Reklama

Reklama

Miłość jest przereklamowana? Tak młodzi wchodzą w związki

Dziś nie ma już „ciśnienia” na to, żeby wyjść za mąż czy się ożenić, jest dużo większe przyzwolenie na życie w pojedynkę. Nie jest to już taki powód wstydu jak kiedyś. Wielu ludzi woli dłużej poczekać na właściwą osobę albo w ogóle żyć samotnie, niż na siłę wchodzić w związek, byle tylko kogoś mieć i nie odstawać od reszty. W cyklu "Rozmowy z Bloomerami" o miłości w czasach Tindera opowiada Anna Szlęzak, autorka popularnego kanału o relacjach damsko-męskich.

Karolina Olejak, Interia: Jak zagadać na Tinderze?

Anna Szlęzak: - Najlepiej w sposób spersonalizowany, żeby osoba, do której zagadujemy, czuła, że mówimy konkretnie do niej, a nie przeklejamy jej gotowy tekst na podryw, którego użyliśmy już na 100 innych osobach. Warto zajrzeć do profilu takiej osoby, zobaczyć, co ją interesuje, jakie ma zdjęcia, co na nich robi - a potem w jakiś zabawny albo zadziorny sposób nawiązać do tego typu szczegółów. Już samo użycie imienia drugiej osoby w pierwszej wiadomości zwraca uwagę i robi lepsze wrażenie, niż sztampowe "co tam?". Personalizacja i nutka humoru to bardzo dobre połączenie.

Reklama

A co jeśli ktoś nie odpisuje?

- Świat nie kończy się na jednej nieudanej konwersacji. Podstawowym "grzechem" w relacjach jest presja, jaką nakładamy na siebie same, próbując przyspieszać sprawy i powtarzając sobie, że musimy sobie kogoś znaleźć już teraz, zaraz - albo że ta konkretna relacja MUSI się udać, bo to pewnie nasza ostatnia szansa na miłość. Takie nastawienie tylko komplikuje sprawę, bo zamiast poznawać faceta i nawiązywać z nim relację, oceniać, czy ta relacja nam pasuje, od razu skupiamy się na tym, żeby sobie tego faceta jak najszybciej "zaklepać" - i wywieramy presję też na nim, a to zdecydowanie nie pomaga.

Są jakieś inne "grzechy" Tindera?

- Schematyczność - i to, że czasem boimy się wyjść poza utarte schematy, zagadać w niestandardowy sposób, w rozmowie poruszyć jakiś niespodziewany temat, inny niż "gdzie pracujesz" i "jakie masz hobby". Ta schematyczność tyczy się też tego, że trzymamy się różnych "zasad randkowania", o których wieki temu gdzieś słyszałyśmy - żeby poczekać, aż on zagada pierwszy, za szybko nie odpisywać na SMS-a, odczekać tyle i tyle, zanim zrobimy to czy tamto. A to wszystko sprawia, że zamiast być autentycznymi, gramy w jakieś randkowe gierki.

No bo dziewczyna nie powinna pisać pierwsza 

- To jest właśnie jeden z tych utartych schematów. Dzisiaj kobiety nie muszą biernie czekać na zainteresowanie, mogą wychodzić z inicjatywą i same decydować o swoim szczęściu. Wiele dziewczyn czeka na miłość, a jednocześnie w żaden sposób nie ułatwia sobie jej znalezienia, nie otwiera się na ludzi i na sytuacje, w których można kogoś poznać, trochę jakby liczyły, że mogą siedzieć na kanapie i czekać, a wymarzony facet w końcu sam zapuka do ich drzwi.

Nie zapuka?

- Może zapuka, może nie. Dlatego ja nie ograniczałabym się tylko do randkowania w sieci. Aplikacje randkowe to wygoda i łatwość poznawania nowych ludzi, ale dają złudzenie, że tak naprawdę mamy nieograniczone możliwości i bez końca możemy przebierać w potencjalnych partnerach - a to sprawia, że trudniej nam się zdeklarować i zaangażować w relację, którą mamy przed sobą tu i teraz, bo cały czas mamy wrażenie, że gdzieś tam może na nas czekać ktoś jeszcze lepszy i jeszcze fajniejszy. Ale to paradoksalnie sprawia, że mamy coraz większe trudności w znalezieniu sobie kogoś. Niby ciągle poznajemy kogoś nowego, a jednak z nikim nie nawiązujemy na tyle głębokiej relacji, żeby przerodziło się to w związek. Po prostu nie dajemy sobie na to szansy, pozwalamy na to, żeby ta mnogość opcji nas rozpraszała. A kiedy już nawet ktoś nam się podoba, mamy trudności z pełnym zaangażowaniem się w relację, bo z tyłu głowy ciągle czai się ta niepokojąca myśl, że może zasługujemy na coś jeszcze lepszego - tylko trzeba dalej szukać. Takie podejście niestety nie ułatwia sprawy i wiele osób, nawet jeśli spędza dużo czasu na aplikacjach randkowych i deklaruje, że chce sobie kogoś znaleźć, nie nawiązuje żadnej wartościowej relacji.

Można się od tego uzależnić?

- Swipe’owanie staje się nawykiem i często sposobem na podniesienie sobie samooceny, a nie realnym środkiem do celu, jakim miałoby być poznanie kogoś bliżej. Ale tutaj bardzo wiele rozbija się o nasze nastawienie - jeśli zdamy sobie sprawę, w jakim błędnym kole utkwiliśmy, możemy spróbować je przerwać. Poswipe’ować trochę, nawiązać kilka rozmów i zamiast bez końca szukać dalej, dać sobie czas na rozwijanie tych kilku relacji tu i teraz, żeby zobaczyć, czy któraś z nich ma szansę się rozwinąć w coś więcej. 

Problem pojawia się, gdy ten moment sprawdzania zbytnio się przedłuża. Znam kilka historii moich koleżanek, które spotykały się z chłopakami z Tindera. Usłyszały, że mają wysokie oczekiwania, ponieważ myślą, że mężczyźni spotykają się tylko z nimi. Podstawowym założeniem jest dziś, to, że spotykamy się z kilkoma osobami?

- Pytanie, na jakim etapie usłyszały taki zarzut. Aplikacje randkowe mają to do siebie, że na tych początkowych etapach rozmowy, a potem nawet wstępnego randkowania wiele osób w pewnym sensie sprawdza grunt, lubi sobie zostawić otwarte opcje i utrzymuje kontakty z kilkoma osobami jednocześnie. W pewnym sensie taka jest specyfika i dynamika poznawania się w sieci - tak jak my rozmawiamy z kilkoma osobami jednocześnie, tak i możemy zakładać, że druga osoba też to robi. Ale prędzej czy później, powinien się pojawić taki moment, kiedy któraś z tych relacji się wyróżnia, zaczynamy się w nią angażować bardziej, odcinając pozostałe.

Problem w tym, że dla każdego ten moment jest inny

- Rzeczywiście jednak część osób odsuwa od siebie ten moment, ta pozorna nieskończoność wyboru, o której mówiłyśmy, utrudnia wybranie jednej osoby i skupienie się na niej. Na pewno trzeba się liczyć z tym, że rozmowa o tym, na czym stoimy i czy jesteśmy już na wyłączność, może nas czekać i że odpowiedź drugiej strony może nam się nie spodobać. Warto wtedy mieć z tyłu głowy nie tylko to, że ten facet nam się podoba, ale też to, jakiego rodzaju relacji szukamy i ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić (albo zmarnować) na dawanie szansy komuś, kto być może jednak szuka czegoś innego niż my.

Do tego dochodzi nierealistyczne wyobrażenie z filmów porno. Badania pokazują, że 50 proc. młodych ludzi miała styczność z pornografią przed ukończeniem 12. roku życia.

- To inny ważny temat i ta statystyka na pewno nie jest bez znaczenia. Pornografia, zwłaszcza kiedy ma się z nią styczność w tak młodym wieku i w dodatku często bez dostępu do rzetelnej edukacji seksualnej - wtłacza młodym ludziom do głowy nierealistyczne wyobrażenia o seksie, o ludzkim ciele, o relacjach i emocjach pomiędzy dwojgiem ludzi. A to może wpływać na nierealne wyobrażenia nie tylko względem partnera i seksu, ale także własnego ciała i tego, jak ono wygląda i się zachowuje. Dlatego tak ważna jest kompleksowa i rzetelna edukacja seksualna, która da młodym ludziom bardziej realne wyobrażenia o seksie i cielesności, nauczy ich asertywności, oswoi z ich własnymi potrzebami i nauczy także tego, że ogromnie ważnym aspektem seksualności są też emocje i poczucie bezpieczeństwa w relacji z drugą osobą.

Nagrałaś film "Dlaczego trafiasz na palantów". To powszechne doświadczenie kobiet?

- To doświadczenie, które w przypadku niektórych kobiet lubi się powtarzać. To zresztą był punkt wyjścia dla tego filmu - że jeśli kilka razy z rzędu trafiasz na facetów, którzy traktują Cię w beznadziejny sposób, to być może to wcale nie jest przypadek ani pech, tylko coś w Twoim procesie selekcji sprawia, że to właśnie na takich częściej zwracasz uwagę, albo może szukasz wartościowej relacji w miejscach, które niekoniecznie temu sprzyjają. Główne przesłanie filmu jest takie, że warto się zastanowić nad tym, czy nie mamy jakichś randkowych przyzwyczajeń, które niekoniecznie nam służą, czy z rozpędu nie gonimy za typem mężczyzny, który być może kiedyś nam się podobał, ale dawno już przestał odpowiadać naszym obecnym potrzebom, albo czy w naszym zachowaniu nie pojawia się coś, co sprawia, że pozwalamy sobie wejść na głowę. Tak naprawdę to, jakich facetów poznajemy i jakie tworzymy z nimi relacje, jest znacznie mniej przypadkowe, niż nam się wydaje i niż być może chciałybyśmy w to wierzyć.

Z jakimi pytaniami najczęściej zgłaszają się do Ciebie obserwujący?

- Najczęściej są to pytania o początkowe etapy relacji - kiedy poznaliśmy kogoś fajnego, nawiązaliśmy z nim kontakt, może ze sobą piszemy, a może byliśmy już na kilku randkach, ale nagle zaczyna nas coś niepokoić, zastanawiamy się, czy ta relacja posuwa się do przodu, czy raczej tkwi w miejscu, a może właśnie wszystko zepsuliśmy.

Bo wtedy najbardziej się boimy

- Zupełnie mnie nie dziwi, że to o ten etap jest najwięcej pytań, bo to taki czas, kiedy z jednej strony już nam zależy, a z drugiej wszystko jest jeszcze niepewne, niepoukładane, nie wiemy, na czym stoimy i jak interpretować zachowania drugiej osoby albo jak dać jej znać, że coś nam odpowiada albo nie. To też czas, kiedy nawzajem sprawdzamy, czy jesteśmy do siebie dopasowani, więc wiele relacji w naturalny sposób na tym etapie się rozpada - i często potrzebujemy poukładać sobie to wszystko w głowie, upewnić się, czy jest jeszcze coś, co możemy zrobić albo co mogliśmy zrobić inaczej.

Jak Cię słucham, to mam wrażenie, że to wszystko potrafi być dla młodych ludzi bardzo proste. Z badań wynika jednak, że każdego roku coraz mniej z nich łączy się w pary. 

- Myślę, że jakąś rolę odgrywa tu na pewno zmiana postaw społecznych i warunków życia. Dziś już nie ma takiego "ciśnienia" na to, żeby wyjść za mąż czy się ożenić, jest dużo większe przyzwolenie na życie w pojedynkę i nie jest to już taki powód wstydu jak kiedyś - więc wielu ludzi woli dłużej poczekać na właściwą osobę albo w ogóle żyć samotnie, niż na siłę wchodzić w związek, byle tylko kogoś mieć i nie odstawać od reszty. Ludzie dają sobie dzisiaj więcej czasu na poukładanie sobie życia, znalezienie właściwego partnera - ważne "kamienie milowe" takie jak zawarcie związku, małżeństwo, pierwsze dziecko znacząco przesunęły się w czasie i dzisiejsi trzydziestolatkowie żyją tak, jak ich rodzice po dwudziestce.

Czego najbardziej się boją?

- Wydaje mi się, że młodzi ludzie nie spieszą się do zakładania rodziny, bo czują się dosyć niepewnie - boją się, że nie będzie ich stać na kredyt i na dziecko, a na dodatek sytuacja na świecie nie napawa optymizmem, jak nie kryzys ekonomiczny, to pandemia, jak nie pandemia, to destabilizacja polityczna w regionie, a nad wszystkim unosi się widmo katastrofy klimatycznej. To może się wydawać nieoczywiste, ale jednak wszystkie te czynniki przekładają się na nasze poczucie bezpieczeństwa i na to, jakie decyzje podejmujemy w swoim życiu osobistym. 

Ktoś wierzy jeszcze w miłość do końca życia?

- Wydaje mi się, że młodzi ludzie niejako z natury są dość idealistyczni i związki zawierane w młodym wieku zazwyczaj wydają nam się "na zawsze" i "na całe życie", na tym etapie mocno chcemy wierzyć, że nam musi się udać. Ale na pewno duże znaczenie ma to, jakie związki widzimy wokół siebie i jakie mamy wzorce w naszym bezpośrednim otoczeniu - ktoś, kto pochodzi z dość szczęśliwej rodziny, w której nigdy nie było żadnego rozwodu, będzie miał inne wyobrażenie o związkach i ich trwałości niż ktoś z rodziny rozbitej albo takiej, w której rodzice zupełnie nie mogli się ze sobą dogadać i się ze sobą męczyli. To oczywiście nie jest reguła i czasem niepowodzenia rodziców mogą nas mocno motywować do tego, żeby ułożyć sobie życie inaczej niż oni - ale faktem jest, że wiele przekonań na temat związków i tego, czy mają szanse trwać całe życie i być szczęśliwe, wynosimy z rodzinnego domu i otoczenia, w którym się wychowujemy.

Reklama

Reklama

Reklama