Reklama

Reklama

Konwencja Platformy Obywatelskiej, czyli chleb, sól, gaszenie pożarów i zmiana konstytucji

Opowieść o zapachu polskiego chleba, dyscyplinowanie Franciszka Sterczewskiego i Sławomira Nitrasa, ale też próba wciągnięcia Jarosława Kaczyńskiego do własnej gry przez apel o zmianę konstytucji - to tylko kilka kluczowych momentów nieoczywistego wystąpienia Donalda Tuska podczas konwencji Platformy Obywatelskiej.

Widz, który dość przypadkowo włączył telewizję w sobotnie przedpołudnie miał prawo czuć się zmieszany. Zaczęło się od hymnu, potem było powitanie chlebem i solą, sielska atmosfera i przekonywanie, że "w większości jesteśmy katolikami". Nie, to nie była kolejna konwencja Prawa i Sprawiedliwości, ale co ciekawe progresywnej i liberalnej Platformy Obywatelskiej, którą Donald Tusk chce wprowadzić na pole, na którym od dawna rozgościła się partia rządząca.

Miejsce nie było przypadkowe. Płońsk to małe miasto, jakich w Polsce jest blisko tysiąc. Od wielu lat są one matecznikiem Prawa i Sprawiedliwości. Dziś Platforma wpływa na te wody licząc, że uda jej się zerwać z łatką wielkomiejskiej partii, która nie liczy się z głosem ludzi w mniejszych miejscowościach. To zapewne jedna z ważniejszych diagnoz Donalda Tuska, który na początku wakacji wrócił do polskiej polityki i w tym czasie zdołał już poznać partyjnych kolegów. I to oni, mimo że często i głośno bili brawa, mają po tym wystąpieniu najwięcej do przemyślenia.

Reklama

Tusk gasił pożary z ostatnich tygodni. Dyscyplinował Franciszka Sterczewskiego, którego komiczny bieg w Usnarzu Górnym stał się przyczynkiem do powstawania memów i wyśmiewania całej Koalicji Obywatelskiej. - Nazwę rzeczy po imieniu, bo nie pozwolę, byśmy zmarnowali energię, którą na nowo zaczęliśmy budować od kilku miesięcy. Wiem, że Polacy, kiedy pada słowo "granica", "terytorium", "państwo polskie", to trzymają kciuki za Straż Graniczną i swoich żołnierzy - mówił Tusk.

Swoje usłyszał też Sławomir Nitras, który w Olsztynie mówił o "opiłowaniu katolików z przywilejów". - Katolicy nie chcą być opiłowani. Sławek się nie pogniewa, znamy się tyle lat. To przykład, który dotyczy każdego z nas. Kiedy mówicie publicznie choćby jedno słowo, Polacy oczekują od was odwagi, ale też czułości. Naszym przeciwnikiem nie są instytucje, ale zła władza, która psuje te instytucje czy słowo. Naszym przeciwnikiem nie są katolicy, bo przecież my jesteśmy katolikami w większości, nie wpadajmy w schizofrenię - apelował Tusk.

Poza Sterczewskim i Nitrasem znalazł się także bohater zbiorowy. W opinii Tuska członkowie Platformy Obywatelskiej zbyt dużą wagę przywiązują do własnych karier, jednocześnie zbyt często zapominając o prawdziwej polityce odpowiedzialności.

- Te litery PO muszą znowu zacząć znaczyć, tak jak kiedyś, "pełna odpowiedzialność". Jestem gotów błagać was o to, że jesteście odpowiedzialni za potrzeby i lęki Polaków, a nie za swoje kariery. Rozumiem, że jak są kamery, to chce się popisać, ale prawdziwa polityka, to polityka odpowiedzialności za to, co się mówi i za ludzi - mówił Tusk.

Konwencja, a w zasadzie najważniejszy jej punkt, czyli wystąpienie Tuska, skupiło się jeszcze na trzech innych osiach narracji. Pierwszą jest chleb, który stał się fizycznym symbolem wniesionym na scenę (burmistrz Płońska chlebem i solą powitał Tuska), ale też metaforycznym akcentem, który pozwolił liderowi PO płynnie przejść do krytyki obecnego rządu. Tusk podkreślał, że niedawno premier Mateusz Morawiecki kluczył przy odpowiedzi o cenę chleba, a to samo robił Jarosław Kaczyński w 2007 roku.

Inna oś dotyczyła mniejszych miejscowości, o które Platforma, przynajmniej w zapowiedzi Tuska, zamierza walczyć. Lider PO, ale też inni goście, mówił o potrzebie wzmocnienia roli samorządów, którzy najlepiej mają wiedzieć, czego potrzebują ludzie tam mieszkający. Tusk podał też pewne konkrety na ulepszenie sytuacji w mniejszych miejscach.

- Kanalizacja i wodociągi, oferta edukacyjna i kulturalna. Wiele usług może mieć charakter mobilny. Ważne, by usługa mogła przyjechać do danego miasteczka. Ważne, by odległość nie brzmiała jak wyrok - mówił Tusk.

Trzecia sprawa, być może najważniejsza, dotyczyła obecności Polski w Unii Europejskiej. Tusk przekonywał, że PiS chce wyprowadzić Polskę z UE. Zaproponował nawet zmianę konstytucji. - Prezesie Kaczyński, wystarczy głosów naszych i waszych na drobną zmianę w konstytucji, która pozwoli uniknąć ryzyka wyprowadzenia Polski z UE. Jeśli się nie zgodzicie, to będę każdego dnia powtarzał, że nie zgodziliście się, bo chcecie wyprowadzić Polskę z UE - zagroził Tusk.

Wystąpienie Tuska nakreśliło ramy konwencji, bo o podobnych potrzebach mówił m.in. prezydent Rafał Trzaskowski. Co ciekawe, Tusk pogratulował mu organizacji Campusu Polska Przyszłości, a nawet... zaprosił jednego z młodych ludzi, który zadał w Olsztynie pytanie dotyczące mniejszych miejscowości. Dziś obszernej odpowiedzi na to pytanie udzielił Tusk.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje