Reklama

Reklama

Beata Szydło na prezydenta? "Te działania nie wyglądają na przypadek"

Była premier Beata Szydło ulokowała swojego zaufanego człowieka Henryka Kowalczyka w rządzie, a chwilę po tym zamieściła wpis w mediach społecznościowych, który przez niektórych polityków został odebrany jako manifestacja. Kowalczyk już się odwdzięczył i zasugerował, że Szydło byłaby dobrym kandydatem na prezydenta. - W ogóle jest bardziej aktywna. Nie wygląda to na przypadkowe działania - mówi Interii ważny polityk PiS.

Do wyborów prezydenckich jeszcze bardzo długa droga, ale już pojawiają się pierwsze głosy, który z polityków Prawa i Sprawiedliwości mógłby zastąpić Andrzeja Dudę. Naturalnym kandydatem, który w wyborach europejskich zdobył ponad pół miliona głosów, mogłaby być Beata Szydło. I takich opinii jest coraz więcej.

Pierwszy o takiej możliwości mówił jeszcze w maju Jarosław Kaczyński, który co prawda nie wymienił Szydło z nazwiska, ale dał do zrozumienia, że jej "rekord" może zostać zagospodarowany właśnie w ten sposób. Tymczasem w środę nowy wicepremier w rządzie Mateusza Morawieckiego Henryk Kowalczyk na antenie RMF wskazał, że Szydło byłaby "niezłym" kandydatem na prezydenta. Po tej sugestii Witold Waszczykowski przypomniał, że tę kandydaturę proponował już kilka dni wcześniej. Napisał na Twitterze, że "rośnie komitet wyborczy", a wpis opatrzył screenami z propozycją jego i Kowalczyka.

Reklama

Obaj politycy są kojarzeni z byłą premier, więc nie może dziwić, że chętnie widzieliby ją w roli głowy państwa. Tym bardziej, że ich polityczne kariery są ściśle skorelowane z działaniami Szydło - obaj najważniejsze funkcje pełnili w jej rządzie. Teraz do rządu wraca Kowalczyk, co w obozie PiS odczytywane jest jednoznacznie - wpływy Szydło wciąż są duże, a ten ruch oznacza, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

- W ogóle jest bardziej aktywna. Nie wygląda to na przypadkowe działania - mówi Interii ważny polityk PiS.

Szydło odkąd została europosłanką dystansuje się w oficjalnych przekazach od spraw krajowych. Zazwyczaj nie zabiera głosu w żadnej ważnej debacie, która toczy się ostatnio w Polsce, np. w sprawie kryzysu na polsko-białoruskiej granicy. Zrobiła jeden wyjątek, bo po ostatnich zmianach w rządzie wstawiła w mediach społecznościowych zdjęcie - uścisk dłoni z Kowalczykiem. Przez część polityków Prawa i Sprawiedliwości ten sygnał został odczytany jako manifestacja świadcząca o jej sile i nieco słabszych notowaniach premiera Morawieckiego. Część mediów pisała, że po tej rekonstrukcji premier został wewnętrznie osłabiony, a pozycja Szydło wzmocniona.

Beata Szydło stawia kropkę nad "i"

Była premier ma w tej grze sojusznika w postaci Zbigniewa Ziobry i Solidarnej Polski. Oba te ośrodki, mówiące jednym głosem, stanowią mocny element nacisku na premiera w sprawie konfliktu z Unią Europejską. Szydło nie ma zresztą problemu z wysyłaniem dyskretnych sygnałów najważniejszym politykom PiS. Gdy przypomina, że w PE już w 2016 roku mówiła to samo, co dopiero dziś stara się wyartykułować Morawiecki, daje do zrozumienia: "Przecież zmiana premiera miała pomóc w relacjach na linii Polska-UE, a jest jeszcze gorzej".

Co ciekawe, kolejni mówcy w ostatniej debacie o Polsce w Strasburgu zostali ustawieni w taki sposób, by ostatni głos należał właśnie do Szydło. To ona miała postawić kropkę nad i, bo jej głos wciąż waży bardzo dużo - jeśli nawet nie w przekazie zewnętrznym, to na pewno wewnątrz partii.

W PE Szydło otacza się wianuszkiem zaufanych sobie ludzi, bo lwia część delegacji PiS do Parlamentu Europejskiego to członkowie jej rządu. I to właśnie ta grupa wyznacza kierunek, którym chce iść też Nowogrodzka - zbudowania frakcji w Parlamencie Europejskim w oparciu o środowiska centroprawicowe w całej Europie. Do tego potrzebny jest jednak mocniejszy mandat w parlamentach krajowych, więc PiS czeka na korzystne rozstrzygnięcia pod tym względem w całej sekwencji wyborów m.in. we Francji, we Włoszech czy na Węgrzech.

To zbieżne stanowisko z forsowaną przez Solidarną Polskę twardą postawą wobec obecnych elit europejskich. Punktów stycznych jest jednak więcej.

Solidarna Polska, jak mówi nam jeden z jej polityków, ma na dziś trzy priorytety. To reforma sądownictwa, rewizja polityki energetycznej i rewizja stosunków z UE. Tak się składa, że w ostatnim czasie poza sprawami europejskimi Szydło pojawiła się na jednym lokalnym wydarzeniu w zakładzie górniczym w Brzeszczach.

"Nowoczesne technologie węglowe powinny być podstawą rozwoju i przyszłości naszego regionu, dlatego mam dziś ogromną satysfakcję, że trochę to się spełnia" - mówiła. Wspólnych interesów z Solidarną Polską jest więc dużo.

Polityk PiS: - To sojusz taktyczny, nic więcej. Solidarna Polska gra w swoją grę, a gdy dobiera sojuszników, to raczej w krótkich perspektywach i koniunkturalnie.

Nasz rozmówca dodaje, że nie da się ukryć większej aktywności byłej premier. Co więcej, prezentuje ona jasne i zdecydowane stanowisko. Czy to jednak wystarczy, by już dziś forsować jej kandydaturę na prezydenta, czego chcą jej bliscy współpracownicy?

- Tak to na dziś wygląda, ale na pewno jest za daleko do wyborów, by wyciągać takie wnioski. Może być taki pomysł. Ta dyskusja trwa odkąd przestała być premierem. Teraz jest europosłem, ale co dalej? Na pewno nie wybiera się na polityczną emeryturę - zapewnia.

- Ma oczywiście ogromny potencjał, bo jej wynik wyborczy był tak rewelacyjny, że ugruntował jej rolę w polskiej polityce. Ona też o tym wie - ocenia nasz rozmówca.

Szydło wciąż jest jednak powściągliwa w stosunku do mediów. Wypowiada się głównie oficjalnie, z rzadka udziela wywiadów. W ostatnich tygodniach zrobiła wyjątek dla radiowej Jedynki, ale rozmowa dotyczyła wyłącznie spraw europejskich. Coraz częściej pisze jednak w mediach społecznościowych - w sierpniu zamieściła kilka wpisów, we wrześniu kilkanaście, a w październiku już ponad 30.

"Z Beatą Szydło prawica wygra wybory w 2023, 2024 i 2025 roku"

Czy to zwiastuje jej ofensywę, a sugestie Kowalczyka i Waszczykowskiego dotyczące jej przyszłej roli nie muszą być jedynie myśleniem życzeniowym? Zapytaliśmy kilku polityków.

Gabriela Masłowska: - Jest w tym dużo racji, ale czy byłaby najlepszym kandydatem? Trudno mi powiedzieć. Aktywność pani poseł Szydło nie jest podyktowana wyłącznie aktualnymi wydarzeniami. Ona zawsze jest aktywna. Nie sądzę więc, by była to jakaś jaskółka zwiastująca jej plany, ale nie można tego wykluczyć.

Piotr Kaleta: - W PiS jest dużo osób, które mogłyby objąć tę zaszczytną funkcję. Na razie mamy wspaniałego prezydenta Andrzeja Dudę. Trzymamy kciuki, by obowiązki wypełniał jak najlepiej, a o innych kwestiach będziemy mówili wtedy, kiedy misja prezydenta będzie dobiegać końca. Pani premier jest w tej chwili europosłem i ma bardzo ciężkie zadanie, by bronić spraw, które nie są korzystne dla naszej ojczyzny, a które dzieją się w PE. Beata Szydło robi to bardzo skutecznie.

Janusz Kowalski: - Pani premier Beata Szydło jest symbolem sukcesu rządów dobrej zmiany. Jest twarda i skuteczna w Brukseli, np. w sprawie migracji. Wprowadziła programy społeczne, na które pieniądze zapewnił Zbigniew Ziobro. Z premier Beatą Szydło prawica wygra wybory w 2023, 2024 i 2025 roku.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy