Reklama

Reklama

Łódzcy radni opuszczają klub SLD w geście protestu. "Nie trzeba było PiS-u uwiarygadniać"

Czworo łódzkich radnych opuszcza miejski klub SLD w geście protestu przeciwko porozumieniu centrali partii z Prawem i Sprawiedliwością w sprawie KPO. Tym sposobem klub SLD w Łodzi przestaje istnieć. Nie trzeba było PiS-u uwiarygadniać. Pod taką polityką nie jesteśmy w stanie się podpisać - mówi Interii Maciej Rakowski, który w Radzie Miasta zasiada od 1994 roku. - Jest pewna granica, której przekraczać nie można. Mam sygnały z kraju, że możliwe są kolejne podobne odejścia - mówi z kolei Dariusz Joński, poseł Koalicji Obywatelskiej, były członek SLD.

Maciej Rakowski, Małgorzata Niewiadomska-Cudak, Sylwester Pawłowski i Władysław Skwarka - to najbardziej doświadczeni radni łódzkiego SLD, a jednocześnie trzon terenowych struktur partii w woj. łódzkim. To oni, jako pierwsi w Polsce, publicznie dali wyraz niezadowolenia przeciwko decyzji centrali Nowej Lewicy w związku z porozumieniem z PiS w sprawie Krajowego Planu Odbudowy. Zdecydowali o opuszczeniu klubu SLD i założyli własny - Łódzką Lewicę. Ta decyzja oznacza, że klub SLD w Łodzi przestaje istnieć, bo zostały w nim dwie osoby, a formalnie potrzebne są przynajmniej trzy.

Reklama

- Nie zgadzamy się na współpracę z Prawem i Sprawiedliwością. Mogliśmy poprzeć Fundusz Odbudowy, ale nie na takiej zasadzie. Nie trzeba było PiS-u uwiarygadniać. Pod taką polityką nie jesteśmy w stanie się podpisać. Poza tym nie wszystko funkcjonowało najlepiej w klubie i radzie. Sytuacja jest więc złożona - mówi Interii Maciej Rakowski, który w Radzie Miasta zasiada od 1994 roku.

W jaki sposób nowy klub zamierza działać w Radzie Miasta? Czy zawiąże nową koalicję? Czy odejście z klubu SLD jest jednocześnie sprzeciwem wobec prezydentury Hanny Zdanowskiej? Rakowski przekonuje, że jest wręcz odwrotnie.

- Deklarujemy, że będziemy wspierać panią prezydent Hannę Zdanowską, jesteśmy otwarci na dobre projekty. Nie przesiadamy się do ław opozycji. Nie będzie żadnej nowej koalicji, zostajemy samodzielnym klubem i będziemy głosować tak, jak uważamy, biorąc pod uwagę wyłącznie kryteria merytoryczne - zapewnia doświadczony działacz.

Tymczasem piątkowa decyzja może dać do myślenia politykom związanym z SLD w innych regionach Polski. - Ludzie w terenie aż kipią. Są wściekli, bo Lewica nie jest wszędzie taka sama. Szczególnie w starszym elektoracie, bo PiS regularnie ich upokarzał, a teraz liderzy partii z nim negocjują - przekazał nam jeden z parlamentarzystów.

Pytamy też posła Dariusza Jońskiego, który przez lata był politykiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej i łódzkim działaczem, czy obrazki z Łodzi są dla niego zaskoczeniem.

- Jest pewna granica, której przekraczać nie można. Mam sygnały z kraju, że możliwe są kolejne podobne odejścia. To są bardzo trudne decyzje dla tych ludzi. Elektorat lewicowy jest zerojedynkowy. Chodzi o symbolikę, a nie o to jedno głosowanie. Nie można siadać do stołu z tymi samymi ludźmi, którzy niszczą prawa człowieka czy sądownictwo. Można to zrobić, ale to bilet w jedną stronę - mówi nam Joński.

Reakcja łódzkich działaczy może być zaskakująca w świetle ostatnich sondaży. W czwartek "Wydarzenia" Polsatu podały, że aż 66 proc. respondentów dobrze odbiera decyzję Lewicy o poparciu Funduszu Odbudowy.

- Pierwsze wiarygodne sondaże możliwe są najwcześniej za tydzień. Przypomnę 2014 rok i spotkanie ówczesnego kierownictwa SLD z Jarosławem Kaczyńskim w świetle kamer. Miesiąc później w sondażach Lewica miała 40 proc. mniej - z 8,6 proc. spadła do 5 proc. Dla elektoratu Lewicy często jedno zdjęcie znaczy dużo więcej niż tysiąc słów - przypomina Joński.

Łukasz Szpyrka, współpraca: Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama