Reklama

Reklama

Piotr Müller: Cyberataki będą się powtarzały

- Ataki zapewne będą się powtarzały, bo widzimy to w Niemczech, Belgii i Irlandii. Celem jest przede wszystkim destabilizacja sceny politycznej w Polsce i dezinformacja - mówi Interii rzecznik rządu Piotr Müller. Jest przekonany, że źródłem cyberataków są Rosjanie. - Są na to dowody techniczne, dane informatyczne i operacyjne - przekonuje. Podkreśla też, że politycy, korzystając z prywatnych szkrzynek pocztowych, nie złamali prawa. W rozmowie z nami rzecznik rządu tłumaczy też, dlaczego Polska zablokowała pomysł organizacji szczytu UE-Rosja oraz ostrzega przed powrotem obostrzeń epidemicznych. - Jeśli nie będzie wystarczającego poziomu zaszczepienia, należy się liczyć, że niektóre ograniczenia jesienią mogą wrócić - stwierdził Müller.

Łukasz Szpyrka, Interia: Jakie wnioski przyniósł szczyt Rady Europejskiej w kontekście cyberataków?

Piotr Müller, rzecznik rządu: - Przede wszystkim to kwestia poczucia solidarności w ramach Unii Europejskiej. Przyznano wprost, że Polska i Irlandia stały się celem ataków. Pojawiła się też refleksja, że w najbliższych miesiącach i latach UE będzie zagrożona tego typu atakami. Atakami, które nie są konwencjonalne, ale są bardzo niebezpieczne. Decyzja wyrażająca potępienie tych działań została uzupełniona o wniosek do Rady Unii Europejskiej dotyczący rozważania pewnych sankcji cybernetycznych.

Reklama

Premier powiedział, że mamy dowody na to, że za atakami stała Federacja Rosyjska. Jakie są to dowody?

- Techniczne. Dane informatyczne i operacyjne, które wyjaśniają, że atak został przeprowadzony z terenu Federacji Rosyjskiej. Takie informacje są przekazywane między służbami poszczególnych krajów i jeszcze przed szczytem inne kraje otrzymały już te informacje.

Na jakim etapie tego cyberataku jesteśmy?

- Ataki zapewne będą się powtarzały, bo widzimy to w Niemczech, Belgii i Irlandii. Celem jest przede wszystkim destabilizacja sceny politycznej w Polsce i dezinformacja. Jesteśmy przekonani, że będzie to kontynuowane przez najbliższe tygodnie, jeśli nie miesiące. Minister Michał Dworczyk od 20 lat zajmuje się sprawami wschodnimi, dlatego stał się najbardziej widoczną ofiarą tych działań. Służbom ze wschodu zależy, by uderzać w tych, którzy najbardziej działają przeciw władzy autorytarnej.

Dlaczego używacie prywatnych skrzynek do komunikacji służbowej?

- Komunikacja osób publicznych dzieli się na trzy obszary. Pierwszy jest czysto prywatny, drugi polityczny, który nie ma charakteru urzędowego, a trzeci urzędowy, który jest lub nie jest klauzulowany. W tych mailach nie było żadnych informacji o charakterze klauzulowanym, więc jest to nietrafiony zarzut. Nie złamaliśmy żadnych przepisów obowiązujących w Polsce w tym zakresie.

Wciąż korzystacie z prywatnych skrzynek?

- Nie będę ułatwiał innym podmiotom działań przeciwko nam. Osobiście używam zabezpieczeń zaawansowanych, jeżeli chodzi o moje skrzynki prywatne, w tym kluczy szyfrujących U2F. Używam weryfikacji dwuetapowej za pomocą takiego klucza szyfrującego. I robię to od bardzo długiego czasu.

Czy jako rzecznik rządu i koordynator całej komunikacji w rządzie wdrożył pan jakieś specjalne procedury po tych atakach?

- Minister Janusz Cieszyński mówił, że zostaną wyciągnięte wnioski co do sposobu zabezpieczania wszystkich polityków. Bo sprawa dotyczy wszystkich polityków, również opozycji. Cała klasa polityczna stała się celem ataku ze strony Rosji. Jest oczywiście pewnego rodzaju wyścig. Dziś jakieś narzędzia będą mogły nas ochronić przed tego typu atakami, ale w przyszłości będą nieskuteczne i znów trzeba będzie wdrażać nowe. Ścigamy się więc. Jedna rzecz to kwestie związane z treścią maili, a druga dotyczy generalnie atakowania prywatnych skrzynek polityków. One same w sobie są przedmiotem zainteresowania służb na świecie. Informacje prywatne też niestety potrafią być przedmiotem działań dezinformacyjnych prowadzonych przez obece służby.

Pana skrzynka też została zhakowana?

- Nie, nic mi o tym nie wiadomo. Służby wydały komunikat w tym zakresie, że doszło do ponad 4 tys. ataków, których ofiarami padło wielu polityków. Trzeba sobie jednak powiedzieć wprost, że to informacja na tę chwilę. Ataki będą kontynuowane, a te liczby będą najprawdopodobniej rosły.

Strona polska była zaskoczona pomysłem zorganizowania szczytu UE-Rosja?

- W sytuacji, kiedy Rosja kontynuuje wrogie działania wobec Ukrainy, innych państw Unii Europejskiej w zakresie cyberataków, taki pomysł jest niezrozumiały. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego Niemcy i Francja zaproponowały takie działania. Jest mi przykro i nie rozumiem, dlaczego Hiszpania i Włochy to poparły. Cztery największe państwa Unii Europejskiej próbowały dziwnym ruchem doprowadzić do odwilży stosunków UE-Rosja i doprowadzić do spotkania z Putinem. Na szczęście Polska we współpracy z innymi państwami zatrzymała ten bardzo niebezpieczny proces. Rosyjski autorytarny rząd dostałby tak naprawdę nagrodę za to, że podejmuje wrogie działania. Doświadczenia XX wieku pokazują, że taka polityka nigdy się nie sprawdziła. A pamiętajmy też o tym, że Rosja najechała na naszego sąsiada. Takich sytuacji nie można przemilczeć.

Premier spotkał się w Brukseli również z premierem Czech Andrejem Babiszem. Kiedy zostanie zakończona kwestia Turowa?

- Premierzy rozmawiali oczywiście o tej sprawie, a pan premier Babisz podtrzymał stanowisko, które prezentował do tej pory, czyli chęci ugodowego rozwiązania tej kwestii. Negocjujemy dalsze przepisy umowy międzyrządowej. Liczę na to, że w najbliższych tygodniach umowa zostanie podpisana.

Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której domaga się powszechnego dostępu do aborcji.

- Po raz kolejny PE wykracza poza swoje kompetencje, bo nie ma prawa takich regulacji kreować. Nawet cała UE nie ma prawa ingerować w tego typu sprawy. Nie mówiąc już o tym, że prawo do aborcji definiowane jako prawo człowieka to absolutne zaprzeczenie semantyczne tego pojęcia. PE od wielu lat kontynuuje działania o charakterze ideologicznym i tym się głównie zajmuje.

Gwiazdą tego szczytu znów był Viktor Orban, którego działania związane z przyjęciem ustawy dotyczącej ochrony dzieci i rodziców - jak on to nazywa - spotkały się z ostrą krytyką. Polska nie podpisała się pod listem krytyki.

- Nie wszystkie państwa UE podpisały ten list. UE powstała na bazie dobrowolności i subsydiarności. Ma działać tylko tam, gdzie to jest niezbędne. To nie jest natomiast obszar działa UE. Oczywiście wielu polityków europejskich w imię "szukania kogoś do bicia", szuka takich linii sporu, które są wygodne dla Europy Zachodniej.

Dziś ostatni dzień szkoły. Na językach znów jest minister Przemysław Czarnek. Pojawił się wniosek o jego odwołanie.

- Nie boję się wotum nieufności, bo ostatnie głosowania pokazały, że mamy stabilną większość parlamentarną. Przemysław Czarnek przygotowuje projekty ustaw dotyczące wolności od działań ideologicznych w szkołach. Te projekty wpisują się w program Prawa i Sprawiedliwości. Druga rzecz to realizacja przez rodziców swobody w zakresie wychowania. Tak naprawdę chodzi tylko o to, by szkoła nie stała się miejscem ideologicznego sporu.

Ale właśnie przez te dyskusje takim miejscem się staje.

- Do tej pory, niestety, niektóre środowiska wchodziły do szkoły. My nie chcemy po prostu tego kontynuować. A czy takie działania mogą być podejmowane poza szkołą? Oczywiście, bo to element swobody obywatelskiej. Niech to się odbywa poza przestrzenią, która powinna być neutralna. Rozumiem, że może się to nie podobać środowiskom lewicowym czy prezydentom dużych miast, którzy już takie działania podejmowali.

Dzieci dziś rozpoczynają wakacje, ale nie wiedzą, czy we wrześniu pójdą do szkoły. Uda się, czy szykować się na IV falę pandemii?

- Wszystko zależy od tego jak wysoki będzie próg zaszczepienia. To kluczowe wyzwanie, na które przeznaczamy duże siły. Musimy być natomiast gotowi, że mogą istnieć takie odmiany koronawirusa, które będą bardziej zjadliwe, a w przypadku dużej grupy niezaszczepionych mogłyby się szybko rozpowszechniać. Taką odmianą jest choćby Delta. Przygotowujemy się do kolejnego doposażania laboratoriów. Nie jestem w stanie powiedzieć, co się wydarzy we wrześniu. Warianty mogą być różne i dużo zależy od szczepień.

Michał Dworczyk mówi, że największym problemem jest dziś namówienie na szczepienie.

- Mamy dobrze skonstruowaną infrastrukturę dystrybucji szczepionek. Wszystko działa na wysokim poziomie. Dziś wyzwaniem nie jest liczba szczepionek, a chęć zaszczepienia. Wynika to z ogólnej niechęci społeczeństwa, bo żadne dobrowolne szczepionki nie cieszyły się w Polsce powodzeniem - proszę spojrzeć choćby na szczepienia przeciwko grypie. Są też grupy siejące dezinformację, więc to wyzwanie naprawdę bardzo trudne. Trudniejsze od przyjęcia ustawy, bo to proces wieloetapowy wymagający od każdego z nas pewnego działania. Każdy kto czyta ten wywiad i jest zaszczepiony, mógłby namawiać do szczepienia osoby z najbliższego otoczenia. To pomoże nam normalnie przejść przez jesień. A jeśli nie będzie wystarczającego poziomu zaszczepienia, należy się liczyć, że niektóre ograniczenia jesienią mogą wrócić.

Mówi pan o obostrzeniach.

- Mogą wrócić. Musimy to wprost powiedzieć.

Szczepienia będą obowiązkowe? Nie wyklucza tego Jarosław Kaczyński.

- Liczę, że takie działania nie będą musiały być podejmowane. W tej chwili nie jest procedowany żaden dokument mówiący o obowiązkowych szczepieniach. Natomiast fakt jest taki, że wiele zależy od procenta osób zaszczepionych w kontekście normalnego funkcjonowania państwa. Cały czas głęboko wierzę, że lipiec i sierpień przyniosą taki poziom zaszczepień, który uchroni nas przed powrotem do obostrzeń. To nasza wspólna odpowiedzialność.

Jaki to poziom?

- Im wyższy, tym lepszy. Nie możemy mówić o żadnej finalnie bezpiecznej  liczbie, bo każde kolejne zaszczepienie powoduje ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa.

Rząd ma pomysł, co zrobić z niewykorzystanymi szczepionkami?

- Jesteśmy umówieni, że wspomożemy inne państwa. Na pewno są to kraje Bałkanów Zachodnich oraz Ukraina. Lada moment rozpoczniemy redystrybucję do naszych partnerów zagranicznych. Oczywiście szczepionki nadwyżkowe, bo jeżeli możemy się nimi podzielić, to będziemy to robić. Dziś problemem nie jest liczba szczepionek, które zamówiliśmy w nadmiarze właśnie po to, by pomóc naszym partnerom spoza UE.

Czeka pan na powrót Donalda Tuska?

 Słyszę, że część osób w PO czeka na jego powrót, a część się go obawia, bo jego powrót oznacza też powrót wierchuszki Tuska i blokadę awansów zawodowych młodszych polityków PO. Szymon Hołownia też nie jest zadowolony, co jest zaskakujące, bo przecież szefem jego kampanii był szef kancelarii Tuska Jacek Cichocki. To wszystko jedno towarzystwo. Inna sprawa, że nie widzę różnicy między PO a Hołownią. Nie dajmy się nabrać, że to nowa jakość.

Co ze stabilnością Zjednoczonej Prawicy? W weekend Porozumienie przedstawi nowy program i nowe twarze - jak zapowiadają politycy tej formacji.

- Jeśli to będą nowe twarze, które wzmocnią Zjednoczoną Prawicę, to tylko się ucieszę. Ostatnie głosowania pokazały, że stabilność w kluczowych sprawach jest. Jestem też przekonany, że w najbliższych miesiącach przegłosujemy kluczowe kwestie z Polskiego Ładu. Cieszę się natomiast, że w ostatnich głosowaniach wsparł nas m.im. poseł Łukasz Mejza, czy otoczenie Pawła Kukiza.

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Interii powiedział, że zwiększycie liczbę kobiet w gabinecie. Kiedy dojdzie do rekonstrukcji rządu?

- Nie ma jeszcze decyzji w tym zakresie. Będą pewne korekty, które są naturalnym elementem działań rządowych. A jako rzecznik rządu skomentuję je dopiero wtedy, kiedy zostaną podjęte.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama