chce kupić mieszkanie, niech to zrobi. Jeśli kogoś na to nie stać, trzeba mu pomóc w wynajęciu mieszkania. Dla tych, którzy nie kwalifikują się na przydział mieszkania komunalnego, a nie stać ich na zakup swojego, są programy budownictwa społecznego - SIM i TBS.

Co dalej z programem Mieszkanie Plus, skoro nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński nazywa ten program porażką?

- Faktycznie, tych mieszkań powstało mniej niż oczekiwaliśmy, ale jest jeszcze budownictwo społeczne. W zeszłym roku mieliśmy rozpoczętych inwestycji na kilkanaście tysięcy mieszkań, a w tym roku mamy ponad 10 tys. mieszkań, które wspieramy. To oznacza, że mamy tu istotne przyspieszenie.

Wrócę jednak do Mieszkania Plus, bo prezes Kaczyński mówił, że mieliście problem, by przejąć grunty nawet od kolei.

- Być może, ale jestem w resorcie od roku. Nie skupiałem się na tym, aby analizować błędy przeszłości, bo idziemy naprzód.

Program Mieszkanie Plus będzie kontynuowany?

- Osiedla powstają, może na mniejszą skalę, ale program funkcjonuje. W przypadku SIM-ów i TBS-ów zainteresowanie gmin jest naprawdę spore, bo możliwe jest duże dofinansowanie. A będzie jeszcze większe przy udziale środków z KPO. W ostatnim roku powstało ok. 30 SIM-ów, a w każdym jest potencjał ok. tysiąca mieszkań. Mamy więc do wybudowania 30 tys. mieszkań tylko przez te SIM-y, które ostatnio powstały.

Kiedy do tego dojdzie?

- Pierwsze mieszkania, które mają powstać z dofinansowaniem KPO, będą realizowane w ramach SIM lub budynków komunalnych. Takie są warunki zapisane w KPO, by te mieszkania były przeznaczone dla osób o umiarkowanych dochodach. Pierwsze kroki milowe musimy osiągnąć w 2024 roku. To deadline, do którego musimy się wyrobić z pierwszymi mieszkaniami.

Jaka kwota z KPO przeznaczona jest na tego typu budownictwo?

- Łącznie to 775 mln euro, które są przewidziane na budowę mieszkań o podwyższonych standardach energetycznych i dla osób o umiarkowanych dochodach. Przy budownictwie komunalnym gminy mogą liczyć obecnie na 80 proc. bezzwrotnego dofinansowania, a w przypadku TBS 35 proc.. KPO dorzuci jeszcze 15 proc. do budownictwa komunalnego, a do TBS 25 proc.

Co się stanie, jeśli pieniądze z KPO nie trafią do Polski?

- Dlaczego te pieniądze miałyby do nas nie trafić? KPO to zbiór wielu projektów i nie wszystkie są ze sobą powiązane.

To optymistyczne założenie, biorąc pod uwagę sytuację związaną z KPO i czytając choćby wypowiedzi pana kolegów z partii. Ma pan plan B?

- I tak będziemy wdrażać nasz plan. Środki z KPO oczywiście mogą być tańsze niż pozyskanie ich z innych źródeł, ale przecież je także będziemy musieli kiedyś zwrócić.

Program mieszkanie bez wkładu własnego to kolejny niewypał?

- Przygotowywaliśmy ten program w zupełnie innej sytuacji globalnej i rynkowej. Odpowiadał on na potrzeby z tamtego okresu - ludzie mieli zdolność kredytową, a brakowało im wkładu własnego. Przygotowaliśmy program, który odpowiadał tym potrzebom. Sytuacja się zmieniła, ale nie ma powodu, by ten pomysł wygaszać. Planujemy zmiany, które wejdą w życie od 2023 r. Do programu dopuścimy również tych, którzy zgromadzili większe środki na wkład własny, zniesiemy przepis o minimalnej wysokości gwarancji, podniesiemy limit ceny nabywanego mieszkania na rynku pierwotnym lub wtórnym. Rozwiązania pozwalające większej liczbie osób zakwalifikować się do programu będą również wspierały proces stopniowego zwiększania udziału kredytów mieszkaniowych o stałej stopie procentowej. Zmiany w programie będące odpowiedzią na dzisiejszą sytuacje na rynku kredytów hipotecznych, uwolnią jego potencjał.

Dziś, przy nawarstwieniu się wielu kłopotów, jednym z kluczowych jest zdolność kredytowa. Przy wysokich cenach mieszkań za metr kwadratowy kupno lokalu po prostu graniczy z cudem.

- Będzie dla takich osób propozycja zapowiedziana przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Chodzi o tanie kredyty, z 2-proc. oprocentowaniem, dla młodych rodzin? Na jakim to jest etapie?

- Ten projekt będzie procedowany. Z grubsza mamy wszystko opracowane, ale pozostały szczegóły. To nie jest jeszcze ten moment, żeby cokolwiek przedstawiać, ale koncepcja jest.  

Kto to wymyślił?

- Pomysł był odpowiedzią na potrzeby Polaków. Ostatecznie zatwierdził go prezes Jarosław Kaczyński.

Eksperci rynku nieruchomości podnoszą, że efektem będzie kolejny wzrost cen nieruchomości.

- To nie będzie kredyt dostępny dla wszystkich, więc nie spowoduje to lawinowego wzrostu cen. Chcemy wesprzeć konkretnych ludzi - młode rodziny, które nie mają jeszcze własnego mieszkania. Wzrost cen nieruchomości jest natomiast stałym problemem, choć w tej chwili nie jest to adekwatne do wzrostu inflacji. Tempo wzrostu cen w zeszłym roku było spowodowane wielkim popytem. Popyt się zmniejszył, a ceny się stabilizują.

Na bardzo wysokim poziomie. I nie spadają.

- Jeśli weźmiemy pod uwagę inflację, to mamy realny spadek kosztów w budownictwie mieszkaniowym. Przekłada się to już na realne spadki cen w niektórych lokalizacjach.

Spotkał się pan ze zjawiskiem układu deweloperskiego?

- Zapewne zdarzają się takie sytuacje. Jeśli działania te są niezgodne z prawem, wtedy powinny reagować odpowiednie organy.

Państwo nie jest od tego, by takie "układy" przeskakiwać, likwidować?

- Deweloperzy działają na wolnym rynku. My zaś możemy tworzyć ramy prawne, w których mogą się oni poruszać. Tak jak wspomniałem, każda patologiczna sytuacja powinna się spotkać z konsekwencjami. Na to powinny reagować odpowiednie organy, my zaś w resorcie przygotowujemy kolejne już rozwiązania odpowiadające na potrzeby mieszkaniowe Polaków - od uproszczeń w budowie domu, do programu "Rodzinny kredyt mieszkaniowy", czy też wsparcia finansowego dla gmin na cele mieszkaniowe. Warto dodać, że przygotowujemy reformę planowania przestrzennego, która przyczyni się do stworzenia planów miejscowych w Polsce i zapanowania nad chaosem przestrzennym.

Z jak dużym kryzysem mieszkaniowym mamy do czynienia?

- W zeszłym roku mieliśmy bardzo duży boom mieszkaniowy. Budujemy dużo więcej niż za czasów rządów PO-PSL. O ile w 2014 roku oddawano do użytku poniżej 150 tys. mieszkań rocznie, tak w zeszłym roku było 235 tys. oddanych nowych mieszkań. Być może w tym roku nie będzie to kolejny rekord, ale na pewno nie zejdziemy do poziomu, który był w najlepszych czasach Platformy. Będzie spowolnienie, ale i tak będzie lepiej niż za ich czasów.

Nie boi się pan, że jeśli problemy się nawarstwią, budownictwo stanie?

- Takiego efektu nie będzie. Jeśli idą na to pieniądze rządowe, to właśnie po to, by budownictwo się rozwijało. Nie chodzi nawet o samą mieszkaniówkę, ale przekazujemy też samorządom pieniądze z Polskiego Ładu na infrastrukturę. Budownictwo cały czas będzie napędzało gospodarkę.

Opodatkujecie pustostany?

- Wolimy, by przestały być pustostanami. GUS opublikował dane, które świadczą o tym, że jest ich naprawdę dużo. 60 proc. z nich to pustostany gminne. To duży zasób, który można szybko wprowadzić do użytkowania. Stąd nasz pomysł, by samorządy zachęcić do remontów pustostanów - finansujemy to na poziomie 80 proc. Do tego dodajemy przepisy epizodyczne - przez dwa lata gminy mają szansę, z pominięciem pewnych przepisów prawa budowlanego i zagospodarowania przestrzennego, przywrócić pustostany do użytku. Chcemy, by powstały z nich pełnoprawne mieszkania komunalne i socjalne.

Samorządy są zainteresowane?

- Zdecydowanie tak. W 2021 roku było 61 takich inwestycji w całej Polsce, z czego ma powstać 379 mieszkań. W tym roku już teraz mamy 189 zakwalifikowanych inwestycji na 849 lokali, a rok jeszcze się nie skończył. Kilkadziesiąt wniosków, kilkaset mieszkań oczekuje na kwalifikację. Cieszę się, że gminy z tego korzystają, bo to najtańszy sposób na utworzenie mieszkania.

Wprowadzicie podatek katastralny?

- Nie. I zapowiedzieliśmy to Polakom, którzy nie chcą podatku katastralnego. Realizujemy więc nasze obietnice.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy