Reklama

Reklama

"Czas na zmiany", czyli Platforma Obywatelska próbuje zbudować nową narrację

"Nie ma już lewicy ani prawicy" - przekonywał na konferencji Platformy Obywatelskiej prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, a ten punkt zajął aż 10 proc. jego czasu na wypowiedź.

To nie przypadek. Od miesięcy w stronę PO kierowany jest jeden główny zarzut - że jest nijaka. Krytyczne głosy trafiają do jej kierownictwa zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Liderzy PO poświęcili więc dużo czasu, by wyjaśnić wyborcom, czy są lewicowi, czy prawicowi.

Reklama

Poszukiwania własnej tożsamości skończyły się gdzieś w środku. Liderzy PO liczą na zbudowanie nowego przekazu, który przebije się do świadomości wyborców, ale też wewnątrz samej PO. Bo słowa wypowiedziane w sobotę przez Trzaskowskiego miały dwa zadania - ostudzić emocje w samej PO, ale też zbudować atrakcyjną propozycję pijarową dla potencjalnego wyborcy.

Sam Trzaskowski bardzo ważną kwestię niejako przemycił w swoim wystąpieniu. Robił to, co umie doskonale - budował nastrój, który dał mu znakomity wynik w wyborach prezydenckich. Wówczas przekonywał, że Donalda Tuska już nie ma, a przyszedł czas na emeryturę Jarosława Kaczyńskiego. Już pół roku temu dawał sygnał, w którą stronę PO powinna pójść. W stronę nowego języka, którym można zdominować nową polityczną epokę.

Taki był zresztą plan Budki, który reaktywując Instytut Obywatelski, czyli ekspercki think-tank PO, naciskał na wypracowanie nowego języka komunikacji z wyborcami. Mówił o tym w rozmowie z Interią dyrektor instytutu Jarosław Makowski.

Nowy plan jest dziś klarowny, a deklaracja ideowa PO, którą partia zapowiada od miesięcy, niczego w tym względzie nie zmieni. Działacze PO i jej wyborcy liczyli, że będą mogli na nowo utożsamiać się z partią, jeśli ta na osi lewica-prawica wskaże wyraźnie, gdzie jest. Dziś nie ma się co łudzić - tego wskazania nie będzie.

Zamiast tego PO chce zbudować nową oś - ideologiczną, narracyjną i komunikacyjną. Oś ma przebiegać na linii przeszłość-przyszłość. "Przyszłość" ma być artykułowana wyraźnie, a pierwsze, dość nieśmiałe próby, widzieliśmy podczas wystąpienia liderów. Można się spodziewać, że to słowo w najbliższych tygodniach zagości w ustach polityków tej formacji na stałe. Czy będzie skuteczne? Pokaże to... przyszłość.

Zręby postulatów programowych, choć wybite niemal w każdym dzisiejszym medialnym przekazie, nie są najważniejsze. PO musiała zaprezentować coś, co będzie chwytliwe. Musiała też zmierzyć się z problemem własnego "ja", co już takie proste nie jest. Dla PO kluczowe dziś pytanie nie brzmi, jak określić relacje Kościoła z państwem, ale czym ta partia jest. Od odpowiedzi na to pytanie, w utartym schemacie, udało się zręcznie uciec, rozpoczynając jednocześnie pewną ofensywę narracyjną. Oto od tego momentu PO nie będzie silić się na pozycjonowanie na polskiej scenie, bo chce pokazać, że idzie własnym torem. Z daleka od wytyczonych jeszcze w XVIII wieku podziałów na lewicę i prawicę.

Zresztą politycy PO odrobili pracę domową zaczytując się być może w lekturze... Łukasza Warzechy. Publicysta we wrześniu na łamach Tygodnika Polsat News pisał o zacieraniu się podziałów lewica-prawica. Jego konkluzja była jednoznaczna - tego podziału dziś nie ma.

Warzecha pewnie nie przypuszczał, że liderzy PO skorzystają z jego podpowiedzi. "Fakt, że pojęcia 'lewica' i 'prawica' są w Polsce (i nie tylko) używane niezgodnie ze swoim znaczeniem powinien nas tylko skłaniać, aby ten stan rzeczy zmieniać". 

I PO chce to zmienić, bo przecież "czas na zmiany".

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama