Reklama

Reklama

Bogdan Zdrojewski: Kryzys w PO trwa i jest dość głęboki

Miesiąc temu senator Bogdan Zdrojewski w rozmowie z Interią powiedział, że Borys Budka ma trzy miesiące, by wyprowadzić Platformę Obywatelską z kryzysu. Co mówi dziś? - Nie zmieniam zdania. Czasu jest coraz mniej. Potwierdzam, że problemy się nawarstwiają, a przeciąganie tej sytuacji może spowodować, że nadepniemy na kolejne skórki od banana, na których się przewrócimy. Za każdym razem jest to koszt. Już w tej chwili, po kryzysie piątkowego głosowania w Sejmie, Borys Budka ma zadanie o zdecydowanie wyższej skali trudności niż było to jeszcze miesiąc temu - mówi Interii Zdrojewski.

Łukasz Szpyrka, Interia: Senat uratował skórę Borysowi Budce?

Reklama

Bogdan Zdrojewski: Bez wątpienia uratował sytuację, ale pomógł bardziej całej Platformie Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej i opozycji.

Co z Borysem Budką?

- Jestem przeciwnikiem łatwych sądów. Nie ma wątpliwości, że kierownictwo, czyli również Borys Budka, ponosi odpowiedzialność za zaistniałą sytuację, ale nigdy nie rozstrzygam tak łatwo o odpowiedzialności indywidualnej. Trzeba przyjrzeć się procesowi podejmowania decyzji. Dokładnie ustalić, gdzie ten mechanizm zawiódł i kto jest głównym winowajcą. Nie czynię tego pochopnie.

Budka na poniedziałkowej konferencji prasowej powiedział, że decyzję podjęło Kolegium Klubu KO. Tymczasem Zieloni, na tym samym posiedzeniu, zgłaszali wyraźne zastrzeżenia. Decyzja nie była jednomyślna, a Budka zignorował głos jednego z koalicjantów. Czy w związku z tym KO może mieć kłopot z zachowaniem jedności?

- Kłopot z jednością pojawia się nie po raz pierwszy. Wynika z rzeczy naturalnych, bo różnice między członkami koalicji są dość poważne. Sztuką jest natomiast umiejętność łagodzenia napięć i różnic tak, by występować jednolicie na zewnątrz. Jak widać z tym także są kłopoty.

Czy ignorancja Budki powinna nieść za sobą konsekwencje?

- Dziś najważniejsze jest bardzo szybkie wybranie szefa klubu i podzielenie się obowiązkami w samej Platformie. Łączenie funkcji szefa klubu i szefa partii, jak widać, nie służy sprawności w podejmowaniu decyzji. Mało tego, przez to brakuje systemu wewnętrznej kontroli. Jestem wielkim zwolennikiem tego, by spośród posłów wybrać jak najszybciej nowego szefa klubu. Wydaje mi się, że to pierwszy krok do usprawnienia procesu podejmowania decyzji.

Kiedy może się to stać?

- Taka decyzja powinna zapaść na najbliższym posiedzeniu klubu.

Kto byłby dla pana idealnym kandydatem?

- Nie ma idealnego kandydata, bo w samym klubie jest wiele nurtów. Są natomiast kandydaci optymalni. Mam swoich faworytów, nawet kilku, ale byłbym nieuczciwy, gdybym jako senator wskazywał posłom konkretne nazwisko.

Czy wpis Donalda Tuska na Twitterze wpłynął na decyzję senatorów w sprawie głosowania za odrzuceniem projektu ustawy?

- Nie miało to żadnego znaczenia. Sam wpis spotkał się w partii z różnymi reakcjami, zarówno negatywnymi, jak i pozytywnymi. Wśród pozytywnych dominowały takie, że Tusk wciąż ma wrażliwość dotyczącą tego, co dzieje się w partii i nie zatracił empatii do społeczeństwa. Z drugiej strony pojawiały się uwagi, że przy kondycji materialnej samego przewodniczącego EPL, wskazywanie drogi innym, znajdującym się w gorszej sytuacji, jest pewną niezręcznością. Krótko mówiąc, wpis miał znaczenie dla aktywności na portalach społecznościowych, ale wewnątrz opinie były na tyle podzielone, że nie miało to znaczenia przy głosowaniu.

Od dłuższego czasu mówi pan o kryzysie przywództwa w Platformie Obywatelskiej. Czy ostatnie wydarzenia można wobec tego zaliczyć do największych kryzysów wewnętrznych w PO?

- Tak bym tego nie określił, ale te wydarzenia dały wyraźny dowód, że kryzys trwa i jest dość głęboki. Skala trudności w podejmowaniu zadań wyprowadzenia opozycji z tego kryzysu, jest naprawdę bardzo poważna. Są oczywiście pesymiści, którzy uważają, że z tego kryzysu już nie da się Platformy wyprowadzić, ale nie należę do tego grona. Są też optymiści, którzy twierdzą, że tego typu wpadki się zdarzają, przemijają i łatwo się to uda odbudować. Do tego grona też nie należę, bo nie uda się tego zrobić niskim kosztem. Odbudowa zaufania wymaga bardzo radykalnych zmian dotyczących wielu elementów, o których mówiłem, gdy ubiegałem się o szefowanie w PO. Wskazywałem na brak transparentności w podejmowaniu decyzji, brak empatii, kłopoty z komunikacją wewnętrzną i zewnętrzną, a do tego dochodzą sprawy związane z nieklarownym podziałem kompetencji i zadań. Cały czas jestem przekonany, że możemy wyjść z kryzysu, ale to zadanie trudne, które należy rozłożyć w czasie i sporą grupę ludzi, którym będzie naprawdę zależało na przywróceniu wiarygodności.

W naszej ostatniej rozmowie powiedział pan, że Borys Budka ma trzy miesiące, by wyprowadzić partię z kryzysu lub choćby wdrożyć pewne działania. Miesiąc uciekł, a wydaje się, że problemy tylko się nawarstwiają.

- Nie zmieniam zdania. Czasu jest coraz mniej. Potwierdzam, że problemy się nawarstwiają, a przeciąganie tej sytuacji może spowodować, że nadepniemy na kolejne skórki od banana, na których się przewrócimy. Za każdym razem jest to koszt. Już w tej chwili, po kryzysie piątkowego głosowania w Sejmie, Borys Budka ma zadanie o zdecydowanie wyższej skali trudności niż było to jeszcze miesiąc temu.

Budka może w jakiś sposób wyjść z tego kryzysu silniejszy?

- Ma szansę wyjść z tego kryzysu, ale trudno powiedzieć, czy to go wzmocni. Chyba nie.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje