Reklama

Reklama

Michał Kołodziejczak: Donald Tusk? Nie chcę więcej takiego premiera

- Kończymy jakiekolwiek rozmowy z niepoważnymi partiami opozycyjnymi. Z ludźmi, którym nie chce się robić, a jedynie spiskować, jak przejąć władzę. Nie widzę możliwości współpracy z tymi, którzy oszukują - mówi Interii Michał Kołodziejczak, który w ostatnim czasie rozmawiał m.in. z Lewicą, Jarosławem Gowinem czy Szymonem Hołownią. Lider AgroUnii przekonuje, że jego partia jest niedoszacowana i może zdobyć nawet 20 proc. głosów.

Łukasz Szpyrka, Interia: Opozycja pójdzie do wyborów zjednoczona?

Michał Kołodziejczak, AgroUnia: - Nie sądzę, by opozycja dogadała się co do jednego bloku. Udawanie, że skupiają się na rozmowach, to duży błąd. Przecież każdy patrzy jak drugiego oszukać. W stosunku do AgroUnii chodzi im głównie o to, by opozycja pozaparlamentarna straciła czujność, przestała pracować w terenie. Każdy powinien robić swoje, a dogadywanie nie powinno polegać na chytrości.

Pana też ktoś próbował "oszukać"?

- Pewnie wszyscy. W ubiegłym tygodniu rozmawiałem z Jarosławem Gowinem. Pojawił się pomysł, by powstał wspólny blok Hołownia-Kosiniak-Gowin-Kołodziejczak. Mówię mu: "dobrze, jeśli zdobędziemy 20 proc., a drugi blok 22 proc., to kto będzie premierem, Tusk"?

Reklama

Co odpowiedział?

- Mówił, że też Tuska by nie chciał. Tylko że taki układ pokazuje jasno, kto ma pierwszeństwo. Na tym polega ten konflikt. Skupiamy się więc na tym, by wystawić własną listę. Jeżeli zrobimy dobry wynik, będzie to sukces. Jest to możliwe. A opozycja? Ma w sobie jakiś gen oszustwa.

Kto najlepiej oszukuje?

- Lewica, która ma jeszcze jeden gen - zdrady. Wiem, że oni zawsze zdradzą. W ubiegłym tygodniu zadzwonił do mnie człowiek z Lewicy, który zaaranżował spotkanie z Włodzimierzem Czarzastym i Adrianem Zandbergiem. Zgodziłem się, choć niechętnie. Przychodzę na miejsce, a tam nie ma ani jednego, ani drugiego. Czeka na mnie drugi garnitur. Na koniec zapytali, czy poinformujemy o spotkaniu w mediach społecznościowych. Ja na swoich plecach i moich ludzi nie dam im wjechać na prowincje. Tak jak wcześniej zostawili górników i teraz są za atomem, tak i teraz będą udawać, że ważna jest dla nich prowincja, by na koniec dnia zostawić ludzi na lodzie. Oni oszustwo mają wpisane w swoje DNA. Po tym spotkaniu przemyślałem wszystko.

Jakie wnioski?

- Ta Lewica ma dwie lewe ręce. Kończymy jakiekolwiek rozmowy z niepoważnymi partiami opozycyjnymi. Z ludźmi, którym nie chce się robić, a jedynie spiskować, jak przejąć władzę. Nie widzę możliwości współpracy z tymi, którzy oszukują.

Spotkał się pan z kimś jeszcze?

- Spotkałem się chyba ze wszystkimi z opozycji. Poza Tuskiem. Nawet nie wiem, czy mamy o czym gadać.

A z Szymonem Hołownią?

- Spotkaliśmy się raz, to była miła, ciepła rozmowa. We wszystkich tych rozmowach widzę dużą ignorancję i kompletne niezrozumienie czym jest AgroUnia. Każdy z nich mówił mi, że nie spodziewał się, że mamy takie plany, że mamy tyle pomysłów. Odczułem też zazdrość o to, że oni nie są tak jak my silnie zakorzenieni lokalnie i otwarci na naprawdę wiele zróżnicowanych środowisk. I po prawdzie trochę się nie dziwię ich ignorancji - bo AgroUnia to jest zupełnie nowe zjawisko i im ciężko to ogarnąć. Ale też to świadczy o ich podejściu do polityki, że nie wiedzą, co się naprawdę dzieje.

Podgryza pan tę lewicę. Szuka pan miejsca po tej stronie?

- Pozycjonujemy się jako socjaldemokracja. Rzeczywiście jednym z naszych rywali jest Lewica, bo nie jest nią Platforma Obywatelska, która ma zerową wiarygodność i to jeszcze mniejszą niż Lewica. Tyle lat rządzili, a nie szli w kierunku, o którym dziś mówią. Chcą się po prostu znów dorwać do koryta. Kiedy obserwuję dzisiaj to wszystko, co robi PiS, to mniejsze pretensje mam do PiS, a większe do opozycji. Jest tak słaba, że to aż nieprawdopodobne.

Pan też jest w opozycji do rządzących.

- Ale nie jesteśmy opozycją sejmową. Tej parlamentarnej PiS się po prostu nie boi. Największym grzechem opozycji jest brak wiarygodności. Mają kilku liderów, a to znaczy, że nie mają żadnego. Każdy zmienia zdanie. Z liberała Tuska robi się nam socjalista. Nie chcę więcej takiego premiera.

Jakiego pan chce?

- Nowego. W Finlandii jest młoda premier, która chce wprowadzić ten kraj do NATO. To socjaldemokratka, która bardzo odważnie działa. Przyszła znikąd, trochę jak ja.

Już pan kiedyś powiedział, że chce być premierem.

- Tak, nie zmieniam zdania. Nie wszyscy jednak zrozumieli moje słowa. Niektórzy mogą zapytać - a na czym ja się znam. Spieszę z odpowiedzią - jestem stąd, jestem mocno zakorzeniony lokalnie, ale i otwarty na rozmowy i współpracę z robotnikami i inteligencją. Poza tym, znam się na ludziach, ich potrzebach i aspiracjach. Wiem nie tylko jak ma wyglądać polskie rolnictwo, prowincja oraz współpraca miasta z wsią. A na czym znała się na przykład Beata Szydło? Nikt nie wie. Miała pozycję. Mam duże ambicje i uważam, że nie są przerośnięte. A tak w ogóle ten skandynawski model mi się podoba najbardziej. I to jest optymalny kierunek dla Polski w kwestii rozwoju społecznego i bezpieczeństwa naszego państwa.

Co się panu podoba?

- Finlandia jest dużo mniejsza od Polski, ale nie zostawia ludzi w potrzebie. To państwo dobrze zorganizowane, które podejmuje odważne decyzje. To też zasługa młodej premier. I nie mówię tylko o wejściu do NATO, ale też np. o przygotowywaniu się do trudnych chwil. Od dawna zbierają zapasy, bo są odpowiedzialni. Kiedy ja mówię, by w każdym województwie np. składować węgiel, to słyszę, że to powrót do komuny. Więcej powiem o tym jesienią.

Jesienią?

- Szykujemy się na nowe otwarcie. Niebawem otwieramy siedzibę w Warszawie, na Starym Mieście, mocno rozbudowujemy struktury w całej Polsce. Działamy, nie tylko mówimy. Jesienią zrobimy konwencję, zaprezentujemy szerszy program. Mamy pomysł np. na kwestie mieszkalnictwa. Dzisiaj Lewica mówi, że mieszkania powinny być na wynajem, bo wielu jej polityków ma po 2-3 mieszkania. Z tego żyją i myślą, że to jest normalne. Ba, nawet zachęcają do stawiania na wynajem mieszkań, a nie na posiadanie ich na własność.

Nie, Lewica mówi o tanich mieszkaniach na wynajem budowanych przez państwo lub samorząd.

-  Ale ludziom w głowach zostaje, że mieszkania na wynajem są lepsze niż własnościowe. Mieszkań na wynajem budowanych przez państwo i samorządy nie ma, ale jest w przestrzeni publicznej pomysł, żeby była moda na wynajmowanie. Takie są fakty. Młodym ludziom robi się świadomie wodę z mózgu.  Poza tym nie nikt mówi jak to robić, żeby kolejne pokolenia nie musiały się tułać po kątach. My wiemy jak to zrobić i to zaprezentujemy. Będzie dużo krzyku, ale niech będzie. Problem mieszkaniowy trzeba rozwiązać raz na zawsze. Mieszkanie to prawo, a nie towar. Włodzimierz Czarzasty dwa tygodnie temu mówił w programie publicystycznym, że kiedy czyta umowę kredytową, to jej nie rozumie. To ja pytam: to, co on robi w Sejmie? To publiczne samookaleczenie się i wystawianie się na obśmianie. To po co ten człowiek jest w opozycji?

Wracając do tych mieszkań - ten pomysł to zaproszenie na wieś, gdzie coraz częściej można znaleźć puste domy?

- Musiałbym być sadystą, żeby zaprosić kogoś na wieś, gdzie do sklepu będzie dojeżdżał 20 km, gdzie nie ma ośrodka zdrowia, placówki pocztowej i komunikacji autobusowych. Nie ma też szkół. Ciągle są zamykane, również za PiS-u, który robi tak po cichu. Sam do sklepu mam 8 km, przecież to skandal. Mój przystanek autobusowy służy chyba tylko do tego, by widniał na nim napis "Tusk won".

Ale to nie pana "dzieło"?

- Właśnie nie moje. Ja, żeby być w zgodzie z faktami, musiałbym napisać "Morawiecki won". Ale po kolei -  Tusk wyłączył komunikację, a Kaczyński obiecał odbudowę połączeń, ale nic się z tym nie stało. Gdzie ja miałbym ludzi zapraszać? Na pustynię? Proszę wyłączyć w Warszawie tramwaje, to ludzie powiedzą: "odebraliście nam coś, co nam się należy". A na wsi nie ma autobusów i mówi się: "tak macie żyć".

Odwiedzał pan szkołę w Dubience, która miała być zamknięta.

- Wstałem o 2 w nocy i pojechałem. Udało nam się ją uratować. Nie było tam żadnego polityka, a umierała najstarsza szkoła mundurowa na Lubelszczyźnie. Politycy takimi rzeczami się nie interesują, bo wolą pokazać się w Warszawie. I tą szkołę PiS i PSL chcieli wspólnie zamknąć przed atakiem Rosji na Ukrainę. Nie rozumiem tego. Ja mogę bronić szkół, blokować drogę, spotkać się z kimś daleko w Polsce, zachowywać się spokojnie, ale też zablokować mównicę sejmową, jeśli będzie trzeba. To jest polityka małych, ale czytelnych kroków.

Jest pan politycznym bałaganiarzem?

- Oni wiedzą, że nim nie jestem. Wiedzą, że jestem skuteczny. Boją się, że ktoś, kto jest naturalnie pracowity, a dodatkowo pracuje nad sobą, może stanowić dla nich konkurencję. Dla mnie żaden polityk nie jest konkurencją. Trzeba widzieć w sobie potencjał, gdzie można postawić odpowiednie kroki, by Polska mogła się odpowiednio rozwijać. Oni tego nie dostrzegają.

Jest pan w stanie powiedzieć kilka dobrych słów o liderach opozycji?

- Niektórzy mają ładne koszule.

Mówi pan o potrzebie dostrzegania potencjału u innych, a pan sam nie chce go dostrzec. To niespójne.

- Bo tego potencjału oni nie pokazywali przez lata. Samo mówienie, że jest źle, nic nie zmieni. Dziś zadaniem polityków powinno być np. zbudowanie silnych związków zawodowych. Przecież takie związki nie będą dla nich konkurencją, a mogą być pomocne. Współpracujemy z pracownikami firm i pokażemy, jak się robi politykę w tym kraju. Związki dzisiaj nie istnieją. I to się dzieje, co jest skandalem, w kraju "Solidarności".

A kontrolerzy lotów? Wywalczyli swoje.

- Zagrozili blokadą nieba, więc można powiedzieć, że byli bałaganiarzami. Dla mnie byli skuteczni.

Dlaczego nauczyciele nie mogą być skuteczni?

- Bo w Polsce mamy kompleks - uważamy, że strajk to coś złego, bałaganiarstwo i chaos. Brakuje nam kultury strajkowania, a wmówili nam to politycy. Proszę zauważyć - PiS ma swoje prywatne związki zawodowe, które wykorzystywali przed wyborami siedem lat temu. Przecież ciągle ktoś strajkował. Od tego czasu mniej, bo opozycja nie ma takiego narzędzia. To pewna impotencja tych polityków.

PiS znów wygra wybory?

- Jeżeli nic się nie zmieni, to tak może być. Każdy scenariusz jest dziś możliwy, włącznie z tym, że to my zdobędziemy 20 proc. Na razie jesteśmy niedoszacowani.

20 proc.? Trochę pan chyba przesadził.

- Nie, to możliwy scenariusz. Rozbudowujemy struktury i wkładamy w to teraz większość energii, po lecie przyspieszymy. Od jesieni będziemy jeszcze mocniej widoczni.

Macie środki na kampanię?

- Pieniądze zawsze się znajdą.

Gdy tak pan mówi, wyborcom może zaświecić się czerwona lampka - gdy powstawała AgroUnia w mediach mówiło się o waszych możliwych kontaktach z Rosją. Przypomniał to np. Paweł Kukiz.

- W ostatnim czasie spotykałem się z pracownikami różnych ambasad. Również tych, które bardzo wspierają Ukrainę, mają ważne miejsce w NATO i wspólnocie transatlantyckiej. Chyba nie spotykaliby się z kimś, kto miałby jakiekolwiek powiązania z Rosją. A spotykaliśmy się zarówno przed, jak i po wybuchu wojny w Ukrainie. Od dawna chcą ze mnie zrobić kogoś, kim nie jestem. To duży problem tych, którzy dziś rządzą. Chcą nam dorobić gębę. A to znaczy, że się boją. I wiedzą już, że mają czego.

Zapowiadał pan pozew przeciwko TVP, kiedy wyemitowano materiały sugerujące, że ma pan kontakty z Rosją.

- Medioznawcy uznali, że materiał był jednostronny i miał wydźwięk negatywny. Nie mówił wprost, ale fałszywie wskazywał, że mogę działać pod obcym wpływem. Mamy napisany pozew, świadkowie są wybrani. Powiedziałem, że miarka się przebrała. Idziemy bić się z TVP. Będą musieli przeprosić za insynuacje w głównym wydaniu Wiadomości. Pokazujemy granice, których nie wolno przekraczać. Tak dalej być nie może. Będziemy też dochodzić roszczeń od konkretnych pracowników.

Czego będziecie się domagać?

- Przeprosin w tym samym czasie antenowym i pieniędzy - 100 tys. zł, które przekażemy na cele społeczne. A tych w dzisiejszej Polsce jest bardzo dużo, jak nigdy dotąd.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy