Reklama

Reklama

Koronawirus. Diagności biją na alarm. Brakuje odczynników

Kilka dni temu diagności laboratoryjni apelowali o doposażenie ich w odczynniki potrzebne do badań. Od tego czasu nie zmieniło się nic. - Nie jesteśmy w stanie zbadać wszystkich pacjentów tą samą liczbą odczynników, dlatego w niektórych miejscach sytuacja jest dramatyczna – mówi nam dr n. med. Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Diagności laboratoryjni to jedna z najważniejszych grup zawodowych w dobie pandemii. To od wyników ich badań zależy, jak mają pracować lekarze i pielęgniarki. Jeśli tempo ich pracy wyhamowuje, to samo dzieje się w szpitalach walczących bezpośrednio z COVID-19. Dlatego tak ważne jest, by diagności mieli narzędzia do pracy, a są nimi aparaty służące do diagnostyki oraz odczynniki.

Reklama

- Od naszego pierwszego apelu sytuacja się nie zmieniła, odczynników nadal brakuje. Nie jest to sytuacja doraźna. Dostawy na polski rynek są w tym momencie za małe w stosunku do bardzo rozwojowej sytuacji epidemiologicznej. Zauważamy lawinowe wzrosty liczby zakażonych i chorych, dlatego potrzebujemy większej liczby odczynników - mówi nam nam dr n. med. Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Zdaniem KRDL należy zwiększyć dostawy odczynników przynajmniej dwukrotnie.

- Średniej wielkości laboratorium potrzebuje ok. 200-300 odczynników miesięcznie, by spokojnie, bez stresu prowadzić diagnostykę. Otrzymuje 100. Łatwo podzielić, że na takim poziomie wychodzą trzy badania dziennie. W tym momencie jest to liczba, która absolutnie nie zabezpiecza laboratoriów w odpowiednią liczbę odczynników. Narażona jest ciągłość pracy, bo jeśli jednego dnia wykonamy siedem badań, to kolejnego laboratorium może stanąć - wylicza Kłudkowska.

"W niektórych miejscach sytuacja jest dramatyczna"

- Laboratoria w szpitalach jednoimiennych, które również pracują na tych aparatach, potrzebują miesięcznie ok. 700 odczynników, a otrzymują 200-300. Średnio licząc, nasze zapotrzebowanie jest pokryte najwyżej w 50 proc. - nie ukrywa Kłudkowska.

Wiceprezes KRDL podkreśla, że nikt nie kontaktował się z Radą od czasu pierwszego apelu. Z dnia na dzień sytuacja staje się więc trudniejsza. Rośnie liczba zakażonych i chorych, ale laboratoria nie mogą pracować więcej i szybciej, bo po prostu nie mają do tego narzędzi, jakimi są odczynniki.

- W marcu każdy wybierał rozwiązania skrojone na miarę. W wielu szpitalach postawiono na aparaty do szybkich badań molekularnych, których największą zaletą jest szybki czas otrzymania wyniku - od pół do półtorej godziny. O ile dostawy odczynników na początku były w miarę zadowalające, to teraz, przy takim naporze pacjentów, są po prostu za małe. Nie jesteśmy w stanie zbadać wszystkich pacjentów tą samą liczbą odczynników, dlatego w niektórych miejscach sytuacja jest dramatyczna - bije na alarm Kłudkowska.

- Lekarze w tym momencie tracą główne narzędzie, jakim były wyniki naszych badań. To wszystko jest ze sobą powiązane. Jeszcze niedawno na wyniki czekali godzinę, a dziś kilkadziesiąt godzin. Domyśla się pan, kogo obwiniają lekarze. To my musimy tłumaczyć, że odczynników nie ma - dodaje.

Wypowiedź Sasina

Kłudkowska odniosła się też do słów wicepremiera Jacka Sasina, które jej zdaniem, są włożeniem kija w mrowisko. Polityk na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia powiedział: "Oczywiście występują problemy, tym problemem jest chociażby zaangażowanie personelu medycznego, lekarzy. Niestety występuje taki problem jak brak woli części środowiska lekarskiego - chcę to podkreślić wyraźnie, części. Oczywiście bardzo wielu lekarzy, pielęgniarek, personelu medycznego z wielkim poświęceniem wykonuje swoje obowiązki, ale część tych obowiązków wykonywać nie chce".

Zdaniem Kłudkowskiej takie wypowiedzi jedynie zaogniają napięcie na linii system ochrony zdrowia - obóz rządzący.

- Takie wypowiedzi są po prostu zatrważające. Proszę sobie wyobrazić, że pracujemy tak jak dotąd, a dodatkowo przeprowadzamy diagnostykę w kierunku koronawirusa. Mamy mnóstwo obowiązków związanych ze sprawozdawczością, która jest po prostu mordercza. To jakiś absurd, że nie ma jednej platformy do rejestracji i wydawania wyników. Jeżeli tak będziemy podchodzić do tematu, to możemy mieć za chwilę wielki problem. Mamy niedobory kadrowe od dawna, a tego typu naciski nie powodują zadowolenia w naszej grupie zawodowej - przekonuje Kłudkowska.

Obecnie funkcjonuje ponad 200 laboratoriów prowadzących działania w kierunku wykrywania COVID-19. W Polsce mamy 16,5 tys. diagnostów laboratoryjnych.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje