Reklama

Reklama

500 plus. Sztandarowy projekt PiS przynosi efekty?

Zdj. ilustracyjne /LUKASZ SOLSKI /East News

"W zeszłym roku urodziło się 20 tys. dzieci więcej, a na program wydano 23 mld zł, więc milion złotych wydano na jedno dodatkowe urodzenie - to nie jest najlepszy efekt. Zupełnie inaczej oceniam natomiast część socjalną. Trzeba jasno powiedzieć - została bardzo ograniczona sfera ubóstwa w Polsce. W całym okresie transformacji ubóstwo było ściśle związane z wielodzietnością. Teraz to się zmienia" - ocenia 500 plus dr hab. Piotr Szukalski, profesor nadzw. w Katedrze Socjologii Stosowanej i Pracy Socjalnej UŁ.

Od przeszło dwóch lat Polacy pobierają świadczenie 500 plus. Zgodnie z zapowiedziami, program miał spowodować, że w naszym kraju będzie się rodzić więcej dzieci. Szczególny nacisk położono na niepokojącą tendencję, w której rodzina poprzestaje na jednym dziecku i nie decyduje się na drugą, czy trzecią pociechę.

Reklama

Program 500 plus przyniósł oczekiwany efekt? Sprawdźmy.

Minister Rafalska chwali się sukcesem

Dane Głównego Urzędu Statystycznego za 2017 rok napełniły szefową MRPiPS radością. Minister Elżbieta Rafalska obwieściła sukces 500 plus, bo jak podaje GUS - w 2017 roku urodziło się 402 tys. dzieci, czyli ok. 20 tys. więcej niż w 2016 i ok. 56 tys. więcej, niż przewidywano w prognozach na ubiegły rok.

Odwoływanie się do prognozy GUS nie daje jednak prostego przełożenia, gdyż demografowie zaznaczają, że w prognozie znajduje się jedynie szacunkowa wartość, która obrazuje tendencję, a nie wskazanie na konkretną liczbę urodzeń.

Niezależnie od tego - wzrost liczby urodzeń nastąpił. Co więcej, GUS zaznacza, że za przyrost ten odpowiadają głównie urodzenia drugie i trzecie - czyli te, które dofinansowuje ministerstwo.

Nowy problem?

Urodziło się więcej dzieci w rodzinach, w których pierwsze dziecko już było - mamy zatem sukces. GUS wskazuje jednak, że pojawił się inny problem, ponieważ jednocześnie spadła liczba pierwszych urodzeń.

Polacy coraz rzadziej decydują się na założenie rodziny i przekroczenie "magicznej bariery" pierwszego dziecka?

Nie jest to tendencja zupełnie nowa, ale jak zauważają demografowie, ostatnio mocno się nasiliła. Dane wskazują, że jeszcze kilka lat temu (2013 rok) pierworodni stanowili prawie 50 proc. wszystkich urodzeń w Polsce. W zeszłym roku takich urodzeń było 43 proc.

- Nie ulegajmy magii liczb bezwzględnych. Pierwsze dziecko rodzą głównie kobiety młode, a jeśli kobiet młodych jest relatywnie mało, to siłą rzeczy i dzieci, które one wydadzą na świat, będzie mniej - uspokaja w rozmowie z Interią dr hab. Piotr Szukalski, profesor nadzw. w Katedrze Socjologii Stosowanej i Pracy Socjalnej UŁ.

Ekspert tłumaczy, że kluczowa jest analiza struktury wieku Polek. Obecnie młodych kobiet wchodzących w okres zakładania rodziny jest mniej niż przed laty. Zdecydowanie więcej jest za to kobiet z wyżu demograficznego lat 80-tych, czyli obecnych trzydziestoparolatek. - W tym wieku także coraz częściej występuje trend rodzenia dopiero pierwszego dziecka, ale jednak znacznie częściej jest to wiek, kiedy rodzi się już drugie, czy kolejne dziecko - dodaje prof. Szukalski.

Jak dodatkowo zauważa ekspert, od ponad dekady widać tendencję do zmniejszania się płodności młodych kobiet.

- Kobiety po 20. roku życia nie decydują się na dziecko tak często, jak ich rówieśniczki kilka dekad temu. Jesteśmy natomiast świadkami wzrostu płodności kobiet ok. 30-letnich. 500 plus nie wyhamowało tej tendencji - ocenił.

Niezmienny pozostaje także problem, który obserwowany jest od blisko 30 lat. Chodzi o zjawisko, polegające na braku zastępowalności pokoleń w naszym kraju. Współczynnik dzietności, który taką zastępowalność gwarantuje, powinien się wahać w granicach 2,1-2,15, natomiast w Polsce w 2017 roku było to 1,45 (czyli na 100 kobiet w wieku rozrodczym przypadło 145 urodzonych dzieci).

Plusy i minusy

Na jednoznaczną ocenę programu trudno się silić. Jak ustalił CBOS w sondażu opublikowanym w zeszłym roku, 500 plus cieszyło się 77-procentowym poparciem, przy 20-procentowej dezaprobacie.

Zwolennicy programu wskazują na jego ogólnodostępny charakter i bezpośrednie wzmocnienie budżetów domowych. Do podobnych wniosków doszedł CBOS, który na dwa lata po obowiązywaniu programu, stworzył analizę, według której wzrosło poczucie finansowego bezpieczeństwa polskich rodzin.

Komentatorzy wskazują także na dane czysto gospodarcze - wzrost konsumpcji i sprzedaży detalicznej. Przy tej okazji rząd chwali się wynikami, zapisując je jako swój sukces.

Lekko jednak ostudźmy emocje - 500 zł, jakie dostają polskie rodziny, to pieniądze z naszych podatków, rząd w cudowny sposób ich nie produkuje, aby przekazać gotówkę rodzinom. Rząd jedynie dysponuje według własnego uznania pieniędzmi z naszych portfeli, więc jeśli mowa o sukcesie, to raczej podatników, a nie polityków. Choć warto oddać, że gdyby nie decyzje polityczne, pieniądze te powędrowałyby zupełnie gdzie indziej.

Jak mówi w rozmowie z Interią prof. Szukalski, ważne przy ocenie efektów 500 plus są dwie sfery wpływów - socjalna i demograficzna.

- W sferze socjalnej 500 plus jest bez wątpienia wielkim sukcesem, bo rodziny dostały spory zastrzyk gotówki. Mniejszy zasięg ubóstwa, czy wzrost konsumpcji, to kwestie, do których 500 zł znacząco się przyczyniło - ocenia.  

- W kwestii demograficznej - wzrosła liczba urodzeń, ale niestety w niewielkim stopniu. Po drugie, nie ma pewności, że 500 plus miało na to główny wpływ. W międzyczasie nastąpiły również inne, bardzo ważne zmiany, poprawiające sytuację potencjalnych rodziców. Chodzi głównie o pozytywne zmiany na rynku pracy: obniżenie poziomu bezrobocia, zwiększanie pewności zatrudnienia, wzrost wynagrodzeń - precyzuje ekspert.

Wśród krytycznych opinii o programie znalazły się także takie, które zakładały, że 500 plus spowoduje zawodową dezaktywizację kobiet.

- Pojawiła się pewna grupa kobiet, które się wycofały z rynku pracy. Można założyć, że takie zjawisko częściej wystąpi w przypadku kobiet, które mają kilkoro dzieci i większe wpływy finansowe z tytułu 500 plus. Nie ma jednak dostępnych twardych danych na ten temat - mówi prof. Szukalski.

Jak zauważa, 500 plus może mieć jednak zupełnie odwrotny wpływ na rynek pracy.

- 500 plus wywołał na rynku pracy mechanizmy samoistnie przeciwdziałające zawodowemu wycofywaniu się kobiet. Ten program, poniekąd, przyspieszył proces podnoszenia wynagrodzeń, żeby właśnie zapobiec dezaktywizacji kobiet - tłumaczy.

- W ciągu ostatnich dwóch lat wzrost płac utrzymuje się w granicach 5-7 proc. w skali roku. Moim zdaniem, nie byłoby tego, gdyby nie m.in. 500 plus. Jeśli wypłata kilkukrotnie przekracza kwotę, jaką można otrzymać w ramach 500 plus, to nikt nie traktuje tego jako alternatywę dla podjęcia pracy - dodaje.

Koszty, koszty, koszty...

Wśród głównych minusów 500 plus niezmiennie jednak wskazuje się koszty programu. 500 złotych w gotówce do ponad dwóch milionów rodzin generuje koszty w granicach 23 miliardów rocznie. Sama obsługa programu to koszt 400 mln zł w 2017 roku - ujawniło ministerstwo w odpowiedzi na zapytanie posłanki PO Małgorzaty Pęk. Z 400 mln prawie 3 miliony przeznaczono na promocję programu - podało MRPiPS.

- Nawet jeśli założymy, że cały wzrost liczby urodzeń jest efektem 500 plus, to te osiągnięcia względem wydanych pieniędzy są bardzo umiarkowane - nie ma wątpliwości prof. Szukalski.

- W zeszłym roku urodziło się 20 tys. dzieci więcej, a na program wydano 23 mld zł, więc milion złotych wydano na jedno dodatkowe urodzenie - to nie jest najlepszy efekt. Zupełnie inaczej oceniam natomiast część socjalną. Trzeba jasno powiedzieć - została bardzo ograniczona sfera ubóstwa w Polsce. W całym okresie transformacji ubóstwo było ściśle związane z wielodzietnością. Teraz to się zmienia - dodaje.

500 plus w konstytucji?

Popularność programu poskutkowała w minionym miesiącu nową propozycją, jaką złożył obywatelom prezydent Andrzej Duda. Kancelaria Prezydenta zaproponowała, aby w listopadzie przeprowadzić referendum konsultacyjne w sprawie zmian w konstytucji. Wśród kwestii, jakie zdaniem prezydenta warto poruszyć, znalazło się 500 plus.

"Czy jest pan/pani za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny, polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych, takich jak świadczenia 500 plus?" - brzmi pytanie, jakie prezydent chciałby zadać Polakom jeszcze w tym roku.

Oczywiście to tylko wstępna propozycja, poddana pod dyskusję, która ma wyłonić ostateczną listę pytań. Jednak sama propozycja pokazuje, jak mocno program ten stał się znakiem rozpoznawczym obozu rządzącego.

- Jestem przeciwnikiem umieszczania tak szczegółowych rozwiązań w tak fundamentalnym akcie prawnym. Jeśli wpiszemy do konstytucji 500 plus, to dlaczego nie setki innych świadczeń? To bardzo zły pomysł, bo nie należy mieszać ogólnych zasad ze szczegółowymi rozwiązaniami - ocenia ekspert.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje