Reklama

Reklama

Donald Tusk stracił prawo jazdy. Eksperci od wizerunku: Zabrakło przeprosin

Eksperci zajmujący się wizerunkiem politycznym nie mają wątpliwości, że sobotnia wpadka Donalda Tuska związana z przekroczeniem przepisów i zatrzymaniem prawa jazdy nie jest zwykłym potknięciem, a poważną rysą na wizerunku. Jednogłośnie twierdzą, że Tusk powinien był przeprosić. W opinii części z nich jest już na to za późno.

Sobota, 20 listopada, okolice południa. Interia jako pierwsza podaje informację, że Donald Tusk został zatrzymany przez policyjny patrol w terenie zabudowanym, gdzie pędził 107 km/h. Policja zatrzymuje jego prawo jazdy, nakłada mandat karny w wysokości 500 zł i 10 punktów karnych. Nasze doniesienia potwierdza rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Mławie.

Chwilę później do tego zdarzenia odniósł się sam lider Platformy Obywatelskiej. W krótkim wpisie na Twitterze przyznał, że taka sytuacja miała miejsce, a karę przyjął "bez dyskusji". "Jest przekroczenie przepisu drogowego, jest kara zatrzymania prawa jazdy na trzy miesiące plus 10 punktów i mandat. Adekwatna. Przyjąłem ją bez dyskusji" - napisał Tusk.

Reklama

Informacja rozchodzi się błyskawicznie, a podają ją wszystkie największe media w kraju. Jest szeroko komentowana w mediach społecznościowych, przez polityków, ekspertów od bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także zwykłych obywateli. Zdarzenie dotyczyło bowiem nie przeciętnego polityka, tylko jednego z najważniejszych, najbardziej rozpoznawalnych w kraju, który ma aspiracje, by znów być u władzy. Podobne sytuacje niemal się nie zdarzają, a nawet jeśli dotyczą znanych osób publicznych, to są to głównie celebryci.

Jak więc sobotnie zdarzenie może wpłynąć na karierę samego Tuska, a także notowania Platformy Obywatelskiej? Czy wpis na Twitterze był najlepszą możliwą reakcją? Co można zrobić, by zniwelować wizerunkowe straty? Takie pytania postawiliśmy ekspertom zajmującym się wizerunkiem politycznym. Wszyscy nasi rozmówcy jednoznacznie przyznają, że w całej tej sytuacji popełniono komunikacyjne błędy.

Wizerunkowy strzał w kolano

- Bardziej w kolano pan Donald Tusk nie mógł sobie strzelić - ocenia Bartosz Czupryk, specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego. - Dla ratowania wizerunku przyznał się do tego wykroczenia. I nie tylko przyznał się do winy, ale też uderzył się w piersi. Niemniej politykowi z taką pozycją kompletnie nie przystoi taka wpadka wizerunkowa, ponieważ odbija się to na jego wiarygodności - uważa ekspert.

- Złamanie prawa to złamanie prawa, bez względu na to, czy polityka lubimy, czy nie - przekonuje Wiesław Gałązka, ekspert i doradca wizerunkowy, wykładowca na Wydziale Komunikacji Społecznej Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. - Donald Tusk popełnił poważne wykroczenie drogowe i poniósł konsekwencje. Sam fakt przyjęcia mandatu jest w porządku, ale wizerunkowo nie wykonał kilku kroków, które powinien zrobić. Musiał mieć świadomość, że to zdarzenie negatywnie zapunktuje na PO - uważa.

- Przede wszystkim zabrakło słowa "przepraszam". To rozładowałoby część napięcia w jego środowisku i wśród tzw. partnerów z innych partii opozycyjnych - uważa z kolei Grzegorz Sikora, konsultant ds. marketingu politycznego w agencji Lisowski PR i doradztwo.

Donald Tusk powinien przeprosić?

Jego słowa powtarzają inni eksperci, którzy wskazują, że przeprosiny to fundamentalna zasada w tego typu sytuacjach. Jak mogłyby brzmieć?

- "Przepraszam wszystkich, których mogło to urazić. Jako polityk tej rangi nie powinienem tak postąpić. To nauka na przyszłość". Tylko to powinno paść w tym samym dniu, w tym samym wpisie. Teraz jest za późno na przeprosiny - uważa Sebastian Drobczyński, ekspert ds. marketingu politycznego.

Gałązka: - Przepraszać trzeba umieć. Nie wystarczy powiedzieć "przepraszam", ale trzeba wyrazić pewną pokorę, autentyczny żal, ocenić samego siebie. Ludzie lubią być przepraszani.

Większość naszych rozmówców uważa, że na przeprosiny jest już jednak trochę za późno.

- Chyba że temat wciąż będzie gorący. Powinien wtedy powiedzieć, że bezdyskusyjnie nie ucieka przed odpowiedzialnością, ani przed słowem "przepraszam", które po prostu musi paść od polityka. Mimo to powinno to mieć miejsce wcześniej. Myślę, że to jakiś błąd sztabowców, którzy nie dopatrzyli tego słowa - zastanawia się Drobczyński.

Czupryk uważa natomiast, że przeprosiny mogą mieć jeszcze sens, o ile dość szybko zwołana zostanie konferencja prasowa, niekoniecznie poświęcona tylko temu tematowi. - Na takiej konferencji powinien się odnieść do tego zdarzenia. I przede wszystkim przeprosić - uważa Czupryk.

Co teraz? Limuzyna czy "zbiorkom"?

Sikora przekonuje natomiast, że istotna będzie postawa przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, dzięki której mógłby nawet przekuć wpadkę w wartość dodaną. Co teraz powinien zrobić Tusk?

- Unikać usprawiedliwiania i umniejszania dla tego incydentu poprzez porównywanie do wybryków drogowych polityków PiS. Tu nie powinno być podziału na "my i oni". Powstaje też pytanie, czy Donald Tusk zamknie się za drzwiami limuzyny, tak jak Jarosław Kaczyński, czy ruszy w Polskę "zbiorkomem" - zastanawia się Sikora.

Gałązka: - Natychmiast, na drugi dzień, powinien nagrać filmik, w którym przeprosiłby swoich wyborców. Mógłby w tym momencie zagrać też oczywiście kartą, że "zamyślił się nad tym, że Polska popada w tragiczną sytuację, martwił się o Polskę" itd. Dodatkowo mógłby sam się dodatkowo ukarać i np. przekazać 10 tys. zł na stowarzyszenie wspierające ofiary wypadków drogowych. Powinien zrobić przynajmniej tyle.

- Byłoby to uderzenie wyprzedzające, a teraz jest już za późno. Jego piractwo drogowe będzie przypominane we wszystkich momentach, kiedy tylko będzie się dało. To sprawa, która wisi. Im później dojdzie do jej wyjaśnienia, tym gorzej dla niego. Moim zdaniem jest już za późno - dodaje Gałązka.

Rywale będą wykorzystywać wpadkę Tuska

Z kolegą po fachu nie zgadza się natomiast Czupryk, który jest przekonany, że rehabilitacja finansowa to zły pomysł.

- Wpłacenie pieniędzy na cele charytatywne absolutnie nie będzie dobrym rozwiązaniem, bo to osoba, która uchodzi za majętnego polityka. Nie będzie łatwo odrobić takie straty wizerunkowe. Kiedy mówi się o zagrożeniu czyjegoś życia, zwykłe słowa przepraszam nie wystarczą. Nie można jednak do tego wracać bez końca, bo to i tak będzie przypominane przez rywali politycznych - uważa Czupryk.

Nasi rozmówcy nie mają też wątpliwości, że najlepsza strategia na zażegnanie kryzysu to szybkie rozprawienie się z tematem i zastąpienie go innym, w którym lider PO i jego otoczenie czują się dużo lepiej. Nie jest to jednak łatwe.

- Powinien prześledzić wszystkie wcześniejsze wypowiedzi dotyczące przekraczania prędkości w stosunku do innych polityków, prześledzić głosowania w sprawie zmiany przepisów prawa drogowego i jak najszybciej znaleźć inny temat dyskusji, by przykryć temat innymi zagadnieniami. To musi być cokolwiek, co pokaże jego skuteczność - uważa Drobczyński.

Czupryk: - Z czasem sprawę powinno się wyciszać. Rywale nie ułatwią mu tego zadania. Rykoszetem dostaje też PO. Ludzie do końca tego nie zapomną, ale PO i Tusk będą musieli przekierowywać uwagę.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama