Reklama

Reklama

Obóz dla uchodźców na Nauru. To jedynie wierzchołek góry lodowej?

Imigranci w Australii, zdj. ilustracyjne /AFP

Niektórzy powiedzą, że Australia znalazła receptę na pokonanie kryzysu migracyjnego, inni z oburzeniem wskażą w metodach tego kraju bezprawne i nieludzkie działania. Jaka jest prawda o australijskich obozach dla uchodźców, czym różnią się tamtejsze obozy od europejskich "gett" i jak znaleźć złoty środek między nieodpowiedzialnością a bezdusznością? Na te pytania wciąż brakuje odpowiedzi.

Metoda na kryzys migracyjny?

"Osoby poszukujące azylu, które przybędą do Australii nielegalnie, nigdy nie otrzymają zgody na osiedlenie się" - powiedział w 2013 roku premier Australii Kevin Rudd.

To zdanie jest kluczem do zrozumienia, jaka jest polityka migracyjna Australii. Uciekinierzy z krajów owładniętych wojną, przybywający do Australii na łodziach, nie są mile widziani. Od lat, na wodach Pacyfiku prowadzona jest również operacja, mająca na celu przechwytywanie łodzi z imigrantami. Zatrzymani w ten sposób migranci mają dwa wyjścia - albo wrócą do kraju, z którego przybywają, albo zostaną przetransportowani do obozów przejściowych na wyspach Nauru, Manus, czy Wyspie Bożego Narodzenia.

Reklama

Obozy na tych wyspach, w szczególności zaś na wyspie Nauru, wzbudziły ostatnio wiele kontrowersji.

"Ludzkie wysypisko"?

Nauru to wyspiarskie państwo położone w zachodniej części Oceanu Spokojnego. Dlaczego Australia może zsyłać ludzi do obozów w niepodległych państwach lub na wyspach należących do innych państw? Bo owe państwa potrzebują pieniędzy, a jak wynika z dotychczasowej polityki Australii, rząd w Canberze woli słono zapłacić niż rozwiązywać kryzys migracyjny w obszarze własnych granic. Jak wynika z obliczeń Amnesty International, rząd Australii wydał 415 milionów dolarów australijskich (314 milionów dolarów amerykańskich) na operację na Nauru w ciągu roku podatkowego kończącego się 30 kwietnia 2015 roku.

Polityka Australii od początku wywoływała liczne sprzeciwy ze strony organizacji broniących praw człowieka, jednak ostatnie doniesienia brytyjskiego dziennika "The Guardian" o sytuacji na Nauru, wywołały prawdziwą burzę.

"The Guardian" dotarł do liczącego 8 tysięcy stron wewnętrznego raportu australijskiego urzędu do spraw imigracji. Raport dokumentuje przypadki napaści fizycznych, gwałtów, czy samookaleczeń wśród mieszkańców obozu na Nauru, do których doszło w ciągu ostatnich dwóch lat.

Z raportu dowiadujemy się m.in. o dramatycznych warunkach sanitarnych, jakie panują w obozie, braku dostępu do pomocy medycznej, czy przeszukaniach w namiotach zajmowanych przez imigrantów. Jak wynika z raportu opublikowanego przez brytyjski dziennik, na Nauru miało także dochodzić do ataków ze strony mieszkańców wyspy, prób samobójczych, czy wykorzystywania seksualnego, często wymierzonego również w dzieci.

Ataki względem dzieci zgłaszano bardzo często - czytamy. Z wyliczeń dziennika wynika, że to aż 1086 zgłoszeń (czyli 51,3 proc. wszystkich) zanotowanych od maja 2013 do października 2015 roku.

"The Guardian" podaje również szczegółowe zgłoszenia, jakie znalazły się w raporcie. "Strażnik chwycił chłopca i groził, że go zabije, strażnicy bili dzieci po twarzy" - podaje. Jak czytamy, w raporcie znalazła się również notatka, w której opisany jest donos na strażnika, który miał proponować dziecku seks w zamian za możliwość dłuższego prysznica (czas spędzany pod prysznicem jest limitowany - przyp. red.).

Gazeta wskazuje także, że kobiety zgłaszające napaści na tle seksualnym były instruowane, że "gwałt w Australii jest powszechny i nikt go nie zgłasza".

Kto ma rację?

Australia i Nauru objęły ścisłą tajemnicą sposób traktowania osób ubiegających się o azyl i nie zgadzały się na większość wizyt dziennikarzy lub badaczy na Nauru. Jednak badacze Amnesty International i Human Rights Watch dotarli na wyspę legalnie i przebywali tam przez 12 dni w lipcu 2016 roku - czytamy w przygotowanym przez organizacje raporcie.

- Uchodźcy są przetrzymywani na Nauru w ośrodkach o charakterze więziennym (Nauru Regional Processing Centre - RPC), otoczonych murami i strzeżonych przez funkcjonariuszy. Osoby poszukujące azylu oraz uchodźcy mieszkają w przepełnionych namiotach, w temperaturze sięgającej 45-50 stopni Celsjusza, z ulewnymi deszczami i powodziami każdego dnia. Uchodźcy i osoby ubiegające się o azyl opisywały, że strażnicy regularnie przeszukują ich namioty, konfiskują "zakazane" rzeczy - w tym jedzenie i igły do szycia. Standardy opieki medycznej na Nauru dla uchodźców i osób ubiegających się o azyl są bardzo niskie. Sprzęt medyczny jest bardzo podstawowy, specjalistyczna opieka medyczna nie jest regularnie dostępna. Opieka dentystyczna jest ograniczona do wyrywania zębów. Ponadto, wiele osób ma poważne problemy ze zdrowiem psychicznym, są zrozpaczeni - częste są samookaleczenia i próby samobójcze, także wśród dzieci - wyjaśnia w rozmowie z Interią Aleksandra Górecka z AI.

W połączeniu z ujawnionym przez "The Guardian" raportem urzędu do spraw imigracji, sprawa obozu na Nauru wywołała prawdziwą falę krytyki.

Do sprawy odniosły się również władze Australii. Jak wskazano, większość zgłoszeń została sprawdzona i uznana za fałszywe. Zdaniem władz, imigranci zgłaszają nieuzasadnione przypadki przemocy lub posuwają się do aktów samookaleczenia tylko po to, by uzyskać upragniony azyl.

Kto w tym sporze mówi prawdę? Mamy jedynie słowo przeciw słowu.

Różnica miedzy gettem a... gettem

Spór wokół prawdziwości doniesień pozostaje nierozwiązany. Nie zmienia to jednak faktu, że oprócz słów dwóch stron, pozostaje także sanitarna kondycja obozu na Nauru, którą widać gołym okiem. Warunki, o jakich donoszą organizacje broniące praw człowieka wskazują bowiem, że baraki, w jakich muszą mieszkać imigranci, czy brak dostępu do opieki medycznej, uniemożliwiają funkcjonowanie wszystkim przebywającym w obozie migrantom.

Czy jednak obóz na Nauru tak bardzo odstaje od obozów dla uchodźców w innych częściach świata?

Amnesty International w swoim niedawnym raporcie na temat sytuacji osób ubiegających się o azyl na Węgrzech, wskazywała, że również w Europie istnieje poważny problem ze spełnieniem wymogów sanitarnych w obozach.

"Osoby, którym uda się pozytywnie przejść przez "strefy tranzytowe" są zabierane do zamkniętych lub otwartych ośrodków, gdzie panują przerażające warunki. W tych miejscach brakuje podstawowych świadczeń, dzieci prawie nie mają dostępu do zajęć, czy też opieki medycznej. Amnesty International znalazła dowody, że część małoletnich bez opieki mieszka wraz z dorosłymi mężczyznami" - czytamy w raporcie.

O dramatycznych warunkach sanitarnych można również mówić w przypadku obozu dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos. Największym problemem jest tam prawie dwukrotne przeludnienie, co z kolei prowadzi do częstych zamieszek i aktów przemocy. O jednym z takich aktów przemocy informowaliśmy przed kilkoma dniami, kiedy to dwóch nastolatków (mieszkających w obozie), zgwałciło 16-letniego imigranta z Pakistanu.

- Obozy dla uchodźców pozwalają na zapewnienie niezbędnego wsparcia dla osób, które znajdują się w ekstremalnej sytuacji i poszukują schronienia, w tych miejscach jednak każda osoba powinna mieć zapewnione wszystkie prawa oraz dostęp do wsparcia, odpowiedniego i adekwatnego do sytuacji poszczególnych osób - komentuje Aleksandra Górecka z AI.

Z założenia, obóz dla uchodźców, powinien być miejscem, w którym panują warunki lepsze niż w miejscu, z którego się ucieka przed wojną czy prześladowaniem. Dopóki jednak świat nie upora się z kryzysem migracyjnym systemowo, obozy dla uchodźców będą stanowiły zarzewie niejednego konfliktu.

Spór między Australią a migrantami o wydarzenia na Nauru, utwierdza tylko w przekonaniu, że konflikty te zamiast rozwiązywać problem, będą jedynie wymianą zarzutów, pozostającą w sferze deklaracji, zapewnień i sprzeciwów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy