Reklama

Reklama

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki: Jako minister zdrowia wszystko zrobiłbym inaczej

- Otrzymujemy coraz więcej sygnałów, że obecna polityka koalicji rządzącej nie każdemu senatorowi do końca odpowiada - mówi w rozmowie z Interią marszałek Senatu Tomasz Grodzki. - Oczekuję, że niektórzy rozsądniejsi senatorowie PiS niedługo do nas dołączą - dodaje. Polityk mówi też o Donaldzie Tusku, przejściu Jacka Burego do ugrupowania Szymona Hołowni i upomina się o szczepienia dla honorowych dawców krwi. Podkreśla, że gdyby był ministrem zdrowia, "wszystko zrobiłby inaczej".

Łukasz Szpyrka, Interia: Senator Jacek Bury odszedł z klubu KO i dołączył do Hołowni. To pana porażka?

Reklama

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki: - Nie. Rozmawiałem z senatorem Burym i szanuję jego osobistą decyzję. Cieszy mnie także jego publiczna deklaracja, że pozostanie w kręgu większości demokratycznej w Senacie. Oczekuję natomiast, że to niektórzy rozsądniejsi senatorowie PiS niedługo do nas dołączą.

Coś jest na rzeczy?

- Ten temat jest na razie daleki od realizacji, ale pewne symptomy już się pojawiają. Nie jest tak, że aktywnie staramy się kogoś "podebrać". Otrzymujemy coraz więcej sygnałów, że obecna polityka koalicji rządzącej nie każdemu senatorowi do końca odpowiada, co widzieliśmy choćby przy głosowaniu "piątki dla zwierząt" w Senacie.

"Spodziewam się wielkiego exodusu posłów KO przed wyborami, senatorowie mogą takie decyzje podejmować szybciej" - powiedział Interii senator Bury.

- Senator Bury ma głowę pełną pomysłów i na pewno doskonale odnajdzie się w nowej politycznej rzeczywistości, ale nie sądzę, żeby doszło do exodusu, o którym mówi. Uważam to za czcze spekulacje.

Większość w Senacie jest stabilna?

- Jest bardzo stabilna. Życie pod ostrzałem partii rządzącej raczej ludzi wzmacnia niż zmiękcza.

Senat szykuje jakieś duże inicjatywy w najbliższym czasie?

- Nie ma posiedzenia, by Senat nie przyjmował inicjatyw legislacyjnych, których ogromna większość niestety trafia do sejmowej zamrażarki. Kończymy projekt nowej ustawy o KRS, spróbujemy podjąć prace nad ustawą o prokuraturze, a Biuro Analiz Senatu zajmuje się kompleksowym projektem uregulowania płac w szeroko pojętej budżetówce. Jednocześnie co rusz proponujemy sensowne rozwiązania pandemiczne. Naszą pierwszą inicjatywą, przyjętą po wielu miesiącach przez Sejm, było uregulowanie kwestii emerytur kobiet z rocznika ’53.

W październiku odwołał pan dyrektora Centrum Informacyjnego Senatu Grzegorza Furgo. Dlaczego?

- Był to naturalny proces formowania nowej ekipy. Pan Grzegorz Furgo nadal pracuje w Senacie, jest radcą generalnym. Przypomnę, że Centrum Informacyjne Senatu nie tylko zajmuje się stroną informacyjną, ale też zagadnieniami natury formalno-prawnej, więc sięgnęliśmy po bardzo doświadczonego człowieka w tej kwestii, jakim jest pan Maciej Berek. Nie było w tej zmianie nic sensacyjnego.

Co z senackim audytem? Będzie kolejny? Pierwszy nie wykazał wielu nieprawidłowości.

- I dobrze. Jeśli będzie potrzeba, to nasza komórka audytowa jest gotowa. Zresztą co rok robimy kontrole w biurach senatorskich. Te prace w zasadzie toczą się w sposób ciągły. Finalizowany jest audyt dotyczący zakupów i zamówień publicznych w 2019 r., w tym roku planowany jest także audyt dotacji na realizację zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą.

Trwa kolejna próba wyboru następcy Adama Bodnara. Czy poza Zuzanną Rudzińską-Bluszcz Senat jest w stanie zaakceptować jedną z dwóch pozostałych kandydatur?

- Czekamy, aż Sejm wypełni swoje zadanie. Z ubolewaniem stwierdzam, że władze Sejmu i partii rządzącej nie rozmawiają z Senatem na ten temat. A to może ułatwiłoby podejmowanie decyzji. Z drugiej strony nie zaszło nic, co by odwodziło senatorów od popierania kandydatury pani Rudzińskiej-Bluszcz. Dziwię się, że osoba, która tyle lat przepracowała w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, jest popierana przez wiele organizacji, nie znajduje pozytywnego odzewu w Sejmie.

Nie lepiej byłoby się dogadać w sprawie jednego kandydata? Zgłosić wspólną kandydaturę, która miałaby szanse na uzyskanie poparcia obu izb, by w końcu przełamać impas?

- Ma pan naturalnie rację, ale kłopot w tym, że piłka jest po stronie Sejmu. Na razie kandydatów jest troje, a Sejm zdecyduje, przy którym nazwisku zatrzyma się też Senat. Nad kandydatem wyłonionym przez Sejm Senat pochyli się z należytą starannością.

Jest pan lekarzem. Narodowy Program Szczepień zdaje egzamin?

- W Polsce od lat mamy program szczepień, który ciągle funkcjonuje. Namawialiśmy wielokrotnie rządzących, żeby nie wymyślali koła od nowa, ale oparli się na centrach szczepień, które już działają. Tempo szczepień jest dramatycznie niskie. Jeżeli Izrael w ciągu miesiąca potrafi zaszczepić 25 proc. populacji, w tym 70 proc. seniorów, to dlaczego my tego nie potrafimy? W tym czasie zaszczepiliśmy poniżej 2 proc. polskiej populacji. Coś jest nie tak.

Co jest nie tak?

- Mówiło się, że będzie 8 tys. punktów szczepień, potem 6 tys. Jeżeli każdy z tych punktów zaszczepiłby 30 osób dziennie, a jest to absolutnie wykonalne, mielibyśmy zaszczepionych 180 tys. ludzi dziennie, czyli milion w ciągu tygodnia. Po 17 tygodniach moglibyśmy mówić o zbudowaniu odporności populacyjnej. Tymczasem dobijamy ledwo do pół miliona zaszczepionych po kilku tygodniach, a jeszcze słyszymy, że będzie lekkie spowolnienie. To chaos typowy dla rządu Prawa i Sprawiedliwości. Są mocni w deklaracjach, ale słabi w logistyce i organizacji.

Rząd przekonuje, że szczepionki nie dotarły do Polski w odpowiedniej liczbie i dlatego ma związane ręce.

- Premier Izraela zadzwonił do szefa Pfizera i zabezpieczył odpowiednią liczbę szczepionek dla swojego państwa. Czy pan Morawiecki dzwonił do szefów Pfizera, Johnsona i Moderny? Czy odbywało się to raczej z charakterystycznym dla nas lekkim podejściem, że te szczepionki i tak muszą nam dać? Nie wiem, jak było, ale nie jest dobrze, że rząd nie zadbał o dostateczną ich liczbę.

Nauczyciele powinni być szczepieni wcześniej?

- To oczywiste. W grupie priorytetowej powinni też być honorowi dawcy krwi. Na co dzień dostarczają tysiące litrów krwi, a gdyby po szczepieniu zbudowali wysokie miano przeciwciał, mogliby dodatkowo oddawać jeszcze osocze jak ozdrowieńcy. Nikt o nich nie pomyślał. Chcę się o nich upomnieć, bo ich brak w grupie zero uważam za niebywałe zaniedbanie. A nauczyciele? Również powinni być w tej grupie, bezdyskusyjnie.


W lutym mają zostać powtórzone testy przesiewowe wśród nauczycieli. Są potrzebne?

- Jest to potrzebne, ale jeszcze ważniejsze są szczepienia. Gdybyśmy w połowie stycznia zaszczepili nauczycieli, którzy teraz poszli do szkół, bylibyśmy spokojniejsi. To jakieś 150 tys. osób, a przy tej organizacji szczepień, którą panu przedstawiłem, to jeden dzień pracy.

Pamięta pan, jak w wyborach parlamentarnych Małgorzata Kidawa-Błońska mówiła, że będzie pan kandydatem PO na ministra zdrowia?

- Pamiętam, ale nie wiem, do czego pan zmierza.

Co zrobiłby pan inaczej od Adama Niedzielskiego?

- Wszystko zrobiłbym inaczej. Na pewno nie dopuściłbym, by w listopadzie umarło dwa razy więcej Polaków niż umierało w tym miesiącu w poprzednich latach. Nie dopuściłbym do zapaści psychiatrii dziecięcej. Nie dopuściłbym do zapaści polskiej onkologii i transplantologii. Trzy ostatnie ekipy w resorcie zdrowia były fatalne. Nie wiem, czy nie wiedzą, jak zrobić niektóre rzeczy, czy ktoś im na to nie pozwala. To, co dzieje się z polską ochroną zdrowia, woła o pomstę do nieba. Począwszy od decyzji parlamentarnych, czyli przeznaczenia większych środków finansowych, bo jesteśmy w ogonie Unii Europejskiej. Nic się w tej materii nie zmienia, a przecież na to nałożyła się pandemia. Wyłania się z tego obraz totalnej katastrofy.

Dokładnie trzy tygodnie temu zaszczepił się pan razem z marszałkiem Stanisławem Karczewskim. Zgodnie z wytycznymi już możecie przyjąć drugą dawkę. Znów zrobicie to przed kamerami?

- To było działanie promocyjne. Chcieliśmy pokazać, że zdrowie jest ważniejsze od politycznych podziałów. Na co dzień się spieramy, ale potrafimy wznieść się ponad to. Marszałek Karczewski już przyjął drugą dawkę, ja zaszczepię się dzisiaj. Tym razem kamer nie będzie.

Jakie ma pan relacje z marszałkiem Karczewskim?

- Marszałek Karczewski jest chirurgiem, ja również, jesteśmy mniej więcej z tego samego pokolenia, a byłoby dalece niestosowne, gdybyśmy spory polityczne przenosili na spory osobiste. Moim ulubionym politykiem jest Ronald Reagan, który toczył ciężkie boje z Tomem O'Neillem, ale mieli zasadę, że po godz. 18 wyłączali się z polityki. Potrafili rozmawiać ze sobą zupełnie normalnie.

Aktorzy, którzy zaszczepili się poza kolejnością, powinni wziąć udział w jakiejś akcji promocyjnej, gdy będą się szczepić po raz drugi?

- Proszę pytać aktorów. Poznałem dokumenty dotyczące tej sprawy i wynika z nich, że temat jest dużo bardziej złożony.

Nie oburzyło to pana?

- Oburza mnie bardziej, że 1000 dawek szczepionek się zmarnowało. W Izraelu, gdy ktoś nie zgłosi się na szczepienie, wzywa się każdego chętnego, by żadna dawka się nie zmarnowała tego dnia. Wystarczy porównać liczby - zaszczepiono kilkunastu wybitnych polskich aktorów, a zmarnowało się 1000 dawek. Robimy szum wokół jednego grzechu, a drugiego nie komentujemy.

W kolejnych wyborach opozycja powinna wystartować w jednym bloku?

- Metoda d'Hondta preferuje duże ugrupowania. Idealny byłby jeden wielki blok koalicji demokratycznej. Nie wiem, czy to się ziści, ale wiem jedno - zespoły programowe wszystkich formacji opozycyjnych powinny już teraz rozpocząć poważne rozmowy koalicyjne polegające na szukaniu wspólnych mianowników programowych. Trzeba szukać podobnych rozwiązań, które pozwoliłyby nam wystartować jako jeden duży blok. Jeśli to się nie uda, to dobre byłyby chociaż dwa mocne bloki, które pozbawią PiS dalszego rządzenia.

Jeśli będzie to jeden blok, to na jego czele powinien stanąć Donald Tusk?

- Nie znam deklaracji Donalda Tuska w tej sprawie, ale w mojej opinii to jeden z najwybitniejszych polskich polityków, którego obecność na scenie politycznej jest ciągle widoczna. Do wyborów jest jeszcze sporo czasu.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama