Reklama

Reklama

Dlaczego nie przewieziemy węgla Odrą i Wisłą? "To uśpiona królewna"

- Moglibyśmy przewozić węgiel Odrą i Wisłą, gdybyśmy nie mieli od 40 lat niefunkcjonującej żeglugi śródlądowej - mówi Interii Jerzy Polaczek, były minister transportu, który żeglugę nazywa "uśpioną królewną". Czy bez tego rząd sobie poradzi? - Należałoby oczekiwać od MAP spójnej informacji dotyczącej stanu przygotowań i zdolności operacyjnych do rozsyłania tych ładunków węgla - dodaje.

Kryzys węglowy jest jednym z najtrudniejszych zadań rządzących tego lata. Po embargu na rosyjski surowiec polski rząd, jak podawał "Dziennik Gazeta Prawna", późno zabrał się do pracy, by szukać alternatywnych źródeł dostaw. Już dziś wiadomo, że krajowe zapasy są niewystarczające i konieczne jest uzupełnienie z nowych kierunków.

To dlatego premier Mateusz Morawiecki polecił dwóm spółkom skarbu państwa - Węglokoks i PGE Paliwa - import 4,5 mln ton węgla do Polski. Wyznaczył też czas - surowiec ma być zakupiony do końca sierpnia, a w kraju ma się pojawić najpóźniej z końcem października.

Reklama

Eksperci zajmujący się branżą energetyczną najczęściej przekonują, że z zakupem węgla na rynkach światowych nie powinno być problemu, bo generalnie węgla jest sporo. Kłopot natomiast dotyczy możliwości przeładunkowych w polskich portach i sprawnej dystrybucji węgla po kraju. By składy znów zapełniły się czarnym kruszcem, trzeba działać szybko, bo z kilku powodów możliwości są ograniczone.

Problem z portami

Pierwszym z nich jest ograniczona przepustowość polskich portów. To dlatego w ostatnich dniach pojawiła się (nieprawdziwa - red.) narracja prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, dotycząca sprzedaży polskich portów. - Kto je sprzedał? Myśmy je sprzedali? Nie, sprzedała je Platforma Obywatelska - wskazywał. Dodawał, że porty są wąskim gardłem, które utrudnia operację.

- Liczę, że operatorzy w portach oraz przewoźnicy towarowi zrealizują te zadania. To zadanie podmiotów, które zajmują się tym profesjonalnie. Przyjęcie i przewiezienie w krótkim czasie 4,5 mln ton węgla to wyzwanie. Należałoby oczekiwać od MAP spójnej informacji dotyczącej stanu przygotowań i zdolności operacyjnych do rozsyłania tych ładunków węgla. Sprawę koordynuje MAP, a to dobry moment, by pokazać sprawność organizacyjną - przekonuje w rozmowie z Interią Jerzy Polaczek, wiceprzewodniczący komisji infrastruktury, minister transportu w latach 2005-2007.

MAP jednak nie kwapi się do kompleksowego przedstawienia stanu przygotowań. Zamiast tego wiceminister infrastruktury Rafał Weber poinformował, że problem z przepustowością portów rzeczywiście istnieje. By zwiększyć zdolności przeładunkowe, rząd rozważa wykorzystanie sąsiednich portów, m.in. w Rydze i Kłajpedzie.

Potrzebna nowe regulacje prawne?

Wcześniej wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski informował, że polskie porty są gotowe na dodatkowe przeładunki węgla. - Na ten rok zakontraktowanych jest 10,5 mln ton węgla, który ma przypłynąć do polskich portów, ale udało się wygospodarować dodatkowe 4,5 mln ton zdolności przeładunkowych - przekonywał.

Co ciekawe, Jerzy Polaczek, w imieniu parlamentu, zdradza, że jeśli problem będzie się utrzymywać, możliwe są nowe regulacje prawne, które mogłyby sytuację rozwiązać.

- Trzeba uzupełnić krajowe zasoby węgla kamiennego w ciągu kilku miesięcy. To normalny element prowadzenia profesjonalnej działalności gospodarczej i transportowej. Ludzie biorą za to pieniądze, mają w tej sprawie wiedzę i potencjał, by temat rozwiązać. Jeśli potrzebowaliby dodatkowych rozwiązań legislacyjnych, to jako parlament jesteśmy na to gotowi - deklaruje.

Problem z koleją

Inny problem dotyczy kolei, która może nie być gotowa na tak duże transporty. Według danych Urzędu Transportu Kolejowego, w ostatnich latach znacznie spadła łączna masa ładunków przewiezionych koleją dla węgla kamiennego, węgla brunatnego, ropy oraz gazu ziemnego. Jeszcze w 2011 roku było to ponad 100 mln ton (100,8 mln ton), a w 2020 roku było to już 82,6 mln ton, choć w statystyce za 2020 rok trzeba wziąć pod uwagę pandemię.

Czy jesteśmy więc w stanie przywrócić możliwości przewozowe kolei w dość krótkim czasie? Będzie to trudne również z innego powodu - spółkom kolejowym brakuje węglarek, czyli specjalnych wagonów do przewozu węgla. - To jest problem kolei, nie ma nawet w odpowiedniej liczbie węglarek, które mogłyby przewieźć węgiel. Ten problem sygnalizowały spółki ciepłownicze w zeszłym roku - mówił na antenie TVN24 Mariusz Marszałkowski z Biznes Alert. Jak dodawał, "PKP Cargo parę lat temu sprzedało pokaźną liczbę swoich węglarek, gdyż węgiel miał odejść do lamusa, już nie mieliśmy palić węglem".

Co na to były minister transportu Jerzy Polaczek? - Mamy różnych przewoźników towarowych, którzy uczestniczą w tych zamówieniach. Kiedy wydobywaliśmy ponad 100 mln ton węgla, to kolej dawała sobie z tym radę. Myślę więc, że nie powinno to powodować gwałtownych zakłóceń. Można ten potencjał nie tyle odbudować, co lepiej skonfigurować z terminami dostaw i potrzebami odbiorców. To pytanie o to, w jaki sposób rynek i oferta przewoźników odpowie na te potrzeby - uważa rozmówca Interii.

Co z żeglugą śródlądową?

Podsumowując: problem jest z portami i koleją, a droga lądowa jest wyraźnie ograniczona. Dlaczego więc nie żegluga śródlądowa i wykorzystanie dwóch największych rzek?

- Moglibyśmy przewozić węgiel Odrą i Wisłą, gdybyśmy nie mieli od 40 lat niefunkcjonującej żeglugi śródlądowej - uważa Polaczek. - Trzy lata temu sformułowałem postulat skomunikowania portów rzecznych w Gliwicach i na Odrze łańcuchem dostaw z Ukrainy. Trzeba w tej sprawie zintensyfikować rozmowy bilateralne z Niemcami. Żegluga śródlądowa jest dziś uśpioną królewną, którą trzeba po prostu obudzić i wprowadzić w obieg gospodarczy - przekonuje.

- Żegluga śródlądowa nie zastąpi w całości transportu kolejowego czy drogowego. Zawsze będzie uzupełnieniem, ale byłaby istotnym elementem w transporcie międzynarodowym patrząc na przykłady sąsiadów, np. Niemców, Austriaków czy Węgrów. To niebanalne pytanie, które rząd premiera Morawieckiego będzie musiał sobie postawić. Czekają nas uzupełniające decyzje i ciekawe dyskusje, bo temat dojrzewa - dodaje Polaczek.

Czy to w takim razie deklaracja czy jedynie myślenie życzeniowe byłego ministra, który od lat przekonuje, że żegluga śródlądowa jest wartościową alternatywą, również w tak wyjątkowych sytuacjach.

- To jest po prostu konieczne. To rodzaj transportu, który wpisuje się w cele rządu, w politykę europejską, jest konkurencyjny cenowo, ekologiczny i niskoemisyjny. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co widzimy za wschodnią granicą. To możliwość, z jakiej państwo polskie powinno skorzystać - podkreśla Polaczek.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy