Reklama

Reklama

Masowe zapisy do związków sportowych, czyli pandemiczna Polska sportem stoi

Polski Związek Przeciągania Liny musiał zawiesić system zgłoszeń, bo chętnych było tak dużo, że nie nadążano z przetwarzaniem wniosków. W Polskim Związku Squasha padł system agregacji wniosków, a chętnych przybywa też w Polskim Związku Sportów Wrotkarskich. Polacy, w dobie pandemii, pokochali sport i chcą być zawodowcami. W międzyczasie kadra polskich pływaków rozrosła się do ponad 24 tys. zawodników. Co się stało?

Reprezentacje przygotowujące się do przeniesionych z 2020 na 2021 rok igrzysk olimpijskich w Tokio, mogą z pewną obawą spoglądać na to, co dzieje się w Polsce. Polacy sparaliżowali funkcjonowanie wielu związków sportowych, które nie spodziewały się tak wielkiego zainteresowania licencjami zawodniczymi. Na taki szturm nie byli też przygotowani. Gdyby sam ten fakt był gwarantem sukcesu, o worek medali w Japonii bylibyśmy spokojni.

Reklama

Sęk w tym, że motywacja "zawodników" jest zupełnie inna. Pod koniec ubiegłego roku rząd wprowadził obostrzenia, zgodnie z którymi trenować mogą jedynie ci, którzy posiadają licencje zawodnicze. Większość obiektów sportowych jest zamknięta, a rekreacyjne uprawianie sportu w zasadzie niemożliwe. Ustawodawca przewidział natomiast wyjątki, z których Polacy sprytnie korzystają.

Uprawiać sport mogą, w przypadku dorosłych, zawodnicy kadry narodowej, zawodnicy kadry olimpijskiej lub paraolimpijskiej, oraz zawodnicy ligi zawodowej (np. siatkarska PlusLiga). Tylko te cztery przypadki uprawniają do wejścia zawodnika na obiekt sportowy, o ile ten przedstawi odpowiedni dokument. W przypadku dzieci sprawa dotyczy tych, którzy uczestniczą lub przygotowują się do zawodów organizowanych przez "polski związek sportowy".

Kluczowa jest ostatnia fraza. Przepisy nie wyróżniają żadnego ze związków, a ich lista jest naprawdę długa. Na stronie byłego już Ministerstwa Sportu widnieje 69 różnych związków sportowych. Są w nich te największe, jak Polski Związek Piłki Nożnej, Polski Związek Piłki Siatkowej czy Związek Piłki Ręcznej w Polsce. Są też takie, o których wcześniej prawie nikt nie słyszał, a to one wzbudzają największe kontrowersje.

Związek wstrzymuje zgłoszenia

Wielkim powodzeniem cieszy się w ostatnim czasie np. Polski Związek Przeciągania Liny. Do tego stopnia, że musiał wstrzymać wydawanie związkowych licencji. "Cieszymy się z każdego nowego zawodnika i z każdego nowego klubu. W ostatnich dniach otrzymaliśmy ogrom wniosków licencyjnych, które rozpatrujemy z należytą starannością. Ze względu na ich ilość, czas na ich rozpatrzenie znacznie się wydłużył, dlatego jesteśmy zmuszeni okresowo zawiesić ich przyjmowanie" - czytamy na stronie związku.

O ile o przeciąganiu liny słyszał niemal każdy, to o wushu już niekoniecznie. Otóż w wykazie wielu polskich związków sportowych jest i taki, który zrzesza miłośników i zawodników tej chińskiej sztuki walki. Polacy, na co wskazują liczby, coraz chętniej uprawiają wushu - to już 4 tys. zawodników. "Otrzymujemy pytania od klubów i stowarzyszeń dotyczące możliwości wstąpienia do PZ Wushu. Prowadzimy weryfikację zgłoszeń, czyli sprawdzamy czy dany klub lub stowarzyszenie prowadzi szkolenie zawodników w konkurencjach, które są w ramach naszej działalności" - poinformował nas związek. Oznacza to, że otrzymanie licencji zawodnika wushu nie jest takie proste.

Zwiększone zainteresowanie odnotowano też w Polskim Związku Sportów Wrotkarskich. Jak usłyszeliśmy, nasiliło się szczególnie w ostatnim czasie. By otrzymać taką licencję wystarczy opłata wpisowa wynosząca od 5 do 30 zł. "Obecnie na tory wpuszcza się tylko zawodowych sportowców, członków sekcji sportowych. Okazało się, że dość łatwo można zostać zawodowcem, bo zrobiłam to w jeden dzień. Można na to patrzeć jak na nieuczciwe obchodzenie prawa, ale są też dobre strony - tor jest praktycznie pusty, więc każdy klient to ratunek dla lokalnego biznesu" - mówi nam Roksana, która niedawno uzyskała licencję tego związku sportowego.  

Zainteresowaniem cieszy się też łyżwiarstwo figurowe. Obecnie w bazie związku jest ponad 1200 licencji zawodniczych, a w Polskim Związku Łyżwiarstwa Figurowego zrzeszonych jest 38 klubów i dwa związki okręgowe. Kolejne trzy kluby złożyły wnioski o przyjęcie na przestrzeni ostatnich trzech tygodni. - Zaobserwowaliśmy wzmożone zainteresowanie wyrabianiem licencji w okresie przed i poświątecznym, musieliśmy dodać dodatkowe funkcjonalności w systemie licencyjnym - przekazała nam Magdalena Tascher, członek zarządu PZŁF.

Podobnie rzecz ma się w tenisie. Polski Związek Tenisa w 2020 roku wydał 1884 licencje zawodnicze. Jaki jest stan na 20 stycznia 2021 roku? 3110 wydanych licencji. Polacy pokochali więc grę w tenisa i niekoniecznie dlatego, że sukcesy na korcie odnosi Iga Świątek. - Obecnie obowiązujące przepisy wymagają okazania licencji przed wejściem na kort oraz w razie kontroli. Dlatego ci, którzy dotychczas trenowali i grali bez konieczności okazywania zaświadczeń, obecnie muszą zadbać o formalności, bo są niezbędne - powiedział Interii Tomasz Dobiecki, rzecznik prasowy PZT.

System padł - chętnych było zbyt wielu

Jeszcze większe oblężenie przeżywa Polski Związek Squasha, a to dlatego, że jego licencje do tej pory były bezpłatne. Związek zrzesza 18 tys. osób, z czego 3,5 tys. to zawodnicy sklasyfikowani, biorący udział w turniejach. W ostatnich tygodniach do związku chciało dołączyć tak wielu chętnych, że system nie wytrzymał. Od 28 grudnia do PZS spływa 50 wniosków dziennie, a na obecnym etapie na rozpatrzenie czeka blisko 800 zgłoszeń. Dlatego też władze związku przed nowym sezonem planują zmiany i chcą wprowadzić opłaty członkowskie. Do tej pory związek utrzymywał się na podstawie symbolicznych wpłat od startujących w turniejach.

Dużo pracy mają też w Polskim Związku Podnoszenia Ciężarów. W 2020 roku związek wydał 96 licencji klubowych i 1019 zawodniczych. W kadrze narodowej znajduje się 150 osób. A to nie koniec. "W ostatnim czasie zauważyliśmy wzrost zainteresowania uzyskaniem licencji klubowych. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zarejestrowano siedem nowych klubów" - przekazał nam PZPC.

Lawinowo, nomen omen, przybywa też narciarzy. - W ostatnim czasie zostało wydanych około 1000 nowych licencji. Licencje wydawane są zgodnie z dotychczasową procedurą - podkreśla Jakub Michalczuk z Polskiego Związku Narciarskiego. Obecnie takim dokumentem legitymuje się 4691 osób w Polsce. - W ostatnich dniach obserwuję dużo osób, które chcą zgłosić swój udział do współzawodnictwa sportowego, lecz nie mają wiele wspólnego z narciarstwem wyczynowym. Takie wnioski są odrzucane - zapewnia Michalczuk.

Bardzo interesująco wygląda natomiast sytuacja w Polskim Związku Pływackim. W ostatnim czasie wszyscy zawodnicy posiadający licencje pływackie zostali... reprezentantami Polski. "Na podstawie decyzji zarządu w skład Kadry Narodowej na okres 16-31.01.2021 r. powołano wszystkich zawodników z licencjami PZP bez względu na wiek" - czytamy w komunikacie związku. Kadra pływaków liczy dziś więc... 24 205 osób.

Powyższe dane wskazują, że Polacy chcą uprawiać sport rekreacyjnie, ale przy obecnych restrykcjach, przedłużonych przynajmniej do końca stycznia, nie jest to możliwe. Zaczynają więc szukać różnych rozwiązań. Niektóre związki przymykają na to oko, inne wręcz przeciwnie - zaostrzają reguły przyjęcia.

Nie wszystkie związki cieszą się takim zainteresowaniem

Większość jednak cieszy się ze zwiększonego zainteresowania. Powodem są pieniądze. Wiele związków jest w trudnej kondycji finansowej, a wydanie licencji najczęściej wiąże się z opłatą - w zależności od związku - od 10 do 120 zł rocznie. Dla człowieka, który chce uprawiać sport, nie jest to wielki wydatek, a dla związku dobra okazja na dodatkowy zastrzyk gotówki. Trzeba podkreślić, że każdy związek posiada własną autonomię i wewnętrznie określa przepisy dotyczące członkostwa i licencji. Nie każdy więc korzysta z okazji, ale też nie każdy wychodzi naprzeciw oczekiwaniom sportowców-amatorów.

Co ciekawe, niektóre związki, mimo ogólnej zwiększonej liczby chętnych, nie odnotowały większego zainteresowania. Takie informacje przekazały nam m.in. Polski Związek Koszykówki, Polski Związek Kajakowy, Polski Związek Taekwon-Do, Polski Związek Curlingu czy Polski Związek Kręglarski.

Tylko w jednym przypadku widoczny jest wyraźny skok zainteresowania, ale wynikający z innego powodu. Mowa o Polskim Związku Szachowym, który zrzesza już 90 tys. członków, a ponad 19 tys. posiada licencję szachową. - Ostatnio do biura PZSzach spływa wiele telefonów i maili. W dużej mierze jest to efekt serialu "Gambit Królowej" oraz znacznej popularyzacji szachów w internecie. Ciężko mi stwierdzić, jaka była to skala na przestrzeni pół roku. Prawdopodobnie gdyby nie pandemia i odwołanie wielu turniejów liczba zawodników licencjonowanych byłaby jeszcze większa - przekazał nam Michał Bartel z Polskiego Związku Szachowego.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne