Reklama

Samorealizacja, głupcze! Polki mają ogromny wybór, rola matki to margines

Polski kryzys demograficzny przybiera na sile. Wskaźnik dzietności w 2021 roku wyniósł zaledwie 1,32 dziecka przypadającego na kobietę w wieku produkcyjnym. Oficjalnych danych za ostatni rok jeszcze nie ma, ale prognozy są jeszcze gorsze. To oznacza, że nasze społeczeństwo powoli, choć niestety coraz szybciej, wymiera. Polki nie chcą rodzić dzieci. Dlaczego? Powodów jest wiele. Opisujemy najważniejsze z nich.

Po pierwsze: brak mieszkań

Młode polskie kobiety myślące o posiadaniu dziecka uzależniają ten krok od spełnienia kilku fundamentalnych z ich punktu widzenia warunków. Jednym z nich jest dostęp do własnego mieszkania, czyli możliwość stworzenia dziecku/dzieciom domu rodzinnego. W rozmowie z Interią prof. Aldona Żurek nazwała to "bezpieczeństwem egzystencjalnym".

Rzecz w tym, że dostęp do mieszkań jest obecnie poza finansowym zasięgiem większości młodych osób. Zwłaszcza w dużych miastach. Kryzys inflacyjny przebił napęczniałą podczas pandemii bańkę mieszkaniową, ale i tak średnie ceny metra kwadratowego w polskich miastach przyprawiają o zawrót głowy. Podium: Warszawa - 13 138 zł, Gdynia - 12 113 zł, Kraków - 11 819 zł (dane GUS za październik 2022).

Reklama

Jednocześnie inflacja przyczyniła się i do spadku zdolności kredytowej Polaków, i do zmniejszenia popytu na kredyty hipoteczne (w trzecim kwartale 2022 roku liczba udzielonych kredytów hipotecznych spadła o blisko 70 proc. rok do roku) . Ci, którzy o taki kredyt zdecydują się wystąpić, muszą liczyć się z koniecznością wyłożenia 20 proc. wkładu własnego, co dla wielu młodych ludzi jest nieprzekraczalnym "progiem wejścia" na rynek nieruchomości. W obecnych realiach oznacza to wydatek mniej więcej 100 tys. zł przy 40-metrowym M2.

Bez pomocy rodziny i bliskich albo odziedziczenia pokaźnego spadku pogoń za własnym kątem skazuje młodych na konieczność uporczywego ciułania, w zależności od zarobków i wydatków, nawet przez ponad dekadę (krócej, jeśli oszczędzamy z partnerem lub partnerką). W tym czasie młodzi mogą zapomnieć o nieprzewidzianych wydatkach, wyjściach na miasto czy dłuższych wakacjach.

 - Jeżeli komuś nie umrze babcia - babcie żyją obecnie coraz dłużej, bo długość życia sukcesywnie rośnie - to przeciętna osoba nie ma szans na "własne M" - gorzko spuentowała tę kwestię socjolożka rodziny z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Po drugie: ciąża wywołuje strach

Pytane o swoje plany prokreacyjne Polki olbrzymi nacisk kładą na kwestie zdrowotne. Nie chodzi tutaj nawet o standard opieki medycznej, zwłaszcza porodowej i okołoporodowej, ale o bezpieczeństwo samego prowadzenia ciąży. To bezpośredni efekt zaostrzenia prawa aborcyjnego jesienią 2020 roku. Potwierdzają to twarde dane. W badaniu pracowni Inquiry dla Onetu aż 39 proc. Polek w wieku 18-44 lata wskazuje decyzję TK jako główny argument przeciwko zajściu w ciążę. To druga najczęściej podawana przyczyna rezygnacji z macierzyństwa. Więcej wskazań (nieznacznie, bo 41 proc.) miały tylko kryteria ekonomiczne, ze szczególnym naciskiem na drożyznę i inflację.

- Kobiety obawiają się, że jeżeli będą musiały zmierzyć się z wadami płodu, nie uzyskają żadnej pomocy. Przy okazji głośnej dyskusji, jaką wywołał wyrok Trybunału Konstytucyjnego zwiększyła się świadomość wad, jakie mogą się pojawić w ciąży, a to też wzmocniło niepokój przyszłych rodziców. Pacjentki boją się też sytuacji, w których będą zmuszone donosić ciążę, która może zagrażać ich życiu - obrazowo opisuje nastroje wśród polskich kobiet dr Anna Parzyńska, ginekolożka ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie, cytowana przez serwis CoWZdrowiu.pl.

Nie chodzi zresztą tylko o kwestie społeczno-polityczne. Dla młodych Polaków zdrowie jest wartością fundamentalną. Pokazują to wyniki opublikowanego we wrześniu ubiegłego roku międzynarodowego badania "Zrównoważony rozwój albo nic. Wymarzona przyszłość Europejczyków z pokoleń Y i Z". Wynika z niego, że młodzi Polacy (18-35 lat) jako ważny aspekt swojego życia najczęściej wymieniają właśnie zdrowie. Ta odpowiedź zyskała aż 63 proc. wskazań, czyli więcej niż średnio w pozostałych krajach europejskich (57 proc.). Przy czym kobiety cenią zdrowie nieco bardziej niż mężczyźni (65 do 61 proc.). Nic więc dziwnego, że myśląc o zajściu w ciążę młode Polki jako jedno z głównych kryteriów przyjmują właśnie kwestie zdrowotne.

Po trzecie: matki chcą pracować

Trzecim z warunków, jakie Polki stawiają, rozważając decyzję o posiadaniu dziecka jest możliwość efektywnego i przyjaznego łączenia pracy zawodowej z macierzyństwem. Mało która kobieta chce wyjść z rynku pracy na rok albo nawet dłużej, zdając sobie sprawę, że powrót po tak długiej przerwie byłby trudny i stresujący.

Problem w tym, że aby skutecznie łączyć aktywność zawodową z rodzicielstwem, spełnionych musi być wiele warunków. Bynajmniej nie chodzi tylko o urlop macierzyński/tacierzyński czy rodzicielski. To także kwestia szerokiego dostępu do infrastruktury opiekuńczej (żłobki i przedszkola), możliwość pracy w niepełnym wymiarze czasu czy dostęp do wspomnianych już mieszkań własnościowych. Wszystko to składa się na skuteczną i przyjazną obywatelom politykę pronatalistyczną.

Prof. Agata Górny, demografka i wicedyrektorka Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, docenia to, jak w Polsce chronione jest wczesne macierzyństwo. - Jeżeli chodzi o system urlopów macierzyńskich i rodzicielskich, to naprawdę wypadamy dobrze nawet w kontekście unijnym czy europejskim. To, że mamy najpierw 20 tygodni urlopu macierzyńskiego na jedno dziecko, a potem 32 tygodnie urlopu rodzicielskiego, to naprawdę duże ułatwienie - przyznaje, podkreślając, że ułatwia to kobiecie m.in. łączenie pracy zawodowej z macierzyństwem. Na tym jednak lista pozytywów się kończy. - W końcowym rozrachunku to zdecydowanie za mało, żeby zmienić trend demograficzny, w którym się znaleźliśmy - ocenia ekspertka.

Prof. Aldona Żurek, socjolożka rodziny z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, podkreśla, że kobiety "chciałyby nie czuć się zagrożone, że kiedy rodzą dziecko, to muszą obawiać się zwolnienia albo marginalizacji w pracy. Chciałyby wreszcie, żeby państwo wspierało je w kwestiach dotyczących opieki nad dziećmi". - Ja należę do pokolenia, które w dużej części było wychowywane przez babcie. Dlatego nie znałam przedszkola. Mnie i moją siostrę wychowywała nasza babcia. Dzisiaj nie ma albo jest coraz mniej takich babć, które rezygnują w wieku pięćdziesięciu paru lat z pracy zawodowej i zajmują się wychowywaniem wnuków. One mogą okazjonalnie wspomagać swoje córki czy swoich synów w tym zakresie, ale nie zrobią z tego docelowego modelu swojego życia - mówi w rozmowie z Interią.

Po czwarte: partner musi być odpowiedni

Czynnikiem zaskakująco często pomijanym w dyskusjach o polskim kryzysie demograficznym jest kwestia doboru partnera bądź partnerki. To coraz częściej wskazywany powód w badaniach dotyczących odraczania czy wręcz rezygnacji z macierzyństwa przez Polki, a także szeroko pojętej kultury singlowania. - Kluczowe jest tu właśnie słowo "odpowiedni" - mówi w rozmowie z Interią prof. Aldona Żurek. Socjolożka rodziny podkreśla, że czasy, gdy o doborze partnera bądź partnerki decydował tylko albo głównie pociąg fizyczny dawno przeminęły. Jak mówi, obecnie nie szukamy już małżeństwa czy choćby związku, ale wyobrażonego partnera i wyobrażonej partnerki.

- Spójrzmy na kobiety - to one stanowią większość na polskich uczelniach, to one są lepiej wykształconą płcią. A skoro już przebyły tak daleką drogę, wykształciły się, znalazły dobrą pracę, dzięki której są niezależne finansowo i osiągają sukcesy, to chcą partnera podobnego do siebie - diagnozuje ekspertka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. I dodaje: - Nie chodzi tylko o wykształcenie czy status społeczno-ekonomiczny, ale coraz częściej nawet o wiek, wystarczy spojrzeć na liczbę tzw. małżeństw rówieśniczych. Dlatego jest problem z tym wyobrażonym partnerem czy partnerką, bo jeśli nie chcemy iść na daleko posunięte kompromisy, to rzeczywistość brutalnie nas weryfikuje.

Po piąte: samorealizacja, głupcze!

W paradę celom demograficznym mocno wchodzą też przemiany społeczno-kulturowe zachodzące w nowoczesnych społeczeństwach. Młode pokolenie coraz wyraźniej odchodzi od tradycyjnej wizji świata i swojej drogi życiowej. Macierzyństwo i ojcostwo to tylko jedna z wielu dróg, którymi młody człowiek może iść przez życie. Ani najważniejsza, ani (przede wszystkim) najbardziej atrakcyjna. Młodzi stawiają na inne kwestie.

- Wielu młodych ludzi nie planuje mieć dzieci, chce żyć inaczej. Priorytetem dla nich jest samorealizacja i wysoka jakość życia, ale to nie ogranicza się jedynie do sfery zawodowej. Myślenie, że kobiety nie chcą rodzić dzieci, bo wybierają kariery zawodowe, jest błędne - tłumaczy tę zmianę prof. Agata Górny. Demografka z Uniwersytetu Warszawskiego wylicza też, z czym na rynku wartości życiowych musi obecnie konkurować macierzyństwo i ojcostwo: - Właśnie ta szeroko rozumiana samorealizacja, czyli spełnianie swoich marzeń, poświęcanie się swoim pasjom, większa ilość wolnego czasu, czasu dla siebie czy wreszcie dążenie do szczęścia.

Prof. Aldona Żurek, socjolożka rodziny z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu: - My kochamy dzieci, dzieci są dla nas ważną wartością, ale wartością, która na "rynku" naszych wartości - między zdrowiem, dobrostanem, samorealizacją, zadowoleniem, hobby, pracą zawodową - musi konkurować z wieloma innymi wartościami. Wartościami, które nie oznaczają dla kobiety czy mężczyzny tak gigantycznych kosztów, wyrzeczeń, ciągłej walki.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: demografia | macierzyństwo | kryzys demograficzny | polki | matki

Reklama

Reklama

Reklama