Reklama

Reklama

Donald Tusk: Tak, wróciłem. Co to właściwie oznacza?

Donald Tusk wraca do polskiej polityki i bierze od dziś pełną odpowiedzialność za Platformę Obywatelską. Rysuje też plan działania na najbliższy czas: to wojna totalna z Prawem i Sprawiedliwością.

Borys Budka rezygnuje z funkcji przewodniczącego Platformy Obywatelskiej i ustępuje miejsca Donaldowi Tuskowi. Wielki powrót w polskiej polityce staje się faktem. Powrót, jakiego dotąd nie było, bo żaden z najważniejszych polskich polityków wcześniej na taki krok się nie zdecydował. Czy to jednak oznacza sukces Platformy? Po pierwszym wystąpieniu Tuska jest tyle samo pytań co odpowiedzi.

Pierwsze przemówienie Tuska daje jasny sygnał - PO ma się bić z Prawem i Sprawiedliwością na całego. Tusk określa PiS jako największe zło w polskiej polityce. To obecnie rządzącym zarzuca dosłownie wszystko, co nie funkcjonuje odpowiednio w kraju. To jednocześnie powrót do przeszłości, bo przecież doskonale znamy konflikt, którym polska polityka żywiła się przez lata. Lata jednak minęły.

Reklama

Tusk pojawia się na polskiej scenie politycznej po blisko siedmiu latach nieobecności. W tym czasie ta scena została solidnie przemeblowana, pojawili się na niej nowi gracze, a starzy odeszli. Dość powiedzieć, że dokładnie siedem lat temu - 3 lipca 2014 roku, wiadomości dnia było przynajmniej kilka:

- Były premier Józef Oleksy w rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznał, że "Donald Tusk psuje państwo",

- W oficjalnej narracji kandydatem PiS na premiera był prof. Piotr Gliński,

- Jarosław Kaczyński zaprosił na koalicyjne rozmowy Zbigniewa Ziobrę,

- Formacje lewicowe zawarły tzw. Porozumienie 61,

- Ryszard Petru był wziętym komentatorem i przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich,

- Aktywnym graczem był jeszcze Janusz Palikot, który tracił kolejnych posłów Twojego Ruchu,

- Zanim w Brukseli pojawił się Tusk, chwilę wcześniej zawitał tam Janusz Korwin-Mikke,

- Aktywnym politykiem brylującym w mediach był Adam Hofman,

- A głównym tematem była afera podsłuchowa.

Siedem lat minęło, a premiera Oleksego nie ma już nie tylko w polityce, ale też na tym świecie - zmarł kilka miesięcy później. Gliński premierem nigdy nie został. Palikot najpierw zaszył się na Lubelszczyźnie, a od niedawna inwestuje w nowe biznesy. Ziobrze rozmowy z Kaczyńskim się opłaciły, bo rok później panowie formowali nowy rząd. Korwin-Mikke zdążył wrócić z Brukseli, zbudować szeroki front partii prawicowych i z Konfederacją wszedł w 2019 roku do Sejmu. Hofman w polityce długo nie zabawił - kilka miesięcy później, po aferze madryckiej, odszedł z PiS. Z sojuszu formacji lewicowych nic nie wyszło, a w kolejnych wyborach lewica wyleciała z Sejmu. Zdążyła też już wrócić. Petru przez pewien czas był przymierzany do fotela premiera i bił rekordy popularności. W polityce już go nie ma.

Siedem lat w polityce to nie jest długo - to wieki. Tusk w tym czasie był w Polsce jedną nogą. Drugą miał w Brukseli, ale jak przekonuje, wciąż nie pogodził się z tym, co dzieje się w kraju.

- Powiem dość brutalnie: jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tego, co się w Polsce dzieje. Z otwartą przyłbicą mówimy, że dziś zło rządzi w Polsce i wychodzimy, by się bić z tym złem. Zło, które czyni PiS jest tak ewidentne, bezwstydne, permanentne. Może ta premedytacja sprawiła, że wszyscy w Polsce opuścili ręce. Trzeba zacząć od pierwszego przykazania: jak widzisz zło, walcz z nim i nie pytaj o dodatkowe powody - zaapelował Tusk.

Jego wystąpienie miało dwóch adresatów. Pierwszym, najważniejszym, był Jarosław Kaczyński i politycy Prawa i Sprawiedliwości. Tusk zademonstrował, że szuka starcia. Kaczyński z kolei pokazuje od lat, że chętnie podejmuje rękawice i tak też pewnie będzie w tym przypadku.

- Wymyślili, że naradzą się w tajemnicy jak kraść dalej, ale żeby tego widać nie było. Oni musieli badania przeprowadzić. Nie mówię tylko o pieniądzach. Jedna rzecz wzbudziła we mnie autentyczną pasję i furię. Politycy są różni, ale najbardziej krytycznie myślący o politykach ludzie w Polsce i Europie nie mogli uwierzyć, ja nie mogłem uwierzyć, że w samym środku pandemii oni robią takie rzeczy (...) Wszędzie na świecie rządy robią błędy, ale nigdzie nie spotkałem ludzi, którzy mają władzę, wokół panuje zaraza, a oni kombinują jak zarobić. Ja się do tego nie przyzwyczaję, wy się też nie przyzwyczaicie - zwrócił się do swoich starych-nowych kolegów.

Drugim adresatem byli politycy Platformy, którzy oczekiwali mocnego otwarcia. Usłyszeli od Tuska słowa, które były im potrzebne.

- Oni są silni wyłącznie naszą słabością. Otwórzcie szerzej oczy, widzicie tam jakiegoś giganta, tytana? To groteskowa grupa ludzi. To nie jest obezwładniająca siła. Obezwładnia nas brak wiary i nasza słabość. Zwrócę się do PiS: macie z kim przegrać. Idziemy po zwycięstwo, bo nie jesteśmy bezradni. Gdybym w to nie wierzył, nie rzucałbym tego ciepłego miejsca. Wiara w zwycięstwo to coś, co macie w sobie napisane. Uwierzcie w siebie. Ja wierzę w siebie, wierzę w was, wierzę w Polskę. Wygramy - tymi słowami zakończył swoje przemówienie.

W tle całej tej historii są jeszcze dwie ważne osobistości PO: Borys Budka i Rafał Trzaskowski. Pierwszy odchodzi z klasą, w imię wyższego dobra - jak przekonywał. Tymi słowami w sukces próbował przekuć swoją porażkę, bo oczywiście rezygnacja wynika z jego słabości jako lidera PO. Budka znajdzie miejsce w prezydium PO - zostanie jednym z wiceprzewodniczących po ustąpieniu Ewy Kopacz i Bartosza Arłukowicza.

Drugą osobistością jest Rafał Trzaskowski, którego milczenie, sporadyczny i wymuszony uśmiech czy skwaszona mina mówią więcej niż jakiekolwiek słowa. Trzaskowski, na razie, z pierwszego starcia z Tuskiem wychodzi przegrany. Rozmowy, które toczyły się od dwóch dni nie przyniosły satysfakcjonującego go rozstrzygnięcia, co podczas rady krajowej widać było jak na dłoni.

W Platformie pojawią się teraz pytania, co zrobi Rafał Trzaskowski. Czy odejdzie? Usunie się w cień? Będzie obstawał przy wewnętrznych wyborach o przywództwo? Politycy PO to pytanie będą zadawać sobie jutro, bo dziś wydarzenie dnia jest jedno: platformiane święto związane z powrotem byłego lidera.

Zmiana przywództwa w PO była wyczekiwana, była jej potrzebna, ale trudno powiedzieć, jakie będzie miało to przełożenie na polską scenę polityczną. W przemówieniu Tuska zabrakło elementu nowości, ale też planów na dalszą przyszłość dotyczącą ewentualnej współpracy z innymi ugrupowaniami opozycyjnymi.

Łukasz Szpyrka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL