Reklama

Reklama

"Wycinka" w PiS? Próba sił między Morawieckim a Brudzińskim

Premier Mateusz Morawiecki i szef MSWiA Joachim Brudziński /Zbyszek Kaczmarek /Reporter

"Wewnątrz PiS trwa walka różnych grup, ale dopiero odejście np. Joachima Brudzińskiego można by interpretować, jako ewentualną wycinkę 'zakonu PC'" - mówi Interii prof. Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Zdaniem eksperta, to próba wybicia się Morawieckiego i chęć zachowania mocnej pozycji przez Brudzińskiego mają największy wpływ na proces ewentualnej "wycinki" w szeregach partii.

"Gazeta Wyborcza" donosiła wczoraj, że najbliżsi i najwierniejsi towarzysze Jarosława Kaczyńskiego, zwani "zakonem PC" są wycinani przez prezesa partii. Dlaczego? Premier Mateusz Morawiecki rośnie w siłę, PiS obiera nową strategię na wybory, a młodzi działacze partii są żądni władzy - czytamy.

Wycinka "zakonu PC"

O tzw. zakonie PC mówi się od wielu lat, mimo że politycy partii rządzącej unikają tego określenia. Przyjęło się jednak nazywać "zakonnikami" tych działaczy PiS, którzy w latach 90-tych tworzyli Porozumienie Centrum, czyli partię, którą powołał do życia Jarosław Kaczyński. Po porażce PC, doszło do wielu roszad, jednak w otoczeniu Kaczyńskiego została grupa najwierniejszych działaczy, którzy później zbudowali wokół Kaczyńskiego kolejną inicjatywę - Prawo i Sprawiedliwość.

Reklama

Przez wiele "chudych lat", przy boku prezesa trwali m.in. Joachim Brudziński, Mariusz Błaszczak, Adam Lipiński, Marek Kuchciński, Krzysztof Jurgiel, czy Marek Suski.

"Zakon PC" jest więc kojarzony z grupą wpływowych i bliskich Kaczyńskiemu polityków, którzy zawsze mogli liczyć na przychylność prezesa. Jak jednak donosi dzisiejsza "Gazeta Wyborcza", sytuacja ta ma ulec zmianie, a "zakonnicy" nie powinni spać spokojnie w obawie przed "wycinką".  Przykładem, który podano na poparcie tej tezy jest niedawna dymisja ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela.

- Jestem sceptyczny wobec tezy o wycince "zakonu PC" - mówi Interii prof. Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

- To oczywiste, że wewnątrz PiS trwa walka różnych grup, ale dopiero odejście np. Joachima Brudzińskiego można by interpretować, jako ewentualną wycinkę dawnego PC. Minister Krzysztof Jurgiel, wprawdzie zaczynał w Porozumieniu Centrum, ale był gigantycznym obciążeniem wizerunkowym. W końcu Morawiecki przekonał Kaczyńskiego, że tego obciążenia trzeba się pozbyć - dodaje.

Zdaniem eksperta, to inne czynniki decydują o podziale wpływów w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o budowanie pozycji przez premiera Mateusza Morawieckiego i Joachima Brudzińskiego w nadziei na schedę po Kaczyńskim.

"Gra o tron" po prezesie

Układ sił, jaki prezentuje się w obecnej strukturze władzy jest niejednoznaczny. Z jednej strony mamy rząd na czele z Mateuszem Morawieckim, który dopiero buduje swoje zaplecze polityczne. Z drugiej zaś partię, która siłą swoich działaczy na ministerialnych stanowiskach i pozycji prezesa Kaczyńskiego, ma ogromny wpływ na to, jak sprawowana jest władza.

Zdaniem prof. Dudka, to próba wybicia się Morawieckiego i chęć zachowania mocnej pozycji przez Brudzińskiego mają największy wpływ na proces ewentualnej "wycinki" w szeregach partii.

Nie bez znaczenia są także plotki o wycofaniu się Jarosława Kaczyńskiego z polityki. - Ciężko przesądzić, czy odejdzie z polityki. Wątpię w to - mówi Interii prof. Dudek.

- Być może wszyscy spekulujemy, a sam Kaczyński jeszcze nie wie, na jakie działania pozwoli mu stan zdrowia - dodaje.

Polityczna przyszłość prezesa partii rządzącej nie jest przesądzona, ale w partii trwa sondowanie jego ewentualnego następcy. Pod koniec maja w sondażu IBRiS na zlecenie "Rzeczpospolitej" pojawiła się namiastka wewnętrznej walki. Premier Mateusz Morawiecki to według Polaków najpoważniejszy kandydat na następcę Jarosława Kaczyńskiego w roli prezesa PiS - wynika ze wspomnianego sondażu. Po 14,4 proc. głosów na Morawieckiego, na drugiej pozycji znalazło się 9 proc. na Joachima Brudzińskiego, obecnego wiceprezesa partii i szefa MSWiA. Znamienne jest jednak to, że prawie 43. proc. badanych w ogóle nie potrafiła wskazać osoby, która zastąpiłaby Jarosława Kaczyńskiego.

Dobry wynik Morawieckiego daje jednak powody, by sądzić, że premier ma potencjał do walki o przywództwo w PiS.

- Premier Morawiecki zyskuje na znaczeniu. W tej chwili buduje swoją grupę. To jest człowiek, który przyszedł do partii tylko na podstawie decyzji Jarosława Kaczyńskiego, dostał olbrzymią władzę w rządzie, ale w samej partii już tak dobrej pozycji nie ma. Widocznie Kaczyński uznał, że wewnątrz PiS nie ma nikogo lepszego, kto mógłby załatwić sprawy europejskie i poprowadzić partię do zwycięstwa - zwraca uwagę prof. Dudek.

Ekspert dodaje jednak, że Morawiecki wzbudza nieufność w zamkniętej strukturze, jaką jest PiS. - W tej chwili ten "przeszczep" w organizmie PiS jest akceptowany, bo prezes wskazał na Morawieckiego, a reszta trzyma dyscyplinę. Jednak ciągle jest to operacja pod znakiem zapytania - mówi prof. Dudek.

Zdaniem politologa z UKSW, prawdziwą próbą sił będą listy wyborcze. - To będzie finał starcia i obraz realnej pozycji Morawieckiego - mówi profesor.

- To się będzie odbywało w ramach układania list wyborczych do przyszłego Sejmu. W tej chwili, zaraz po Kaczyńskim, decydującą rolę w partii odgrywa Joachim Brudziński. Będą jednak ustalane nowe listy, w których pojawi się zapewne Morawiecki i wielu jego ludzi. W zależności od tego, jak wiele osób z zaplecza Morawieckiego trafi na listy, to określi układ sił w Sejmie kolejnej kadencji i pozycję Morawieckiego w PiS. Jeśli w nowej kadencji do Sejmu trafi wielu posłów związanych z obecnym premierem, to siłą rzeczy Brudziński przestanie być potrzebny. Dopiero po wyborach parlamentarnych będziemy więc wiedzieli, czy Mateusz Morawiecki to jest osoba numer dwa w PiS i ma szansę zostać spadkobiercą Kaczyńskiego - precyzuje ekspert.

Frakcja młodych

"Gazeta Wyborcza" zwróciła uwagę także na inny aspekt walki w partii rządzącej. Młodzi działacze PiS mają, zdaniem dziennika, domagać się większego udziału w wielkiej polityce.

- Jest kilka młodych osób w PiS, które zrobiły spektakularną karierę, np. Paweł Szefernaker, czy Michał Dworczyk. To naturalny proces, że młodzieżówka chce się w końcu wybić i awansować. Jednocześnie są starzy działacze, którzy nie chcą odchodzić na emeryturę. Partie, które są długo w polityce zawsze mają tego typu problemy, nie ma w tym nic nadzwyczajnego - rozwiewa wątpliwości ekspert.

- W przypadku PiS, nie ma w tym zjawisku nic groźnego, bo w tej partii nie dojdzie do buntu. Mieliśmy tylko jeden taki przypadek w tej kadencji - najmłodszego posła w Sejmie Łukasza Rzepeckiego. Poza nim nie widzę w PiS żadnych objawów buntu młodych - dodaje.

Prof. Dudek ostrzega jednak, że do takiego buntu może dojść. Jest jeden warunek.

- Wszystko się zmieni, gdy PiS będzie musiało rządzić po 2019 roku z koalicjantem. Gdyby jeszcze prezesowi nie dopisywało zdrowie i przestałby być głównym spoiwem partii, to wtedy pojawią się prawdziwe problemy. To może spowodować gwałtowne procesy. Wybory parlamentarne będą krytycznym momentem - przewiduje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje