Reklama

Reklama

Jan Piekło o słowach Marine Le Pen: Sprzeczne z polską racją stanu

- To stanowisko sprzeczne z polską racją stanu. Sprzeczne z polityką Warszawy. To sformułowanie, którego nie akceptujemy - mówi Interii były ambasador RP na Ukrainie Jan Piekło, który w ten sposób skomentował słowa Marine Le Pen z wywiadu dla "Rzeczpospolitej". "Ukraina należy do sfery wpływów Rosji" - powiedziała liderka Zjednoczenia Narodowego, która przez ostatni weekend w Warszawie była gościem partii rządzącej.

Łukasz Szpyrka, Interia: Marine Le Pen udzieliła wywiadu "Rzeczpospolitej", w którym oceniła, że "Ukraina należy do sfery wpływów Rosji". Jest pan zaskoczony?

Jan Piekło, ambasador RP na Ukrainie w latach 2016-2019: - To stanowisko sprzeczne z polską racją stanu. Sprzeczne z polityką Warszawy. To sformułowanie, którego nie akceptujemy. Nie akceptuje go również większość naszego społeczeństwa . Inna sprawa, że to słowa, które ta pani mówi od dawna. To też wskazówka, że gdyby przypadkiem doszło do jej zwycięstwa w wyborach we Francji, to realizowana byłaby tam polityka podobna do polityki Berlina.

Reklama

W sobotę Le Pen spotkała się w Warszawie z Mateuszem Morawieckim, Jarosławem Kaczyńskim i innymi przedstawicielami europejskiej prawicy. Dwa dni później pojawiają się te słowa.

- Nie byłem przy tych rozmowach. Nie wiem, czy jakaś ich część dotyczyła sytuacji na Ukrainie i kryzysu na białorusko-polskiej granicy. Jeśli Ukraina "leży w sferze wpływów Rosji", to patrząc na sytuację na polskiej, litewskiej i łotewskiej granicy można wnioskować, że tam też Rosja chciałaby odzyskać swoje wpływy. To bardzo niebezpieczne.

"Możemy się różnić w wielu sprawach, ale jednocześnie musimy mieć sojusz partii, które chcą silnej Unii Europejskiej siłą państw" - tak do tych słów odniósł się Mateusz Morawiecki. Dodał, że nie każdy z Europy Zachodniej musi się orientować w polityce wschodniej, tak jak i on nie orientuje się, co się dzieje w Afryce Północnej.

- Należałoby się zainteresować tym, co się dzieje w Afryce Północnej. Mają tam miejsce istotne sprawy, gdzie również sporą rolę odgrywa Rosja, szczególnie najemnicy Grupy Wagnera. Niestety, rolę niedobrą dla bezpieczeństwa. W polityce jest natomiast tak, że są różne zdania. Jeśli to zdanie nie pokrywa się z polską racją stanu, to po prostu powinniśmy realizować polską rację stanu.

Rząd Morawieckiego powinien zakończyć współpracę z Marine Le Pen?

- Za mało na ten temat wiem. Jeżeli jest pomysł na tworzenie Europy z partiami, których część przywódców będzie się wypowiadała w ten sposób, że Rosja ma prawo do odzyskania swojej strefy wpływów, to nie leży to w interesie naszej części Europy, Polski i Unii Europejskiej.

We wtorek Joe Biden spotyka się z Władimirem Putinem. Co się może wydarzyć?

- Spodziewam się pewnej stanowczości Bidena, wyciągnięcia wniosków z pierwszego spotkania. Należy odrzucić żądanie Rosji, które dawałyby jakiekolwiek gwarancje przywracające sytuację z układu jałtańskiego, haniebnego dla Europy i dla nas. Tak powinno się to skończyć. Pytanie, jaka będzie reakcja Rosji.

Myśli pan o agresji na Ukrainę? Jak bardzo jest ona realna?

- Skoro raz już do tego doszło w 2014 roku, o czym większość polityków europejskich, w tym również Frontu Narodowego Marine Le Pen, nie pamięta, to trzeba im o tym przypomnieć. Tak, może do tego dojść. Putin jest w trudnej sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej i potrzebuje sukcesu. Nie jest w stanie zaoferować ludziom podwyżek i poprawy standardu życia, więc może im zaoferować upokorzenie Ukrainy, która jest jego odwiecznym problemem.

Tylko jak bardzo jest to prawdopodobne?

- Powiedziałbym 50 na 50. Dużo zależy od spotkania Biden-Putin, ale też tego, co się dzieje na osi stosunków między Pekinem a Moskwą. Być może jest pomysł na otwarcie wspólnego frontu - jeden na Ukrainie, drugi na Tajwanie.

Na pewno wciąż ma pan rozległe kontakty na Ukrainie. Czego spodziewają się Ukraińcy?

- Mają świadomość - zarówno elity polityczne, ale też zwykli ludzie, szczególnie ci mieszkający blisko frontu na Donbasie - że grozi im niebezpieczeństwo. Żyją z tym od kilku lat. Wierzą w swoją armię, dobrze uzbrojoną, z doświadczeniem bojowym, która jest w tej chwili jedną z silniejszych w Europie. Wierzą, że jeśli Rosja zdecyduje się na taki krok, poniesie wielkie straty.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama